Sport.pl

9 kolejka La Liga: Premier League może mieć swoje szlagiery, ale my mamy szalone goleady

Czyli o tym, jak Real i Barca nastrzelali sobie dziesięć bramek. Łącznie, dziewczęta, łącznie. ale pewnie tylko dlatego, że jakieś rekordy na kolejną musieli zostawić.
9 bramek na 9. kolejkę La Liga Premier League może mieć swoje szlagiery, ale my mamy szalone goleady. Real i Barca nastrzelali 9 bramek w 9. kolejce La Liga. Barcelona ograła Rayo Vallecano 5:0, zaś Real pokonał Mallorcę 4:0. Rayo Vallecano - FC Barcelona 0:5 Choć absolutnie nic tego nie zapowiadało, w Madrycie już od pierwszego gwizdka zaczęły się same niespodzianki: a) było światło na stadionie; b) w wyjściowym składzie pojawił się Villa; c) Rayo, które to jest kopciuszkiem La Ligi, a które z Barcą ostatnim razem przegrało 0:7, stawiało widoczny opór i trochę bawiło się w kotka i myszkę z dziurawą katalońską obroną. Szybko jednak sprawy wróciły do normy. Nie, nie zgasło światło, nie, Villa nie wrócił na ławkę (a przynajmniej do 69. minuty), ale Blaugrana przypomniała sobie, kto tu powinien dyktować warunki, spychając swoich rywali do roli czysto pachołkowo-dekoracyjnej. Otworzyła worek z bramkami. I się zaczęło. Podanie-gol-przytulanka. Podanie-gol-przytulanka. I tak pięć razy. Mallorca - Real Madryt 0:4 Wycieczkę tego weekendu mieli też Królewscy i to w całkiem przyjemne rejony, bo na Majorkę. I w tym spotkaniu podobnie, jeśli nie krócej, trwała gra pozorów, że w sumie to będzie trudny mecz, w sumie to rywala całkiem groźny i w ogóle klimat grozy Halloween przyszedł wcześniej. Do 8. minuty konkretnie, gdy po błędzie obrońcy rywali Higuainowi nie zadrżała nawet noga, gdy umieścił piłkę w siatce. W tym momencie przebudził się wewnętrzny zabójca Realu, poczuł krew rywala (jak już jesteśmy w tych klimatach Halloween) Atakował jak natchniony, podania, sprinty, dryblingi. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry Callejon we współpracy z Ozilem zamarzyli sobie jeszcze o manicie i marzenie spełnili.

Rayo Vallecano - FC Barcelona 0:5

Choć absolutnie nic tego nie zapowiadało w Madrycie już od pierwszego gwizdka zaczęły się same niespodzianki, a) było światło na stadionie, b) w wyjściowym składzie pojawił się Villa oraz c) Rayo, które to jest kopciuszkiem La Ligi, a które z Barcą ostatnim razem przegrało 0:7 stawiało widoczny opór i trochę bawiło się w kotka i myszkę z dziurawą katalońską obroną.

Szybko jednak sprawy wróciły do normy. Nie, nie zgasło światło, nie, Villa nie wrócił na ławkę (a przynajmniej do 69 minuty), ale Blaugrana przypomniała sobie, kto tu powinien dyktować warunki, spychając swoich rywali do roli czysto pachołkowo-dekoracyjnej. Otworzyła worek z bramkami. I się zaczęło. Podanie-gol-przytulanka. Podanie-gol-przytulanka. I tak pięć razy.

