Mołdawia - Polska, czyli nasz ukochany typ meczu: o wszystko

Nie ma to jak dobrze zacząć. Eliminacje do MŚ w Brazylii dopiero na półmetku, a my już stoimy pod ścianą.

Nasz ambiwalentny stosunek do piłkarzy nożnych sprawił, że o ich humorystycznych próbach narzucenia własnego stylu gry potężnemu Liechtensteinowi postanowiłyśmy nie pisać w ogóle. Ale teraz to jednak inna para kaloszy, bo przed nami mecz o punkty.

O punkty, szansę na grę w Brazylii i prawdopodobnie głowę trenera Fornalika. I w sumie o honor, bo nie wygrać z Mołdawią, to jednak słaba opcja. W końcu rywal nie strzelił gola w meczu u siebie od... 19 miesięcy! Problem w tym, że nasza reprezentacja jest w takim momencie, w którym jej jeszcze chyba w XXI wieku nie widziałyśmy. To znaczy nie dość, że gra słabo, to jeszcze najzwyczajniej w świecie wkurza. Bo jej się nie chce, bo zawodnicy się głupio tłumaczą i nie potrafią się motywować, bo sprawa Obraniaka itp. Jednym słowem - wyniki sportowe idealnie przekładają się na atmosferę wokół kadry. Stąd chyba te potworne pustki na niezbyt przecież dużym stadionie Cracovii.

Kibice mają dość, a ten mecz może przepełnić czarę goryczy. Jeśli przegramy, to co prawda nie stracimy 100% szans na awans, ale solidne 99,9% już tak. I wtedy prawdopodobnie prezes Boniek przeprowadzi w kadrze rewolucję. Wybierze nowego trenera i zabroni mu powoływania niepolskojęzycznych piłkarzy. A my będziemy mieli dużo czasu na przygotowanie się do eliminacji Mistrzostw Europy 2016.

No ale jednak może nie przegramy? Może się zmotywujemy? Może właśnie trzeba było upaść nisko, by móc się odbić i właśnie dziś, w podczas kiszyniowskiej ulewy (tak, tak, w Mołdawii strasznie pada i grać będziemy ponoć praktycznie na bagnie), narodzi się w bólach jakaś nowa jakość, która spełni nasze przeczące zdrowemu rozsądkowi marzenia i rozpocznie marsz do Rio?

Bo pomimo wszystkich złych rzeczy, które się dzieją wokół kadry, my dziś o 20 zasiądziemy przed telewizorami i będziemy kibicować. Być może zgrzytając przy tym zębami, ale przecież nadzieja umiera ostatnia.