Cześć Leo!

Wreszcie się znalazłeś!

Pół tego globu ostatnio zastanawiało się, gdzie podział się Messi - czy schował się w schronie by przeczekać trudne miesiące, czy został zadeptany na barcelońskiej Las Ramblas, a może stoi w kolejce po pieluchy dla Thiago? Nic z tych rzeczy, a odpowiedź na pytanie "Gdzie był Leo, kiedy go nie było?" jest prostsza (a może przez to i bardziej zaskakująca) niż ktokolwiek by się spodziewał - strzela biczfejsy na różnych dziwnych tronach i to przed obiektywem słynnego fotografa Domenico Dolce. TEGO Dolce.

Tak, wiemy, przeszedł Was teraz leciutki dreszcz w górnych partiach pleców, bowiem gdy rozchodzi się o Leo Messiego i okładki, to w takich wypadkach nigdy nie ma rutyny, zawsze jest kontrowersja. Teraz mamy do czynienia w marcowym numerem L'Optimum Style - francuskiego magazynu traktującego o modzie.

Nie doszukiwałybyśmy się jednak w tym żadnej kontynuacji jego zainteresowań trendsetterstwem, tylko raczej wypełniania zobowiązań intratnego kontraktu. Jak wspomniałyśmy wcześniej zdjęcia wykonywał jeden z panów ze słynnego duetu projektantów, a cała sesja jest pod patronatem właśnie Dolce&Gabbana.

I to, że ci panowie byli odpowiedzialni za sesję poniekąd cieszy, bo podstawowe normy estetyki zostały zachowane - oszczędzono głównemu bohaterowi mokrej Włoszki na głowie, czy innych mało korzystnych stylizacji na hobbita. Mamy za to bogate zdobione wnętrza (taa, owe trony, ale także świece i pozłacane stoły) i całkiem przyjemne stylizacje we wszelakiej maści koszulach, muszkach, garniturach, z których uwaga... żaden nie jest w groszki. Poza tym możemy podziwiać świeże cięcie na głowie - grzywka jak ta lala i obowiązkowe na każdym ujęciu spojrzenia tzw. "spod byka" w których Messi z każdą sesją wydaje się doskonalić.

Więcej o: