"Rosja jest pesymistycznym, szarym krajem", czyli Bartek Kurek podsumowuje rok w Superlidze

Ale bez obaw, nie będzie samego narzekania. Kypka, nie wliczając jedzenia, nie spotkały w Moskwie aż takie krzywdy, jak mogłoby się wydawać.

Za rozliczenie z Superligą Kurek zabrał się w obszernej rozmowie z Przeglądem Sportowym. Trzeba przyznać, że siatkarz o swoim byłym zespole wypowiada się z dużym dystansem, klasą, spokojem i jak prawdziwy dyplomata. Nawet jeśli wprost przyznaje, że nie ułożyła mu się współpraca z trenerem Czerednikiem i drugi raz nie poszedłby do zespołu kierowanego przez rosyjskiego szkoleniowca, chyba, że byłby to Władimir Alekno (aww), jest daleki od rzucania bluzgów, szukania winnych, zamiast krótko stwierdza, że może po prostu do tej ligi rosyjskiej nie pasował.

Nie zmienia to faktu, że Bartek wcale nie żałuje przeżytej przygody, twierdzi, ze sporo się w Rosji nauczył i polecałby każdemu siatkarzowi próbę zmierzenia się z Superligą.

Odejście z klubu komentuje w bardzo rozsądny i logiczny sposób:

 

Powiedzmy tak: była to nasza wspólna decyzja z klubem, rozwiązaliśmy umowę za porozumieniem stron. Podam jeden główny powód, choć oczywiście mam więcej prywatnych przemyśleń, nimi jednak nie chcę się dzielić. W przyszłym roku odbędą się w Polsce mistrzostwa świata i zostając w Rosji podejmowałbym ryzyko, że kolejny sezon będzie wyglądał tak samo tak ten. W Maceracie to ryzyko oceniam jako zdecydowanie mniejsze, choćby z powodu lepszej opieki medycznej. I tyle. Tym chciałbym się z wami podzielić. Zrobiłem to dla siebie, żeby za rok wystąpić jak najlepiej przygotowany w polskim mundialu!


W dalszej części wywiadu Kypek omawia również sprawy motywacji finansowych, oczekiwań związanych z grą we Włoszech, konsultacjach z Sebastianem Świderskim i Ziomkiem oraz wielkiej radości jaką odczuł wracając do swojskich spalskich lasów.

Lektura obowiązkowa>>>