Uszczypniecie mnie i powiecie, że to nieprawda?

Nigdy się z tym jakoś specjalnie nie obnosiłam, może nawet sama nie chciałam przyznać się przed sobą, ale od dłuższego czasu już mecze Chelsea oznaczają dla mnie wodzenie oczami za perfekcyjną szczęką Davida, bezmyślne i rozmarzone wpatrywanie się w idealny wykrój jego warg i potajemne googlowanie wszystkich filmików, na których robi z siebie głupka.

Trochę czasu zajęło mi (to chyba przez te loczki, jak ja nie cierpię loczków) zorientowanie się, że blady Brazylijczyk jest po prostu boleśnie piękny, a że przy tym jest jeszcze uroczo nieśmiały i zawadiacko bezczelny jednocześnie - kocham go już od wielu tygodni, nic nikomu nie mówiąc. Żeby Mats i Jens się nie obrazili, ale też trochę dlatego, że David wydaje mi się typem "najfajniejszego łobuza w klasie", a ja zawsze miałam za punkt honoru nie lecieć na takich. No cóż, jak widać od każdej reguły jest jednak ten cały wyjątek.

Jakże więc boleśnie ścisnęło mi się serduszko, jaki smutek wypełnił me podbrzusze, jaka szarość i niepewność omroczyłą świat cały, gdy weszłam sobie dzisiaj na ciachowe blogi i zobaczyłam powyższe zdjęcie.

Że niby to tylko przyjaciółka, że siostra Lucasa, z którą jest w bardzo dobrych stosunkach, ale te splecione ręce, ten dzióbek...