Sport.pl

Pierwszy akt Superpucharu Hiszpanii na remis

Liczba piłkarzy, którzy mieli coś do udowodnienia i udowodnili: 2.

Jeśli ktoś żałował, że potyczki o Superpuchar Hiszpanii nie będą w tym sezonie klasycznym El Clasico, to prawdopodobnie tylko przez pierwszy kwadrans, kiedy to raz pierwszy i ostatni w tych dziewięćdziesięciu minutach na Vicente Calderon gra obu drużyn była ospała i typowo letnio-wakacyjna.

Później Barca obudzić musiała się z przymusu, bo Atletico ruszyło do walki, jakby David Villa zrobił przed meczem półgodzinną odprawę w stylu "hej, pokażmy Katalończykom, że nie trzeba było mnie sprzedawać po tak promocyjnej cenie, ba!, że nie trzeba było mnie sprzedawać w ogóle!". No i nie musiał czekać długo, żeby pokazać, bo los chciał, że pierwsza bramka w meczu o superpuchar padła właśnie dla Atletico i to po strzale eks-piłkarza Barcelony. I to jak efektowna bramka! Gdyby istniał hiszpański odpowiednik gestu Kozakiewicza, to prawdopodobnie wyglądałby tak...

 

 

 

 

 

W ogóle Villuś w tym meczu błyszczał jak żaden piłkarz Atletico i prawdopodobnie podczas tego jednego meczu zaliczył więcej sytuacji bramkowych i przebiegniętych szaleńczym sprintem kilometrów niż podczas połowy minionego sezonu. Ach, nie ma to ja dobra, pełna podtekstów motywacja z serii "Ja Wam pokażę!!!"

 

 

Na nieszczęście chłopców z Madrytu to piłkarz Barcy z podwójną motywacją wszedł na boisko w drugiej połowie. Neymar po serii rasowych biczfejsów na ławce rezerwowych, wreszcie mógł dać próbkę swoich umiejętności, zwłaszcza, że Messi usiadł na ławce i wszystkie jupitery były skierowane ku poczynaniom stóp Brazylijczyka. Nie minęła dłuższa chwila, jak podał mu drugi Brazylijczyk w składzie i Neymar mógł wreszcie celebrować swojego pierwszego oficjalnego gola w barwach Barcelony.

 

 

 

Na tym gole się w tym meczu skończyło, gospodarze opadli z sił, goście chyba nastawiają się na goleadę na Camp Nou. Do końca za to pozostała super-hiper-gorąca-i-napięta atmosfera, gdzie przy każdym najmniejszym faulu, koledzy zwijającego się z bólu doskakiwali do a) winowajcy, b) sędziego, by przez kolejne pięć minut zażarcie kłócić się o wymierzenie sprawiedliwości. El Clasico może nie było, ale ogólny klimat El Clasico zdecydowanie się zachował.

 


Co innego po meczu, kiedy to rozpoczął się festiwal pogaduszek/żarcików/tulenia, wszak starzy kumple z Camp Nou musieli nadrobić zaległości. No dobra, kto się nie wzruszył?

 

 

 

 

No na pewno nie my.

 

 

P.S. Oficjalnie ogłaszamy koniec pięknej ery, kiedy to ławka trenerska Barcelony była najlepiej ubraną ławką trenerską w Hiszpanii. Żegnajcie szyte na miarę garnitury, pa pa klasyczne białe koszule! [*]

 

Więcej o: