Biczfejs na piątek

Bo choć biczfejsy z reguły i z wieloletniej tradycji strzelamy zazwyczaj w środy, to po tym pełnym skrajnych siatkarskich emocji i ligomistrzowych dreszczowców tygodniu, bez względu na to jak wyszli z tego wasi ulubieńcy, biczfejs wydaje się być i jest jedynym odpowiednim w tej chwili posumowaniem.

*** Zaczynamy od Ramosa, którego mimiczne popisy w środowe popołudnie, przesłała nam na pocztę czytelniczka Lideczka jeszcze błogo nieświadoma faktu, że za parę godzin, ten wyraz twarzy zastygnie na pięknej twarzy Sergio na najbliższe godziny, dni, może tygodnie. Odganiamy jednak na bok smutne następstwa, gdyż w żadnym wypadku nie mogą one przyćmić wartości artystycznej niżej widniejącego biczfejsa. A pokazuje nam on w pełnej okazałości elastyczność włókien kolagenowych twarzy Sergio...

Sergio Ramos

Nie wspominając, że czyjeś włókna kolagenowe pokryte rudym zarostem w prawostronnych rejonach zdjęcia trochę kradną całe show.

*** A skoro już jesteśmy przy tego typu grupowych spędach nie możemy nie wyróżnić tutaj Bayernu Monachium, którego zawodnicy gdzieś między rozgrywaniem meczu życia znaleźli chwilę wytchnienia i pozwolili sobie na lekką, wyrażoną za pomocą mięśni twarzy refleksję. Na czele z Tonim Kroosem, który dokłada kolejną cegiełkę do budującej się na naszych oczach niemieckiej biczfejsowej potęgi.

Bayern Monachium

*** Grupowa potęga, potęgom, ale są też tacy, którzy chcieliby w pocie czoła walczyć o nagrody indywidualne. Szanse są duże, zwłaszcza jeśli dysponuje się takim potencjałem w postaci nieprzyzwoicie pełnych ust, które potęgują i niezwykle epicko uwydatniają każdą emocję. Didier, zaprezentuj to dziewczętom,

Didier Drogba

*** Ale zaraz, zaraz, mamy tu też kogoś, kto też chciałby tradycyjnie dorzucić swoje trzy grosze. Mou co prawda rzadko ucieka się do tak mało subtelnych zagrywek jak biczfejs, zazwyczaj preferuje jego szlachetniejszą odmianę - pokerfejs z odrobiną pogardy dla ludu, ale widocznie okoliczności zmusiły go, by dał większe pole do popisu swojej mimice. Słusznie.

Jose Mourinho

*** Na koniec gość specjalny, który wszystkie te wydarzenia oglądał z perspektywy widza, a piątkowego biczfejsa strzela z goła innych powodów:

a) chyba nie podobała mu się sugestia w ostatnim odcinku cyklu, jakoby Holger zagrażał jego pozycji, oraz

b) strasznie się za nami i naszą rubryką stęsknił.

No dobra, prawda jest taka, że my się za naszym królem straaaaaaaaaaaaasznie stęskniłyśmy , a biczfejs wcale nie jest żądną świeżynką serwowaną przez niego specjalnie dla nas, tylko pieczołowicie wyłuskanym z 43356 stron google grafiki biczfejsem, wszak musiałyśmy znaleźć takiego, który u nas jeszcze się nie pojawił. Wydawałoby się, że niemożliwe, a jednak, biczfejs taki istnieje i cóż, jest piękny.

David Villa

Brakowało nam Ciebie, Królu.