Leo z czwartą Złotą Piłką nie wszystkich ucieszył, ale ta Jedenastka Roku...

No więc ta Jedenastka Roku to jest dopiero skandal temat do dyskusji.

Reakcje fanów i fanek (widziane przez pryzmat Facebooka) skupiły się na Leo i dość sporej niechęci do przyznania najważniejszej nagrody właśnie jemu. My tu całkiem prywatnie możemy przyznać, że większości kibicowałyśmy Andresowi i odrobinę znużenia uwielbieniem ekspertów dla Leo już odczuwamy. Ale też nie możemy zapomnieć i nie zapomnimy, że Leo Messi, który jest jakby nie było napastnikiem, ustanowił w tym roku rekord wszech czasów w ilości zdobytych bramek.

Rekord. Wszech. Czasów. Wyprzedzając legendę z czasów, kiedy w piłkę grało się jednak trochę inaczej, Gerda Mullera nie o jedną, ale aż o sześć. I jeśli to nie świadczy o byciu najlepszym na świecie, to co by miało świadczyć? Owszem, dla nas bardziej liczy się piłka jako gra zespołowa - sukcesy z drużyną (których akurat w tym roku Messi nie miał), ale to jest tylko i wyłącznie temat do dyskusji - kto co woli, kto jaką filozofię myślenia o futbolu i o nagrodzie, jaką jest Złota Piłka, wyznaje.

Natomiast skład Jedenastki Roku to kpina i nie boimy się tego wprost powiedzieć. Głosujący zdaje się znaleźli w zeszłym roku czas na obejrzenie jedynie kilku Gran Derbi i finału Euro, prawda? Bo innego wyjaśnienia nie widzimy.

I nie potrafimy zrozumieć, dlaczego wyróżnienie dostał Marcelo, a nie Ashley Cole. Dlaczego wybrano Daniego Alvesa, a nie Philippa Lahma, dlaczego Pique, a nie którykolwiek z 30 lepszych od niego obrońców zeszłego roku. Hummels, Terry, Pepe, Kompany, Kamil Glik?

Czy ktoś z szanownego jury czy głosujących wie w  ogóle, kto wygrał w tym roku Ligę Mistrzów? Chelsea, anyone? Cuda w obronie w półfinale?

Kochamy Xabiego Alonso i szanujemy Xaviego, ale któryś z nich powinien ustąpić miejsca Andrei Pirlo, który nie tylko dużo słabszych kadrowo od Hiszpanów Włochów poprowadził do finału Euro, ale i zaliczył z Juventusem mistrzostwo bez ani jednej porażki w lidze.

Może ktoś powinien przypomnieć ekspertom, że istnieje życie poza Hiszpanią, że ani Real, ani Barcelona nie dotarły nawet do finału Ligi Mistrzów, o trofeum nie wspominając? I że w finale Euro ktoś też oprócz tych Hiszpanów tam grał i żeby tam dotrzeć musiał rozegrać pięć meczów?

Trochę się obawiamy, że jak tak dalej pójdzie, to nagroda straci swój prestiż. Ale może nie mamy racji?