Sport.pl

8. kolejka La Ligi: O mamo, ma ktoś melisę pod ręką?

Czyli opowieści kilka o tym jak męczył się Real, jak Barcelona podpadła kardiologom i dlaczego Athletic jest najbardziej pechową drużyną tego sezonu
8. kolejka La Ligi Czyli o tym, jak męczył się Real, jak Barcelona podpadła kardiologom Real Madyt przyjmował u siebie Celtę Vigo i po trudnym meczu wygrał 2:0. Barcelona pokonała Deportivo 5:4, a Leo Messi zaliczył hat-tricka Pierwsze koty za płoty w 8. kolejce La Ligi zafundował nam Real Madyt, który przyjmował u siebie Celtę Vigo. Zespół, który jest beniaminkiem, ale lubi czasem trochę pokrzyżować szyki rywalom. Królewskim jednak długo się nie stawiał, za to już od początku meczu postawił na krótką, ale sprawdzoną w pojedynkach z faworytami La Ligi taktykę "1, 2, 3, obronę Częstochowy robimy my". Ronaldo, Higuain i Kaka ile sił w nogach i pomysłów na dryblingi w głowie próbowali przedrzeć się przed podwójne zasieki Celty. W 11. minucie udało się Argentyńczykowi i w nagrodę wyściskali go wszyscy koledzy, którzy tylko zdążyli do niego podbiec. Gra toczyła się swoim wyrównanym tempem, Vigo chciało przetrwać, Real nie zachwycał, ale zachwycać też nie mógł. Wszystkie z jego 28435 dośrodkowywań i strzałów natrafiało na mur w postaci 10 obrońców rywali. Aż któryś z nich ośmielił się sfaulować Mesuciątko w polu karnym i do jedenastki podszedł ten, który do jedenastki tylko mógł podejść. Nie mrugnęłyśmy, tfu, w zasadzie to nawet sam wykonawca nie mrugnął, a już było 2:0 dla Królewskich. Wtedy odetchnęło Bernabeu, nie było możliwości, by tak grający beniaminek zdołał odrobić te dwie bramki. Co prawda pod koniec trochę współpracował z nimi Iker. Swoimi niepewnymi interwencjami zapewnił trochę emocji w końcówce. Wynik jednak nie zmienił się do końca meczu i tylko Cristiano Ronaldo nam żal, bo ranny schodził z pola bitwy. Pod sam wieczór jednak akcja przeniosła się do Barcelony. Po tym meczu kibice Blaugrany pewnie z rozrzewnieniem wspominają Gran Derbi, które teraz jawi się epizodem z tęczowej krainy z jednorożcami galopującymi na boisku. Tak, "rollercoaster" to zbyt niewinne słowo. Zaczął Jordi Alba od najszybszego gola tego sezonu, bo już w 3 minucie. A skoro Jordi zapomniał się, że w ustawieniu jest obrońcą nie napastnikiem, postanowili w tym meczu zapominać się wszyscy. Deportivo zapomniało, że Barcy się nie goni, Barcy się nie drażni i postanowiło odpowiadać na jej 3 gole swoimi dwoma. W czym dodatkowo pomógł im Valdes, który z kolei zapomniał, że piłkę się łapie, a nie gościnnie przyjmuje między ręce. I Mascherano, który zapomniał, że uderzenie łokciem przeciwnika może niekoniecznie być uznane przez sędziego za "przypadkowe" i zobaczył czerwień. Alba zaś zapomniał, do której bramki się strzela i zaliczył bramkę samobójczą. No i w końcu, do całkowitego kompletu, Messi tradycyjnie zapomniał, że jest człowiekiem. I że powinien zachowywać się jak człowiek, na przykład nie ratować za każdym razem swojej drużyny z opałów? I nie strzelać kolejnego hat-tricka tego sezonu? Tylko pelerynki w barwach Barcy brakowało mu do pełnego wizerunku superbohatera tamtego wieczoru. I to dzięki niemu Barca po szaleńczym wyścigu wyszarpała z rąk Deportivo cenne trzy punkty. Mecz zakończył się hokejowym wynikiem 4:5.

Pierwsze koty za płoty w 8 kolejce La Ligi zafundował nam Real Madyt, który przyjmował u siebie Celtę Vigo. Zespół, który jest beniaminkiem, ale lubi czasem trochę pokrzyżować szyki rywalom. Królewskim jednak długo się nie stawiał, za to już od początku meczu postawił na krótką, ale sprawdzoną w pojedynkach z faworytami La Ligi taktykę "1, 2, 3, obronę Częstochowy robimy my".

Ronaldo, Higuain i Kaka ile sił w nogach i pomysłów na dryblingi w głowie próbowali przedrzeć się przed podwójne zasieki Celty. W 11 minucie udało się Argentyńczykowi i w nagrodę wyściskali go wszyscy koledzy, którzy tylko zdążyli do niego podbiec.

Oct. 20, 2012 - Madrid, ESPA???A - Partido de la Liga BBVA entre el Real Madrid y el Celta. En la imagen, los jugadores del Real Madrid celebran el gol de Higua???n. ..BBVA League match played between Real Madrid and Celta. In this picture, Real Madrid players celebrate Higua???n's goal. (Credit Image: ?UE Syndication/ZUMAPRESS.com)

MADRID, SPAIN - OCTOBER 20: Cristiano Ronaldo of Real Madrid CF celebrates their second goal with team-mates Gonzalo Higuain and Xabi Alonso (L) during the La Liga match between Real Madrid CF and RC Deportivo La Coruna at Santiago Bernabeu on October 20, 2012 in Madrid, Spain. (Photo by Gonzalo Arroyo Moreno/Getty Images)

Xabi nie tracił czasu, Xabi w tym czasie udzielał kilku lekcji, by zbawić hiszpański świat.