Pierwszy w kolejce był Villa, który w razie jakby red. Marina nie popijała jeszcze drinka w swoim prywatnym raju po jego samym pojawieniu się na murawie, dołożył bramkę i całus dla Cesca.

x

Ale to nie on był najbardziej zmolestowanym kolegą tamtego wieczora. Był nim Jordi Alba, który najpierw przysłużył się przy trafieniu Xaviego, więc później trafił w jego czułe ramiona:

x

a potem przy drugim (bo strzelał tego wieczoru dwukrotnie) golu Messiego powtórzył wyczyn.

x

Z przytulankowych cieszynek wyłamał się tylko wcześniej wspomniany Czesiu. On po swojej bramce nikomu w ramionach nie wpadał, nikogo w ramiona nie wpuszczał, tylko wzbił się na wyżyny artyzmu, wykonując dedykację-zagadkę.

Zrobił tak:

MADRID, SPAIN - OCTOBER 27:  Cesc Fabregas of Barcelona celebrates after scoreing his side's 4th goal during the La Liga match between Rayo Vallecano and Barcelona at Estadio Teresa Rivero on October 27, 2012 in Madrid, Spain.  (Photo by Denis Doyle/Getty Images)

A potem tak:

Gdzie pierwsze jak mniemamy jest "L" od "love", a drugie wskazaniem dla kogo to wyznanie - tatuaż z imieniem Danielli. Ale znacie zasadę o nie zabijaniu posłańca, prawda?

Na pocieszenie za to Alexis, który co prawda do barcelońskiej manity na Campo de Vallecano niespecjalnie się przyłożył, ale za to zrobił tak...

x

A my zrobiłyśmy "O mamo".

Mallorca - Real Madryt 0:4

Wycieczkę tego weekendu mieli też Królewscy i to w całkiem przyjemne rejony, bo na Majorkę. I w tym spotkaniu podobnie, jeśli nie krócej, trwała gra pozorów, że w sumie to będzie trudny mecz, w sumie to rywala całkiem groźny i w ogóle klimat grozy Halloween przyszedł wcześniej. Do 8 minuty konkretnie, gdy po błędzie obrońcy rywali Higuainowi nie zadrżała nawet noga, gdy umieścił piłkę w siatce.

x

W tym momencie przebudził się wewnętrzny zabójca Realu, poczuł krew rywala (jak już jesteśmy w tych klimatach Halloween) Atakował jak natchniony, podania, sprinty, dryblingi. Trochę nam się od tego tempa kręciło w głowie i momentami miałyśmy fatamorganę w postaci Sergio biegnącego po murawie w samych slipkach.

x

A nie, to tylko klasyczny strój Realu.

x

Realu, który stwierdził, że właściwie to gorszym od Barcelony być mu nie wypada i jak ta sobie urządziła goleadę w gościach, to on zrobi podobnie. I Ronaldo po raz drugi. I Higuain po raz trzeci. I Ronaldo po raz czwarty.

MALLORCA, SPAIN - OCTOBER 28:  Cristiano Ronaldo of Real Madrid CF celebrates after scoring his team's second goal during the La Liga match between RCD Mallorca and Real Madrid CF at Iberostar Stadium on October 28, 2012 in Mallorca, Spain.  (Photo by David Ramos/Getty Images)x

Real Madrid's Gonzalo Higuain from Argentina celebrates after scoring during La Liga soccer match against Mallorca at the Iberostar stadium in Palma de Mallorca, Spain, Sunday Oct. 28, 2012. (AP Photo/Manu Mielniezuk)

W ogóle serce rosło, gdy patrzyło się na Pipitę w tym meczu - chyba najlepszym jaki rozegrał w tym sezonie. Ale czego się nie robi dla pełnego wdzięczności uścisku Sergio, prawda?

x

x

Co by nie mówić, w takim razie Ronaldo też był zmotywowany.

Ostatecznie jednak nie skończyło się na tych czterech bramkach, a na pięciu! W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry Callejon we współpracy z Ozilem zamarzyli sobie jeszcze o manicie i marzenie spełnili. No to tulimy!

x

x

Gdybyśmy były Mou, wyjątkowo byłybyśmy pod wrażeniem.

P.S. Co tam mecz, co tam piłka w grze. Sergio chodź, zrobimy sobie słitfocię.

Więcej o: