Biczfejs na środę po raz kolejny w czwartek

Bo gdzieś między piątym, a szóstym rzutem oka na zdjęcie nowego barcelońskiego Taty jak grom z jasnego nieba spadła na nas myśl: "Matko, przecież u nas z tryliard lat biczfejsów nie było!!!". No to są.

*** Torresiątko jeszcze co prawda gdzieś tam na jakiejś Ibizie się bawi, gdzieś rozsmarowuje Olalli krem z filtrem na plecach, ale jako profesjonalny któryś-tam Książe Biczfejsa zdążył swoje obowiązki wypełnić jeszcze przed urlopem, bo na Pucharze Konfederacji. Po raz pierwszy:

I po raz drugi:

*** Skoro już mowa o Pucharze Konfederacji, to swoich biczfejsowych sił próbował tam też Neymar. Ooo, tak, Brazylijczyk wie, że beztroskie czasy gry w Santosie się skończyły i skoro przenosi się do Europy, skoro wejdzie do szatni w której przez trzy sezony roztaczał swą aurę David Villa, to, cóż, trzeba spiąć poślady, przystosować się do nowych warunków i dawać wszystko ze swoich mięśni twarzy. O, na przykład tak, jak tu.

FORTALEZA, BRAZIL - JUNE 19:  Neymar of Brazil looks on prior to the FIFA Confederations Cup Brazil 2013 Group A match between Brazil and Mexico at Castelao on June 19, 2013 in Fortaleza, Brazil.  (Photo by Scott Heavey/Getty Images)

*** Nie jedyny jednak Neymar w ekipie Canarinhos pracuje swoją mimiką, bądź jak kto woli NAD swoją mimiką. Taki Oscar, niby ucieleśnienie niewinności i chłopięcego uroku, też potrafi zmarszczyć czoło jednocześnie robiąc takie coś z lewym kącikiem ust, które mówi "Oscar nie jest pod wrażeniem".

*** Niezwykły potencjał kryje też prawy kącik ust Ronaldo. Ot, choćby do wyrażania całej skali od 0 do11 wewnętrznej irytacji na świat doczesny, z czego punkt jedenasty - jak się domyślamy - musi wyglądać tak:

*** Kolejny piłkarz Królewskich też nie mógł sobie darować występu w dzisiejszym odcinku naszego cyklu, albo to raczej my nie mogłyśmy sobie darować i nie uhonorować jego zdjęcia powstałego w drodze na trening. Zdjęcia, które mówi "jestem zblazowaną gwiazdą Disney Channel i zakazuje Wam robić mi zdjęcia jak kupuje poranne bajgle". Wyjątkowo epickie, musimy przyznać.

*** No i jeszcze na koniec, Pan który mógł być Królewskim, ale ostatecznie został mieszkańcem Paryża. Nie wiemy, czy to jakiś element walki na biczfejsy z Ibrą, czytaj: kto strzeli bardziej efektownego ten zostaje gwiazdą No. 1 w drużynie, czy może reakcja na informację ile euro kosztuje wjazd na szczyt wieży Eiffela, ale ostateczny efekt jest powalający.