Koniec. Remisujemy z Mołdawią 1:1 i praktycznie żegnamy się z Brazylią

Ale nie łamiemy się, tylko wzywamy PZPN do wielkiej rewolucji. Natychmiast!

Nie wiemy, czy oglądałyście, bo ostatnio oglądanie kadry piłkarskiej to tortura, jakby co, to krótkie resume tego spotkania. Szybko strzelony gol Kuby, 6-7 świetnych, niewykorzystanych okazji na 2:0, głupio stracona bramka tuż przed przerwą i druga połowa bicia głową w mołdawski mur. Zakończona oczywistym niepowodzeniem.

Nie oszukujmy się jednak. Nawet gdybyśmy wcisnęli tego gola i wygrali ze słabeuszem, nasze szanse w starciu z Anglią, Ukrainą i Czarnogórą są zerowe. Z taką grą? No prosimy. Dlatego też nie ma co czepiać się tych matematycznych nanoprocentów szans na awans, które nam jeszcze zostały. Po prostu zostawmy te eliminacje, zapomnijmy o nich.

I pogódźmy się z tym, że pomysł byłego (na szczęście) prezesa PZPN, żeby zatrudnić po słabym Smudzie kolejnego słabego polskiego szkoleniowca, był idiotyczny i samobójczy. Jakim cudem ktokolwiek mógł uznać, że sympatyczny skądinąd trener, którego największym sukcesem w długiej karierze było DRUGIE miejsce z Ruchem Chorzów, może odbudować tę drużynę po Euro? No jakim? To nie miało prawa się udać.

I się nie udało. Rok temu płakałyśmy po porażce z Czechami, teraz chyba nikt nie płacze. Wszyscy są albo wkurzeni, albo przestało ich to obchodzić. Naszym zdaniem wyjście z tej sytuacji jest jedno. Trener Fornalik za chwilę honorowo podaje się do dymisji, prezes Boniek ją przyjmuje bez zbędnych komentarzy i rozpoczyna poszukiwanie NAJLEPSZEGO selekcjonera, na jakiego nas stać.

Pewnie będzie to fachowiec zza granicy. I pewnie nie będzie to gwiazda pokroju Juppa Heynckesa, sir Alex też dla Polski zdania o emeryturze nie zmieni, nie oczekujemy cudów. Zawsze jednak możemy wyszukać gdzieś jakiegoś doświadczonego, szanowanego trenera, który zostanie polskim Rehhagelem.

To się po prostu musi stać, bo kompletnie nie możemy znieść faktu, że najzdolniejsze pokolenie piłkarzy, jakie mieliśmy od lat, tak kompletnie nie potrafi wznieść się w kadrze na wyżyny. Nawet na okoliczny pagórek, nie mówiąc już o najwyższych szczytach. Ci piłkarze są lepsi, niż to co od trzech lat pracy Smudy i Fornalika oglądamy.

Tak więc, nie płaczemy. Burzymy i budujemy od nowa.