Sport.pl

Z okazji zakończenie Tour de France mamy dla Was małą niespodziankę

Ale najpierw winnyśmy pewne wyjaśnienia.

Rok temu, dzięki wielkiej uprzejmości Pana Radka Jaworskiego z Eurosportu (którego z tego miejsca gorąco pozdrawiam) miałam jedyną w swoim rodzaju możliwość porozmawiania z panami Jarońskim i Wyrzykowskim. Nie muszę Was chyba przekonywać, jak wspaniała była ta możliwość i że spędzona z nimi godzina zapisała się jako jedna z najpiękniejszych w moim życiu.

O czym rozmawialiśmy?

O czekaniu na Godota, to znaczy, czy to prawda, że słynna sztuka Becketta zawdzięcza swój tytuł jakiemuś spóźnionemu kolarzowi. Panowie pierwsze słyszą, ale opowiadają, że kibicowanie w TdF to rzeczywiście jedno wielkie czekanie, po kilkanaście, kilkadziesiąt godzin.

A potem posypały się anegdotki - o kolarzu, który chciał chwilę odpocząć, napił się wina i zasnął pod drzewem. O innym, który postanowił podjechać sobie kilkanaście kilometrów pociągiem za co. oczywiście, został zdyskwalifikowany. O przeszkadzających krowach, osłach i kotach. I kibicach, rzecz jasna.

O tym, że ich relacje są w stu procentach improwizowane, ale jest to improwizacja solidnie przygotowana. I że bardzo lubią te cztery godziny gadania non stop przez trzy tygodnie, bo bardzo lubią siebie nawzajem. I rozmowy ze sobą;

O tym, że są zachwyceni organizacją Euro 2012 (bo wtedy Euro właśnie trwało, ach, gdzież są zeszłoroczne śniegi czerwcowe!), ale nie lubią polskiej piłki ligowej (wyznanie to spotkało się oczywiście z gwałtownym smutkiem z mojej strony i westchnieniami protestu);

O tym, że najpiękniejszą biathlonistką jest według nich Bułgarka Emilia Jordanowa...

...albo Włoszka Michela Ponza...

...choć oczywiście do Magdusi Neuner też żywią ogromną sympatię, także dlatego, że Magdusia to żona jednego z nich (znaczy nie Magdusia Neuner, tylko Magdusia Jarońska, albo Wyrzykowska. Która dokładnie? Nie pamiętam, straszny wstyd);

O ich przyjaźni z Ryszardem Szurkowskim i o tym, że nikt nie zrobił tyle co on dla polskiego kolarstwa. A także o tym, że w TdF mają swoich faworytów, choć nie powinni. Że lubią tych, co są aktywni i atakują.

I o wielu innych sprawach, których teraz nie mogę rozszyfrować ze swoich notatek, a które figurują tam pod tak enigmatycznymi hasłami jak "Miejscowy Bobek", "Piotr Papis Klwów Papryka", "Siatkówka - nawet do Katowic", czy "Autobus z napisem koniec" (Dobra, z autobusem to wiem, o co chodzi, o ten film)

Oczywiście słowa tego nie oddadzą, język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie, i próba opisania rozmowy z duetem J&W jest równie karkołomna co próba zatańczenia czegoś o architekturze, albo stenografowania wywiadu z Piotrem Żyłą.

Najważniejsze jest jednak to, że udało mi się wtedy nagrać krótki filmik z Kochanymi Panami. Zanim jednak zdążyłam go wrzucić na YouTuba, opublikować na Ciachach i puścić w świat mój laptop przeniósł się na łono Abrahama, odszedł na wieczną wartę, kopnął w kalendarz i zrobił kaputt. Tak mi się przynajmniej wydawało.

Jakaż więc była moja radość, gdy 12 miesięcy, jeden oczyszczony wentylator i kilka wizyt u zaprzyjaźnionego informatyka później okazało się, że dane jednak da się odzyskać! Bez zbędnych szczegółów przechodzimy więc zatem do sedna. Tadam! Oto Panowie Jaroński i Wyrzykowski, w całej swojej krasie, specjalnie dla Was! Nieco, z mojej, tylko mojej, mojej bardzo wielkiej winy, spóźnieni, ale przecież ten urok się nie dezaktualizuje.

(spokojnie, w okolicach 1. minuty wpadam na to, żeby przekręcić komórkę ;)

Więcej o: