Lewis przebiegł sobie o poranku z olimpijskim ogniem i wcale nie widać po nim skutków całonocnego imprezowania

Trochę zazdrościmy, bo wiele rzeczy zdarzało nam się robić na kacu, ale biegania z olimpijskim ogniem niestety wśród nich nie ma. (Uwaga! Tekst zawiera wielki powrót pijanusieńskiego Jensa).

A może krzepa i rześkość kierowcy to efekt tego, że dostąpić tego niebywałego zaszczytu poszedł prosto (przebrawszy się wcześniej w gustowny dresik) z imprezy? No bo kilka godzin wcześniej brał udział w innej sztafecie:

 

Lewis wybrał się do najgorętszego ponoć aktualnie londyńskiego klubu, gdzie balował wczoraj również jego partner z McLarena z nieodłączną Michibatą.

Jenson, twoje próby trzymania fasonu są naprawdę urocze...

 

Ale my już dobrze znamy te oczka...

Więcej zdjęć balujących chłopców z McLarena znajdziecie tutaj>>

A w naszej galerii grzeczny Lewis z ogniem olimpijskim.