Szeeeeew-czen-koooo! czyli Ukraina wygrywa ze Szwecją

Jaki to był piękny mecz!
Szewczenko wiecznie żywy Szeeeeew-czen-koooo! czyli Ukraina wygrywa ze Szwecją. Andrij Szewczenko zadziwił wszystkich i strzelił Szwedom dwa gole. Wikingów stać było na jedną bramkę, strzeloną przez niezawodnego Zlatana Ibrahimovicia. I jak bardzo znów myliłyśmy się w naszych typach. Widziałyśmy w Szwecji czarnego konia mistrzostw, drużynę co najmniej na ćwierćfinał, choć wiedziałyśmy też, że forma Ukrainy jest wielką niewiadomą i może nas jeszcze zadziwić. I zadziwiła! Minimalnie sympatyzowałyśmy ze Szwecją, no bo wiecie, ci wszyscy blondyni, wikingowie, piękny asystent trenera, Lisbeth Salander i broda Olofa Mellberga. Ale Ukraina swoim rozmachem, wolą walki i nieustępliwością zaimponowała nam ogromnie i naprawdę ciężko było im nie kibicować. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowo, ale nie nudziłyśmy się ani przez chwilę - mecz był szybki, pełen sytuacji podbramkowych, no i okazało się, że piękni blondyni są po obu stronach barykady. Pierwszego gola strzelił nie kto inny jak Zlatan - w końcu cała drużyna grała na niego, ale to tylko jeszcze bardziej podrażniło Ukraińców, którzy na wyrównanie potrzebowali trzech minut. I zrobił to Szewczenko, nasz stary, kochany obieżyświat Szewczenko, niegdyś gwiazda Milanu, później taki prototorres wyśmiewany jako najgorszy transfer Chelsea, później ze zmiennym szczęściem zawodnik Dynama Kijów, a teraz - narodowy bohater Ukrainy, który znalazł się dokładnie tam, gdzie powinien się znaleźć. W 61. minucie, po rzucie rożnym pilnował Szewy sam Ibra, ale to starszy z weteranów ligi włoskiej był górą (i to dosłownie!) i uszczęśliwił miliony Ukraińców i sporą część Polaków, którzy nagle znaleźli w sobie pokłady braterskiej miłości do wschodnich sąsiadów.

I jak bardzo znów myliłyśmy się w naszych typach. Widziałyśmy w Szwecji czarnego konia mistrzostw, drużynę co najmniej na ćwierćfinał, choć wiedziałyśmy też, że forma Ukrainy jest wielką niewiadomą i może nas jeszcze zadziwić. I zadziwiła!

Minimalnie sympatyzowałyśmy ze Szwecją, no bo wiecie, ci wszyscy blondyni, wikingowie, piękny asystent trenera, Lisbeth Salander i broda Olofa Mellberga. Ale Ukraina swoim rozmachem, wolą walki i nieustępliwością zaimponowała nam ogromnie i naprawdę ciężko było im nie kibicować. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowo, ale nie nudziłyśmy się ani przez chwilę - mecz był szybki, pełen sytuacji podbramkowych, no i okazało się, że piękni blondyni są po obu stronach barykady.

Pierwszego gola strzelił nie kto inny jak Zlatan - w końcu cała drużyna grała na niego, ale to tylko jeszcze bardziej podrażniło Ukraińców, którzy na wyrównanie potrzebowali trzech minut. I zrobił to Szewczenko, nasz stary, kochany obieżyświat Szewczenko, niegdyś gwiazda Milanu, później taki prototorres wyśmiewany jako najgorszy transfer Chelsea, później ze zmiennym szczęściem zawodnik Dynama Kijów, a teraz - narodowy bohater Ukrainy, który znalazł się dokładnie tam, gdzie powinien się znaleźć.


??????? - Sverige footyroom.com przez footyroom

(rosyjski komentarz jest cudowny: 'glawą paraził wrota Isakssona)

W 61. minucie, po rzucie rożnym pilnował Szewy sam Ibra, ale to starszy z weteranów ligi włoskiej był górą (i to dosłownie!) i uszczęśliwił miliony Ukraińców i sporą część Polaków, którzy nagle znaleźli w sobie pokłady braterskiej miłości do wschodnich sąsiadów.

Tylko nie rozumiemy, skąd to przerażenie w oczach na widok zbliżającego się Tymoszczuka?

Ukrainian players hug Andriy Shevchenko, right, after he scored first goal during the Euro 2012 soccer championship Group D match between Ukraine and Sweden in Kiev, Ukraine, Monday, June 11, 2012. (AP Photo/Efrem Lukatsky)