10 kolejka La Liga: krew, całusy i grad bramek

Nie wiem, kto konkretnie jest odpowiedzialny za ustalanie ligowego grafiku, ale ktokolwiek to jest, to w sobotę zafundował fanom La Liga sześciogodzinny maraton futbolu na najwyższym poziomie. Najpierw Barca, potem Real, a na koniec jeszcze hit Valencii z Atletico. Bo kto by tam spał, jadł, załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne, kiedy można, a wręcz trzeba, rzucić wszystko i oglądać takie spektakle.

FC Barcelona - Celta Vigo 3:1

Barca? Barca na Camp Nou nie grała od pamiętnego Gran Derbi, więc miała trochę zaległości do pozałatwiania ze swoimi kibicami. Zanim więc jeszcze rozpoczęło się spotkanie Xavi pochwalił się swoją nagrodą Księcia Asturii, a Leo pozował dumnie u jego boku ze Złotym Butem za ubiegły sezon. Prezentacji Thiago jeszcze nie było, ale jesteśmy pewne, że to kwestia czasu i opuszczenia inkubatora.

Leo Messi i Xavi

Po pierwszym gwizdku już tak uroczo i wzruszająco nie było, bo okazało się, że Celta, owszem, ze spotkania z Królewskimi wnioski wyciągnęła i już kolejny raz za pachołki robić w meczu z gigantem nie chce. Co więcej, nikt nie uprzedził o tym Tito, więc ten wystawił ultraofensywny skład ze środkiem Xavi-Iniesta-Cesc i było wesoło.

O ironio, to jednak Blaugrana pierwsza ruszyła do ataku i Adriano szybko znalazł sposób, by skoczyć w ramiona Pedro.

Dwie minuty później odpowiedziała odważnie Celta, ale Barca takiej aktywności nie lubi i szybko poleciała nauczka wymierzona prawą nogą Villi. A David już dawno zażegnał biczfejsy, choć dzióbki akurat mu zostały. Tak spodobał mu się zeszłotygodniowy buziak dla Fabsa, że teraz też tak dziękował za asystę.

Andres Iniesta i David Villa

Zresztą całował nie tylko Villa i nie tylko Iniestę. Bo ostatniego gola tego meczu i jednocześnie trzeciego dla Barcy zdobył Jordi Alba. Z półmetrowego spalonego niewidzialnego dla sędziego, ale może dlatego, że ten był zajęty robieniem z nami "Awww". Hiszpan po bramce podbiegł do Messiego i zgadnijcie co zrobił. Albo od razu w który policzek.

Po meczu wyznał, że tym samym chciał mu pogratulować tego, że został ojcem. No właśnie, a akurat ten ojciec na którego cieszynkę wszyscy czekali jak na złość nie mógł znaleźć tego strzału na bramkę i nawet nowe buty nie pomogły.

x

Cóż, Thiago na swoją osobistą dedykację musi poczekać do następnej kolejki.

Real Madryt - Real Saragossa 4:0

Pięć minut dostałyśmy odpoczynku po meczu Blaugrany, by Real Madryt wyszedł na murawę. Chciałyśmy napisać w pełnej krasie, ale z przykrością nie możemy. Xabi Alonso nazbierał sobie wcześniej żółtych kartek, więc ten mecz musiał oglądać zza szyby loży VIP w towarzystwie Nagore i dwóch córeczek.

x

x

Ten spadek poziomu estetyki na szczęście Real starał się nam sowicie przez 90 minut wynagradzać. Manita w poprzednim spotkaniu? Okej, challange accepted, w tym też nie będziemy obniżać poziomu i celujemy w goleadę. Zwłaszcza, że również wzorem meczu poprzedniego zachętą do bramek było tulenie w ramionach Sergio. No kto by nie chciał? Po tej sesji, no kto by odmówił? Pipta na pewno, by chciał.

1:0 dla Realu. Kto następny, kto da więcej? Piękny strzałem Angel Di Maria...

..który jednak zamiast ramion Sergio miał swoje serduszka. Jego strata.Tymczasem Iker, był nieco w gorszej sytuacji, bo ani golem się poratować, ani osobista prezencją. No po prostu okropny dali mu ten dres. Truskawkowy Potwór? To już chyba tęsknimy za bananowym.

x

x

I widocznie nie był to weekend wielkich futbolu, bo tak jak do bramki nie trafił Messi, tak i Ronaldo nie znalazł swojej okazji. A wiedzcie, że próbował usilnie przez całe 90 minut.

Na szczęście miał asystentów, którzy go w tym meczu w zdobywaniu goli wyręczali. Bo na dwóch bramkach się bynajmniej nie skończyło, a dwie "świeżynki" tego sezonu w Madrycie chciały podziękował Jose za przygarnięcie do swojej gromadki. A zrobili to w dwóch ostatnich minutach regulaminowego czasu gry. Najpierw Essien zabrał się do roboty..

x

..i w ramach cieszynki mógł się przejść na romantyczny, ręka w rękę, spacer po murawie z Ozilem...

x

A potem Luka zasłużył sobie na wizytę w... tak, dokładnie... w ramionach Ramosa.

Gwoli ścisłości, Real bez większych sprzeciwów ze strony Saragossy wygrał 4:0. A, i gdybyśmy były Mesuciatkiem i Luka kradłby nam najpierw pozycję na boisku, a potem uwagę Sergio, to... nieźle byśmy się wkurzyły.

Valencia CF - Atletico Madryt 2:0

W lidzie hiszpańskiej dziennikarze rzadko jakiemukolwiek spotkaniu bez udziału Barcy/Realu nadają status "szlagieru" czy "hitu", ale pojedynek Valencii z Atletico zdecydowanie taki miał i to przez duże "S" i "H". Pierwsza tradycyjne jest groźna bez względu na miejsce w tabeli i zarost Soldado, druga w tym sezonie idzie na rekord i sensację, bo do tej pory dzieliła z Barcą fotel lidera.

I od początku też klub z Madrytu pokazywał dlaczego na tej pozycji się znajduje. Falcao przy pomocy kolegów uraczył widzów prawdziwym koncertem dryblingów i zabójczych strzałów, ale co z tego jak żaden z nich do bramki nie wpadł. Wpadł za to niespodziewanie strzał Soldado, który już tradycyjnie zwykł swoją drużynę ciągnąć za uszy po trzy punkty.

x

x

x

Dwa ani pięć razy powtarzać Nietoperzom nie trzeba było, że wypadałoby się obudzić, co też ochoczo zrobiły i wdały się w walkę z gospodarzami. Czasami zbyt dosłownie wziętą i z typu "walki wręcz"...

x

x

...więc gromko posypały się kartki - żółte, czerwone - kto jakie chciał, bądź kto na jakie zasłużył. Ricardo Costa na przykład na tą drugą. My w międzyczasie umilałyśmy sobie te epizody jakże przyjemnym karmieniem swojego poczucia estetyki widokiem Fernando Gago.

c

Zanim jednak sędziego rozbolała ręka od pokazywania kartoników, równie tradycyjnie co jego poprzednik, Valdez dobił rywala i odebrał nadzieję na bramkę ratunkową w ostatnich minutach. Na 2:0 strzelił dokładnie w dziewięćdziesiątej.

x

I tym sposobem Barca już nieco wygodniej mogła rozsiąść się na fotelu lidera.