US Open: Matkowski w finale, łzy Roddicka, łzy nasze (po dopadnięciu Isi i Federera)

Czyli zaglądamy na nowojorskie korty i sprawdzamy co się tam dzieje. A dzieją się rzeczy straszne.

Końce karier i odpadnięcia:

Już na początku turnieju koniec kariery ogłosiła Kim Clijsters, mówiąc z rozbrajającą szczerością "jestem za stara na uprawianie tenisa". Na US Open zbyt długo nie pograła, wyeliminowana przez Laurę Robson, znalazła za to czas, żeby zrobić sobie słitfocię z naszą Isią:

Agnieszka Radwańska i Kim Clijsters

No właśnie Isia. Jej mecz z Robertą Vinci nazwałybyśmy jednym z najlepszych meczów kobiecego tenisa jakie widziałyśmy w ostatnim czasie, gdyby nie to, że to Agnieszka w nim przegrała. Ale Vinci była rewelacyjna, zresztą obie dziewczyny grały urozmaicony tenis, dużo chodziły do siatki, popełniały błędy, ale i zaskakiwały nieszablonowymi rozwiązaniami. Tyle, że Vinci była lepsza, a Radwańskiej znów nie udało się awansować do ćwierćfinału US Open. No cóż Isiu, jesteś trochę jak Real Madryt ze swoją klątwą 1/8 finału Ligi Mistrzów, Mourinha Ci trzeba...

Ale jeszcze bardziej niż odpadnięcie Isi zabolało nas odpadnięcie Federera z Thomasem Berdychem. Miał być kolejny szlem, miał być piękny marsz ku chwale, zacierałyśmy zęby na epicki pojedynek z Murrayem albo Djokoviciem, a tu... kiszka. I łzy naszego ukochanego Rogera... I nasze łzy przez cztery ciężkie sety... A w półfinale Berdych spotka się z Murrayem i mamy nadzieję, że Szkot pomści Rogera, i w ogóle, nie ukrywajmy - mamy nadzieję, że Andy wygra ten turniej.

Roger Federer, of Switzerland, wipes his brow late in the fourth set during his loss to Tomas Berdych, of the Czech Republic, in the quarterfinal round of play at the U.S. Open tennis tournament, Wednesday, Sept. 5, 2012, in New York. Berdych won 7-6 (1), 6-4, 3-6, 6-3. (AP Photo/Charles Krupa)

Łzy to w ogóle temat przewodni tego US Open, płakał bowiem także kończący karierę Andy Roddick. Los chciał, że ostatni mecz w karierze Andy rozegrał ze zwycięzcą US Open z 2009 roku Juanem Martinem Del Potro. Był to bój o ćwierćfinał, zacięty, twardy i pełen emocji. Płakał, po porażce, sam Andy, płakała jego żona i wszyscy zgromadzeni na kortach Flushing Meadows.

BROOKLYN DECKER

Po raz pierwszy w karierze nie wiem co mam powiedzieć. Kochałem każdą minutę spędzoną na tym obiekcie

Mówił po meczu jeden z największych amerykańskich sportowców. A Del Potro zagra teraz w ćwierćfinale z Novakiem Djokoviciem.

Awanse, finały, sukcesy

Dość tych smutków, pora na coś weselszego. Otóż nasz Marcin Matkowski wystąpi w finale! Nie debla niestety, nie z Fyrstenbergiem ani żadnym innym Polakiem/Polką, ale w parze z czeską tenisistką Kvetą Peschke. W półfinale pokonali samą Lisę Hueber i Maksa Mirnego, więc to już bardzo duże COŚ. O tytuł zagrają dziś o 18.00 z Jekateriną Makarową i Bruno Soaresem.

Znamy już pary półfinałowe pań. Wiktoria Azarenka pokonała Samanthę Stosur i zagra z Marysią Szarapową (skądś to znamy, finał Australian Open, anyone?), która wygrała z Marion Bartoli. Drugą parę stanowić będą idąca jak burza, tornado, huragan i tajfun Serena Williams (w 1/4 zmiotła z kortu odzianą w śliczną zółtą sukienkę Anę Ivanović) i Sara Errani, cicha bohaterka, deblowa partnerka Roberty vinci (tej od Isi), która o półfinał stoczyć musiała siostrobójczy pojedynek... z Robertą Vinci właśnie.

ANA iVANOVIC

Panowie jak zwykle mniej zaawansowani w bojach, ale hellou, Dziewczęta, kiedy ostatnio miałyśmy szlema, w którym par półfinałowych nie stanowiliby Murray (ew. Tsonga), Nadal, Federer i Djoković? No właśnie. Nie wiemy, czy idzie nowe, czy to tylko wypadki przy pracy, niemniej, po otarciu łez, stwierdzamy, że jest ciekawie. Skład pierwszego półfinału już znamy - to Berdych i Murray. O drugi powalczą: Janko Tipsarević z Ferrerem i Del Potro z Djokoviciem. To co, myślicie, że finał Murray - Djoko? Hmmm?

I jeszcze na koniec update dla stęsknionych i zaniepokojonych fanek Nadala: no niestety, nasz kochany Rafa będzie pauzował jeszcze dwa miesiące, opuści półfinał Pucharu Davisa z USA i może nawet (ale oby nie!) turniej Masters. Trzymaj się Rafa, i wracaj szybko, bo sam widzisz, co się tu bez Ciebie dzieje.

 

A w naszej galerii oczywiście dużo, dużo zdjęć z nowojorskich kortów.