Widziałyście niesamowite zagranie Agnieszki Radwańskiej na turnieju w Miami?

Jaramy się.

Owszem, było w tym trchę nonszalancji, trochę szczęścia, a trochę konieczności - inaczej sięgnąć tej piłki by się nie dało, ale i tak Isia zagrała w ćwierćfinałowym meczu z Belgijką Kirsten Flipkens lie a boss, przy aplauzie trybun:

I ten uśmiech i ta ręka wyciągnięta w geście triumfu... Taką Isię kochamy.

Caly mecz wcale jednak nie układał się tak różowo. Agnieszka wciąż chyba jeszcze "szuka formy", pierwszego seta z nieoczekiwanie dobrze technicznie grającą Flipkens przegrała, w drugim - wypracowałą sobie szybkie 3:0, ale pozwoliła się dojść na 3:3 i dopiero w trzecim secie uzyskała przekonującą przewagę. No ale najważniejsze, że jest awans do półfinału. Gorzej, że w półfinale tym czeka już Serena Williams, miłościwie panująca nam jedynka światowego tenisa, z którą Radwańśka jeszcze nigdy nie wygrała...