Gra toczyła się swoim wyrównanym tempem, Vigo chciało przetrwać, Real nie zachwycał, ale zachwycać też nie mógł. Wszystkie z jego 28435 dośrodkowywań i strzałów natrafiało na mur w postaci 10 obrońców rywali. Aż któryś z nich ośmielił się sfaulować Mesuciątko w polu karnym i do jedenastki podszedł ten, który do jedenastki tylko mógł podejść. Nie mrugnęłyśmy, tfu, w zasadzie to nawet sam wykonawca nie mrugnął, a już było 2:0 dla Królewskich.

Wtedy odetchnęło Bernabeu, nie było możliwości, by tak grający beniaminek zdołał odrobić te dwie bramki. Co prawda pod koniec trochę współpracował z nimi Iker, albo jako fan fair play, albo też był myślami w studio Telecino. Swoimi niepewnymi interwencjami zapewnił trochę emocji w końcówce. Wynik jednak nie zmienił się do końca meczu i tylko Crisa nam żal, bo ranny schodził z pola bitwy. Uwaga widok tylko dla odważnych!

Irina dmuchnie, pocałuje i do meczu z Borussią się zagoi.

*** Pod sam wieczór jednak akcja przeniosła się do Barcelony, gdzie działo się, dziewczęta, działo, przez duże "d" i do tego stopnia, że po tym meczu kibice Blaugrany pewnie z rozrzewnieniem wspominają Gran Derbi, które teraz jawi się niczym epizod z tęczowej krainy z jednorożcami galopującymi na boisku. Tak, "rollercoaster" to zbyt niewinne słowo, a Marina do teraz funkcjonuje na melisie i tabletkach uspokajających.

Zaczął Jordi Alba od najszybszego gola tego sezonu, bo już w 3 minucie,

A skoro Jordi zapomniał się, że w ustawieniu jest obrońcą nie napastnikiem, postanowili w tym meczu zapominać się wszyscy. Deportivo zapomniało, że Barcy się nie goni, Barcy się nie drażni i postanowiło odpowiadać na jej 3 gole swoimi dwoma.

W czym dodatkowo pomógł im Valdes, który z kolei zapomniał, że piłkę się łapie, a nie gościnnie przyjmuje między ręce.

I Mascherano, który zapomniał, że uderzenie łokciem przeciwnika może niekoniecznie być uznane przez sędziego za "przypadkowe" i zobaczył czerwień.

Alba zaś zapomniał, do której bramki się strzela i zaliczył bramkę samobójczą. No i w końcu, do całkowitego kompletu, Messi tradycyjnie zapomniał, że jest człowiekiem. I że powinien zachowywać się jak człowiek, na przykład nie ratować za każdym razem swojej drużyny z opałów? I nie strzelać kolejnego hat-tricka tego sezonu?

Tylko pelerynki w barwach Barcy brakowało mu do pełnego wizerunku superbohatera tamtego wieczoru. I to dzięki niemu Barca po szaleńczym wyścigu wyszarpała z rąk Deportivo cenne trzy punkty. Mecz zakończył się hokejowym wynikiem 4:5.


Deportivo La Coruna - Barcelona Highlights HD 20... przez iNfRaS0NiC

Z ciekawostek na "Awwww" kiedy trener rywali rzucił pod koniec meczu do Messiego, że ten nie powinien grać, kiedy na świat przychodzi jego dziecko, Messi zripostował: "Musiałem zagrać, żeby zadedykować bramki mojej mamie". W Argentynie dzisiaj obchodzi się Dzień Matki.

*** Zanim jednak dowiedzieliśmy się, co też będzie działo się w La Coruni, miano "hitu kolejki" wzięli na swoje barki dzielnie piłkarze Athleticu i Valencii. A jak hit, to wiadomo, że wypadało by przynajmniej kilka goli postrzelać i przynajmniej kilka kolorowych kartek z sędziego kieszeni wyciągnąć.

Piłkarze długo nie oponowali i zabrali się do tego ochoczo zarówno do jednego (sztuk pięć), jak i drugiego (sztuk siedem). Rolę pierwszoplanową zagrał znakomicie Aduriz, który nie tylko skutecznie zemścił się na swoim eks-pracodawcy Valencii, ale też rzucił krótkim niewerbalnym komunikatem do kibiców Athleticu ("Llorente, jaki Llorente?")  i trenera reprezentacji Hiszpanii ("cześć, Vicente").

Niestety szczęście im tego dnia nie sprzyjało, bo w ostatnich dwóch minutach regulaminowego czasu gry stracili nie tylko prowadzenie, ale nawet nie uratowali remisu. Wynik 3:2 sponsorowali Costa i Valdez i na powrót odesłali rywali tuż nad strefę spadkową.

P.S. Fernando Llorente nie pojawił się na boisku nawet epizodycznie - "Pójdę na spacer, zamiast słuchać pogadanki trenera" Gate najwyraźniej ma poważniejsze i bardziej długotrwałe skutki, niż się tego spodziewałyśmy.

Więcej o: