Nic dwa razy się nie zdarza. Genialna reklama Nike'a też nie

Hmmm, może i tytuł tego tekstu nie zachęca do kliknięcia w jego dalszą część, ale kliknijcie i ponarzekajcie z nami na to, jak trawa była kiedyś bardziej zielona, a twórcy reklam kreatywni.

Pamiętacie "Write the Future"? Genialną reklamę Nike'a przed mundialem w RPA, którą zachwycałyśmy się do utraty tchu i słów, obwołując ją arcydziełem sztuki reklamowej, prawdopodobnie największym w historii. Licytowałyśmy się, która scena lepsza, która historia bardziej awesome (moja ulubiona scenka to rząd noworodków nazwanych imieniem Wayne, wściekli Hiszpanie odrzucający poranne gazety i kwintesencja włoskiej telewizji), i co z tego, że wszystkich piłkarskich aktorów reklamy dopadła "klątwa Nike'a", skoro zostali uwiecznieni w tak gęstych i pięknych trzech minutach?

Dlatego z wypiekami na twarzy czekałyśmy na Nikeową wersję reklamy na Euro. Chciałyśmy, żeby Mistrzostwa Europy w naszym kraju zapisały się w historii nie tylko poziomem sportowym, ale także wielkimi narracjami reklamowymi. Byłyśmy pewne, że Nike przygotują dla nas coś specjalnego. Co otrzymałyśmy? (Premiera spotu miała miejsce podczas przerwy sobotniego finału Ligi Mistrzów):

Nie nie, żeby była jakaś bardo zła. Jest kilka niezaprzeczalnych plusów:

* Pique i Iniesta w garniturach

Pique i Iniesta


* Mesuciątko i Goetzinho prowadzący meleksa

Mesut i Goetze


* Cristiano Ronaldo w za małej koszulce

Cristiano Ronaldo


* Piękność Pepa Guardioli na trybunach:

Gurdiola

Ale poza tym jest dość nudno. "My time is now" nie powtarza geniuszu "Write the future". Dużo biegania, dużo slow motion (serio? To teraz już jedyne pomysły na dobrą reklamę sportową), taka sobie muzyka i nie do końca klarowny koncept. To znaczy tak, wiemy, nadchodzi nowa fala, i gdzieś tam podobno jest Robert Lewandowski, ale i tak jesteśmy trochę rozczarowane.


Ale nie załamujmy się, Nutella na pewno zrobi coś fajnego na Euro.