Girl Power: piłkarki Wolfsburga wygrały Ligę Mistrzów Kobiet!

Chociaż zdecydowanie nie były faworytkami. Czy niespodzianka w żeńskim finale jest zapowiedzią podobnej niespodzianki w męskim?

Zanim przejdziemy do gratulacji dla dziewczyn z Wolfsburga musimy podkreślić wielkość francuskiej drużyny: piłkarki Olympique Lyon to coś jak Barcelona Guardioli, Hiszpania Del Bosque i Manchester Fergusona razem wzięte (no dobra, z tym ostatnim to trochę przesadzamy) - wygrywały dwie poprzednie edycje kobiecej Ligi Mistrzów, mają na koncie siedem tytułów mistrza Francji, a  ostatni mecz przegrały... 119 meczów temu. W tym sezonie w 20 meczach ligowych strzeliły 120 goli, straciły 5. W ośmiu spotkaniach LM zdobyły 40 bramek, straciły - jedną.

Dziewczyny z Wolfsburga wystąpiły więc w roli Kopciuszków (swoją drogą Niemki w drodze do finału pokonały - dość bezlitośnie - naszą Unię Racibórz) i chyba właśnie brak presji i rola underdoga podziała na nie jak dotknięcie czarodziejskiej różdżki.

I chociaż zasugerowałyśmy wyżej, że zwycięstwo mniej faworyzowanej drużyny może być dobrą wróżbą dla Borussii Dortmund, to nazwisko strzelczyni jedynego gola - już nie. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobyła bowiem pani o nazwisku Mueller. Martina Mueller.

Bramka padła po rzucie karnym, po tym jak jedna z "Lionek" Laura Georges zagrała piłkę ręką. Dziewczyny z Wolfsburga świetnie broniły się przez cały mecz, więc i przez kwadrans do końca utrzymały korzystny dla siebie rezultat i przerwały hegemonię Lyonu w Lidze Mistrzów. A potem już tylko confetti, szampan, radość i trochę smutnych "Lwic".

Zwyciężczyniom serdecznie gratulujemy, przegrane pocieszamy i jak zwykle w takich sytuacjach domagamy się więcej żeńskiej piłki nożnej w mediach.

PS. A panie z Wolfsburga to całkiem przyjemnego trenera mają, nie sądzicie?