Sport.pl

Lekkoatletyczne Mistrzostwa Świata w Moskwie, dzień 2.

Czyli kolejna porcja oczopląsu od pięknych dziesięcioboistów i szybkości Usaina Bolta.

Wstałyśmy w niedzielę o tej barbarzyńskiej siódmej rano i okazało się, że zadałyśmy sobie więcej trudu niż mieszkańcy Moskwy (którym rozdawano darmowe wejściówki), Łużniki o tej porze wyglądały tak:

Na usprawiedliwienie nieobecnej publiczności można dodać, że o 9.oo rano było już 30 stopni. No nic, kibice byli mało liczni, ale fanatyczni, za każdym bowiem razem, gdy ktoś ze zmagających się dziesięcioboistów prosił o doping - kilkaset zgromadzonych na trybunach osób dawało z siebie wszystko. Zwłaszcza, jeśli ten ktoś był reprezentantem gospodarzy Ilią Szkurieniewem, który świetnie skakał o tyczce.

My oczywiście, choć działo się wiele, skupione byłyśmy na rywalizacji dziesięcioboistów. Niestety, ani piękny Pasacal Behrenbruch, który skakał w okularach...

...ani uroczy Gunnar Nixon, który przebierał się za gladiatora...

...ani Kevin Meyer, który skakał pokazując brzuszek...

...nikt z nich medalu nie zdobył. Zdobył go, co było dość oczywiste, przynajmniej od czasu nieoczekiwanego przedwczesnego odpadnięcia Treya Hardee'ego - Amerykanin Ashton Eaton. Oczywiście gratulujemy. Nie tylko z powodu ładnego leżenia na bieżni.

Srebrny medal wywalczył rodak i kolega pięknego Pascala Michael Schrader. Tu siedzi sobie z innym kolegą z reprezentacji Rico Freumuthem. Ja będziemy duże to chcemy zostać maskotką niemieckiej reprezentacji dziesięciobojowej.

Brąz przypadł w udziale Damianowi Warnerowi z Kanady:

Ale oczywiście pasjonowanie się dziesięciobojem to takie nasze małe zboczenie (swoją drogą, nie uważacie, że dziesięcioboiści mają najidealniejsze sylwetki ze wszystkich sportowców? Muszą być wysocy, bo dużo skaczą, ale też dużo rzucają, muszą wiec być silni. Dzięki temu są wyżsi od rzucaczy, ale masywniejsi od skoczków. No ideały po prostu), wczoraj cały świat pasjonował się sprintem, a konkretnie finałem stu metrów. A konkretnie to chyba głównie tym, czy Bolt wygra ze swoim superszybkim refleksem (przypomnijmy, dwa lata temu w Daegu zdyskwalifikował go falstart), czy też nie. No więc wygrał. Wygrał, pomknął, świsnął, błysnął, zgarnął złoto.

Szczerze mówiąc nie rozumiemy, o co tyle krzyku, ale to chyba dlatego, że sprinty nigdy jakoś szczególnie nie rozpalały naszych emocji.

No, chyba, że Christoph ;)

A w naszej galerii znajdziecie więcej zdjęć tych co skaczą i fruwają, a także rzucają i biegają.

Więcej o: