Sport.pl

Derby Londynu, mecz sezonu na Old Trafford i Liverpool wreszcie wygrywa, czyli Premier League!

Mówiłyśmy już, że dla weekendów z Premier League warto żyć?
Arcyciekawy weekend w Premier League Mówiłyśmy już, że dla takich dni warto żyć? W miniony weekend w Premier League mieliśmy derby Londynu (Chelsea - Arsenal 2:1), pogromem Norwich przez Liverpool (2:5) i starciem MU z Tottenhamem (2:3) Pojedynki Chelsea z Arsenalem (i na odwrót) zawsze są elektryzujące, a od kiedy zawierają w sobie Torresa, Wojtusia, Poldiego i Hazarda to już w ogóle. No dobra, tym razem Wojtusia nie zawierały, dlatego może łatwiej pogodzić się z porażką Arsenalu. Zwycięstwo Chelsea miało na sobie metkę "made in Spain", gole strzelali bowiem Torres i Juan Mata. Arsenalowi dał nadzieję Gervinho, jednak to Chelsea była w sobotę lepszym zespołem i zakończyła arsenalową passę bez porażki. Swoją natomiast przedłużyła. Bardzo ładnie się z tego ciesząc: Liverpool nie zaczął tego sezonu dobrze, oj nie, właściwie, to zaczął go fatalnie, kto wie, może tylko po to, by podnieść oglądalność "Being Liverpool"? W każdym razie biedne Norwich trafiło na rywala rozjuszonego i chcącego pokazać całemu światu, że "The Reds" się wcale jeszcze nie skończyli. No to pokazali. Trzy bramki strzelił Suarez, po jednej Sahin i Gerrard. A Norwich tylko dwie. Kiedy słyszysz słowa "Tottenham" i "Manchester United" w jednym zdaniu, to lepiej szukaj od razu schronu przeciwatomowego, albo przynajmniej zacisznej piwniczki. Obie drużyny bardzo lubią strzelać, uwielbiają strzelać sobie nawzajem, a już w ogóle lubią kończyć wynikiem 2:5. Wszystko wskazywało na to, że tym razem będzie podobnie, Tottenham zaczął buńczucznie i odważnie od strzelenia na Old Trafford dwóch goli jeszcze przed przerwą, nie chcemy więc wiedzieć, co się działo w szatni "Diabłów", co jednak było do przewidzenia, po przerwie rzucili się do ataków z szaleńczą furią. Zamiast jednak tradycyjnego 5:2 było... 2:3, a wszystko rozstrzygnęło się w ciągu kilku minut. Na 1:2 strzelił Nani, potem prowadzenie "Kogutów" powiększył Dempsey, odgryzł się Kagawa, ale Manchesterowi nie udało się już tego spotkania wygrać, mimo, że na samym końcu do rzutu rożnego pobiegł nawet nasz kochany Lindegaard.

Derby Londynu

Pojedynki Chelsea z Arsenalem (i na odwrót) zawsze są elektryzujące, a od kiedy zawierają w sobie Torresa, Wojtusia, Poldiego i Hazarda to już w ogóle. No dobra, tym razem Wojtusia nie zawierały, dlatego może łatwiej pogodzić się z porażką Arsenalu. Zwycięstwo Chelsea miało na sobie metkę made in Spain, gole strzelali bowiem Torres i Juan Mata. Arsenalowi dał nadzieję Gervinho, jednak to Chelsea była w sobotę lepszym zespołem i zakończyła arsenalową passę bez porażki. Swoją natomiast przedłużyła. Bardzo ładnie się z tego ciesząc:

x

x

Norwich -Liverpool 2:5

Liverpool nie zaczął tego sezonu dobrze, oj nie, właściwie, to zaczął go fatalnie, kto woe, może tylko po to, by podniść oglądalność Being Liverpool? W każdym razie biedne Norwich trafiło na rywala rozjuszonego i chcącego pokazać całemu światu, że The Reds się wcale jeszcze nie skończyli. No to pokazali. Trzy bramki strzelił Suarez, po jednej Sahin i Gerrard.

x

Manchester United - Tottenham 2:3

Kiedy słyszysz słowa "Tottenham" i "Manchester United" w jednym zdaniu to lepiej szukaj od razu schronu przeciwatomowego, albo przynajmniej zacisznej piwniczki. Obie drużyny bardzo lubią strzelać, uwielbiają strzelać sobie nawzajem, a już w ogóle lubią kończyć wynikiem 2:5. Wszystko wskazywało na to, że tym razem będzie podobnie, Tottenham zaczął buńczucznie i odważnie od strzelenia na Old Trafford dwóch goli jeszcze przed przerwą, nie chcemy więc wiedzieć, co się działo w szatni Diabłów, co jednak było do przewidzenia, po przerwie rzucili się do ataków z szaleńczą furią. Zamiast jednak tradycyjnego 5:2 było... 2:3, a wszystko rozstrzygnęło się w ciągu kilku minut. Na 1:2 strzelił Nani, potem prowadzenie Kogutów powiększył Dempsey, odgryzł się Kagawa, ale Manchesterowi nie udało się już tego spotkania wygrać, mimo, że na samym końcu do rzutu rożnego pobiegł nawet nasz kochany Lindegaard. No ale nic dziwnego, skoro w składzie Tottenhamu grał sam Batman:

W tłumaczeniu z alexowego na angielski:

"And of course Christian Bale and Aaron Lennon are all quick players..."

Więcej o: