Sport.pl

City lepsze w derbach Manchesteru

Manchester City wygrał na Old Trafford z Manchesterem United 2:1. I choć zwycięstwo to w zasadzie nic nie zmienia i o niczym nie przesądza (przynajmniej jeśli chodzi o tytuł mistrzowski), to tej części redakcji, która jest czerwona i rogata w sercu przykro było patrzeć na tak słabo grające United. A piłkarzom i fanom City należą się brawa.

"Zero - zero, które pożera się wzrokiem" - tak Andrzej Twarowski określił pierwszą połowę meczu i miał zupełną rację. Bo choć bezbramkowa, była chyba ciekawsza od drugiej odsłony, a przynajmniej bardziej wyrównana. Dużo ataków, akcja za akcję, szybkie tempo, tylko sytuacji podbramkowych trochę mniej, ale tu czoła pochylić należy przed defensywą City. I przyznać też, choć przychodzi nam to z wielkim bólem, że dużo poniżej oczekiwań spisywał się Ryan Giggs, a także Wayne Rooney czy Robin van Persie (ale ten ostatni to już tak od kilku spotkań).

Jeśli ktoś z ekipy Czerwonych Diabłów zasługuje na wyróżnienie to niewątpliwie Phil Jones. Internety śmieją się bezlitośnie z jego najłagodniej mówiąc... niezbyt skalanego wysiłkiem intelektualnym oblicza...

...ale dla nam wielki obrońca jawi się bardzo hot, bowiem dla nas, nie ma niczego bardziej hot niż skuteczne i ofiarne interwencje w obronie. I gdyby mecz zakończył się remisem rozważyłybyśmy posłanie na Old Trafford oferty matrymonialnej, ale cóż, nie zakończył się.

Pierwszego gola dla City strzelił Milner, który rozgrywał wczoraj świetne zawody. Zaczęło się od tego, że Barry zabrał piłkę Giggsowi, podał do Nasriego, ten zaś odegrał do Milnera, który uderzył z 20 metrów, a potem zaprezentował nam dość osobliwą cieszynkę...

To była 51. minuta, a już w 59. było 1:1. Gola dla United zmajstrowali do spółki Phil Jones i plecy Kompany'ego, po ładnej wrzutce Robina van Persiego z rzutu wolnego.

Ale to city starało się bardziej, atakowało zacieklej, no i miało Sergio Aguero, który w odróżnieniu od Rooneya, van Persiego, czy Chicarito był wczoraj w formie. I zrobił coś takiego:

No cóż, City po prostu było lepsze i gorycz przegranego sezonu ligowego (wciąż jest przecież szansa na Puchar Anglii) może osłodzić sobie panowaniem w Manchesterze. Dla kibiców United niby tragedii nie ma, bo i tak jest dwanaście punktów przewagi nad wiceliderem i lokalnym rywalem jednym, tyle że... nawet jeśli United sięgnie po mistrza, a sięgnie prawie na pewno, to i tak pozostanie po tym sezonie jakiś niedosyt.

Porażka w Lidze Mistrzów (po kontrowersyjnych decyzjach sędziowskich, ale jednak...), odpadnięcie z Pucharu Anglii (choć w pierwszym meczu prowadziło się już z Chelsea 2:0!), porażka w derbach, wiele straconych goli, kilka niezbyt przekonujących zwycięstw ze słabymi drużynami i jakiś taki brak błysku w środku pola. No ale postaramy się pamiętać, że zwycięzców się nie sądzi.

PS. I jeszcze taka wzruszająca scena z tunelu - spotkanie dawnych kolegów...

Więcej o: