Formułowe podsumowania: GP Korei

Straszyli, że przez zużywające się opony może dojść do dramatycznych rozwiązań w końcówce. Straszyli, straszyli, straszyli... i nic. Za to polecenia zespołowe były jak się patrzy, Gangnam Style królował, Sebastian nowym liderem mistrzostw, Kimi nie spadł ze schodów, a pan Andrzej ma nową miłość. Jednym słowem niewiele straciłyście, jeśli postanowiłyście się w niedzielę wyspać.
F1: GP Korei Formułowe podsumowanie GP Korei: polecenia zespołowe były jak się patrzy, Gangnam Style królował, Sebastian nowym liderem mistrzostw, duet McLarena szczęścia nie miał. Straszyli, że przez zużywające się opony może dojść do dramatycznych rozwiązań w końcówce. Straszyli, straszyli, straszyli... i nic. Za to polecenia zespołowe były jak się patrzy, Gangnam Style królował, Sebastian nowym liderem mistrzostw. Sobotnie pole position Webbo strasznie nas ucieszyło, ale jakiś głos wciąż powtarzał, że szczęście nie potrwa długo. I cóż... głos miał rację, a Webbo (surprise, surprise!) przegrał start z Sebastianem Vettelem. Nasi panowie komentatorzy są chyba ostatnimi osobami na świecie, które wierzą, że w Red Bullu nie ma poleceń zespołowych, szczególnie w świetle późniejszego komunikatu, który usłyszał prowadzący Seb: "Nie musisz się martwić Markiem" (jechał drugi). Do podobnych sztuczek uciekło się Ferrari, gdzie będący w szczytowej formie Baby (ach, jak miło napisać coś takiego drugi wyścig z rzędu!) dowiedział się, że: "jesteś za blisko Fernando, zwolnij". O ile Mark nie przyjął roli skrzydłowego spokojnie, stwierdzając po wyścigu: - Drugie miejsce jednak znacznie różni się od pierwszego. Zdobyłem punkty i dostałem szampana, ale nie o to mi chodziło. That's the spirit! ...o tyle Felipe zupełnie się nie przejmuje, że nie pozwolono mu powalczyć o podium. Nie możemy też niestety przeoczyć (choć bardzo byśmy chciały) występu duetu McLarena: Jenson nie miał szczęścia już w kwalifikacjach, gdzie był 11., a i w wyścigu nie było lepiej. Lewis stracił tymczasem trzecią pozycję na starcie i to były, jak się okazało, miłe złego początki, bo potem było już tylko gorzej.

Sobotnie pole position Webbo strasznie nas ucieszyło, ale jakiś głos (wsparty sobotnimi minami obu kierowców) wciąż powtarzał, że szczęście nie potrwa długo.

YEONGAM-GUN, SOUTH KOREA - OCTOBER 13:  Pole sitter Mark Webber (C) of Australia and Red Bull Racing celebrates in parc ferme with second placed Sebastian Vettel (R) of Germany and Red Bull Racing and third placed Lewis Hamilton (L) of Great Britain and McLaren following qualifying for the Korean Formula One Grand Prix at the Korea International Circuit on October 13, 2012 in Yeongam-gun, South Korea.  (Photo by Mark Thompson/Getty Images)

 

I cóż... głos miał rację, a Webbo (surprise, surprise!) przegrał start z Sebastianem Vettelem. Nasi panowie komentatorzy są chyba ostatnimi osobami na świecie, które wierzą, że w Red Bullu nie ma poleceń zespołowych, szczególnie w świetle późniejszego komunikatu, który usłyszał prowadzący Seb: "Nie musisz się martwić Markiem" (jechał drugi).

Do podobnych sztuczek uciekło się Ferrari, gdzie będący w szczytowej formie Baby (ach, jak miło napisać coś takiego drugi wyścig z rzędu!) dowiedział się, że: "jesteś za blisko Fernando, zwolnij".

Ciacha rozumieją, że F1 to sport zespołowy, a o tytuł walczą Sebastian i Fernando a nie Mark i Felipe, ale jakoś i tak nam troszkę przykro.

O ile Mark nie przyjął roli skrzydłowego spokojnie, stwierdzając po wyścigu:

Drugie miejsce jednak znacznie różni się od pierwszego. Zdobyłem punkty i dostałem szampana, ale nie o to mi chodziło.

That's the spirit!


...o tyle Felipe zupełnie się nie przejmuje, że nie pozwolono mu powalczyć o podium, bo kilka godzin po wyścigu wrzucił takie oto zdjęcie z lotniska na Twittera:

 

Felipe Massa, Fernando Alonso


Nie możemy też niestety przeoczyć (choć bardzo byśmy chciały) występu duetu McLarena: Jenson nie miał szczęścia już w kwalifikacjach, gdzie był 11., a i w wyścigu nie było lepiej - zderzenie z cyt. "idiotą" Kobayashim, przebita opona i do widzenia. Jenson nie powstrzymał się przed wygłoszeniem kilku kąśliwych uwag także pod adresem Sergio. Uważaj! To twój nowy partner.

Lewis stracił tymczasem trzecią pozycję na starcie i to były, jak się okazało, miłe złego początki, bo potem było już tylko gorzej. Bolid prowadził się źle, jeśli nie tragicznie, a kroplą, która przelała czarę goryczy była sztuczna trawa, która przyczepiła się do bolidu Lewisa i wyglądała na wybitnie złośliwy chichot losu (przy okazji mamy już nowy hit internetu). 1 punkt i cóż... chyba pożegnanie z nadziejami na tytuł. Strasznie nam przykro. Nie lubimy teorii spiskowych, ale to jednak trochę dziwne, że bolid Lewisa zaczął nagle spisywać się dużo gorzej akurat po tym, jak Hamilton ogłosił, że odchodzi po sezonie z McLarena.

 

Lewis Hamilton, GP Korei 2012


Pan Andrzej miał jednak na głowie ważniejsze sprawy niż ogrodnicze problemy Lewisa z trawnikiem, bo oto znalazł sobie nowy temat do plotek. I tak transmisja z wyścigu zaczęła się od długiego i jakże światłego wywodu o pannie Daszy (ha! My już mamy ten temat obcykany!):

Zaraz powiemy o osobie, która może mieć wpływ na wyścig. Ta osoba nazywa się Dasza Kapustina i chyba wszystko jasne, już państwo wszystko rozumieją. Ta osoba to druga połowa nie Felipe Massy, ale Fernando Alonso. Czy obecność pięknej narzeczonej, dziewczyny natchnie Fernando Alonso do wspaniałej jazdy?


Dziewczyny zapomnijcie o wszystkich kierowcach, szefach zespołów, Adrianie N. i Bernie'm E. - oto osoba, od której zależą losy F1:

 

Dasza


Z tym natchnieniem to różnie chyba bywa, po po pierwsze w Japonii Dasza też była, a po drugie Fernando jakoś tak bez polotu wczoraj jechał, więc optowałybyśmy raczej w kierunku rozkojarzenia niż natchnienia. A w ogóle to jakbyśmy chciały słuchać o patyczakach, włączyłybyśmy Fashion TV albo Animal Planet.

Wracając do wyścigu: w środku stawki Romek tak przejął się ostrzeżeniem Webbo, że się nie rozbił, a Kimi wyjątkowo nie znalazł żadnej barierki, przez którą można by widowiskowo przelecieć. Czyli w Lotusie jakoś dziwnie spokojnie. Fajnie pojechał za to Nico Hülkenberg, który zajął szóste miejsce, oraz duet Toro Rosso, który po licznych przepychankach między sobą zmieścił się w komplecie w punktowanej dziesiątce.

Walka na torze swoją drogą, ale zgodnie z przewidywaniami, wyścig i tak stał pod znakiem "Gangnam style", do którego tańczyli wszyscy i wszędzie, a PSY w gustownej marynarce ukradzionej z muzeum Elvisa Presleya machał flagą w szachownicę na mecie.

 

REFILE - ADDING SECOND SENTENCESouth Korea singer Psy waves the chequered flag to Formula One drivers finishing the South Korean F1 Grand Prix at the Korea International Circuit in Yeongam October 14, 2012. Pop sensation Psy brought 'Gangnam Style' to the South Korean Grand Prix on Sunday by first showing Red Bull's Sebastian Vettel how to dance to the catchy hit and then waving the chequered flag as he won the race. REUTERS/Bazuki Muhammad (SOUTH KOREA  - Tags: SPORT MOTORSPORT F1 ENTERTAINMENT)SLOWA KLUCZOWE::rel:d:bm:SR1E8AE0SM63F

 

 

 

Rytmom dali się też porwać komentatorzy BBC:

 

 

Wyobrażacie sobie naszych panów pląsających i nucących "Heeeey! Sexy lady!"? Ciekawe o kim myślałby pan Andrzej...