Zamiast Archiwum H: rekordowy Messi i kłopoty Realu

Redaktorka Marina wygrzewa się gdzieś na słonecznych plażach (tak przynajmniej rozumiemy jej prośbę "czy mogę mieć wolny piątek?"), a tymczasem w na jej hiszpańskim poletku dzieją się taaaakie rzeczy! Wyścig po mistrzostwo Primera Division zrobił się właśnie bardzo dramatyczny.

Update: dwie kartki dla Rubena to jednak błąd realizatora. Więcej w środku.
Real Madryt traci punkty Mecz z Villarealem wzbudził wiele emocji i rozpętał małą burzę nad Santiago Bernabeu. Real zremisował z Villarreal 1:1 i ma już tylko 6 pkt przewagi nad Barcą . Madrycka prasa twierdzi, że "Królewscy" gubią się już w szatni, nie tylko na boisku W obozie "Królewskich" dzieje się ostatnio nienajlepiej. Real stracił kilku piłkarzy, zremisował z Villarreal 1:1, a jego przewaga nad Barceloną spadła do sześciu punktów. Madrycka prasa obwinia Mourinho i diagnozuje, że "Królewscy" mają problem z psychiką i gubią się już w szatni, nie tylko na boisku. Drużyna z Madrytu mecz z Villarealem kończyła mecz w dziewiątkę. Na pięć minut przed końcem czerwone kartki dostali Sergio Ramos (druga żółta za faul) i Mesut Ozil (za dyskusję z sędzią). Co więcej, sędzia odesłał też do szatni zdenerwowanego trenera Jose Mourinho oraz jego asystenta Rui Farię. Pepe, który w o wiele łagodniejszych sytuacjach ma problem z trzymaniem nerwów na wodzy, tym razem powiedział, już po meczu, do sędziego "ty skur...", co zostało odnotowane w pomeczowym protokole i grozi karą odsunięcia od składu na cztery spotkania. Zdaniem madryckiej prasy to wszystko pokazuje, że drużyna zaczyna nie radzić sobie z presją. W dwóch ligowych meczach z rzędu "Królewscy" nie stracili punktów od września. Przed niedzielnym spotkaniem z 22 meczów wygrali 21, ulegli tylko Barcelonie. Wydawało się, że wypracowali przewagę, która zapewni im pierwsze od czterech lat mistrzostwo. Real w ostatnich dniach nie wygląda już jak drużyna, której pokonać się nie da, w dodatku "Królewskim" nie sprzyja także kalendarz, w którym widnieje wyjazdowy mecz z Barceloną, derby Madrytu i spotkanie ze świetnie dysponowanym Athletikiem Bilbao. Jak sądzicie, uda mu się utrzymać przewagę nad Barceloną?

"Jeśli nie wyhamuje, ustanowi rekord, którego nikt nigdy nie pobije" - powiedział Pep Guardiola po historycznym wyczynie Messiego, który w meczu z Granadą zdobył hat-tricka i z nawiązką pobił strzelecki rekord Barcelony, ustalony 60 lat temu przez Cesara Rodrigueza. Genialny Argentyńczyk zrobił to mając dopiero 25 lat, strach więc pomyśleć, na jakiej liczbie zatrzyma swój snajperski licznik.

Barcelona wygrała z Granadą 5:3 i ma już tylko sześć punktów straty do Realu, a hiszpańskie media są zachwycone Messim, czemu zresztą, zupełnie się nie dziwimy, i nawet te z nas, które nie są wielkimi fankami Leosia, chylą przed nim czapkę nisko, niziutko, zgadzając się w 100% ze stwierdzeniem z El Mundo Deportivo, że Messi "to jedyny piłkarz, który jest lepszy w rzeczywistości niż na PlayStation" (zwłaszcza, jeżeli to my obsługiwałybyśmy to Play Station).


Nie wiemy, co napisać o wyczynie Messiego, bo po pierwsze, wszystko zostało już napisane, a po drugie, żadna pochwała nie wydaje się dostateczna. Więc tylko skromnie gratulujemy Leosiu.

Tymczasem w obozie Królewskich dzieje się nieco mniej różowo - trochę za sprawą żółtej łodzi podwodnej. Mecz z Villarealem wzbudził wiele emocji, kontrowersji i rozpętał małą burzę nad Santiago Bernabeu. Najpierw był remis z Malagą, który podtopił bezpieczną, dziesięciopunktową przewagę nad Barceloną, a potem, pechowy mecz z Villarealem, też tylko zremisowany 1:1. Madrycka prasa obwinia Mourinho i diagnozuje, że Królewscy mają problem z psychiką i gubią się już w szatni, nie tylko na boisku.

Mecz z Villarealem podopieczni Mourinho kończyli w dziewiątkę - dwie żółte kartki dostał Sergio Ramos, czerwoną bez ostrzeżenia - Mesuciątko, które bez najmniejszego speszenia krytykowało pracę arbitra. A dokładniej 'ironicznie' klaskało w jego pobliżu. I miało rację, bowiem sędzia... nie chcemy wszczynać kolejnej wojny o sędziów, ale... te z Was, które oglądały mecz więdzą, jak było, te, które nie oglądały, niech zobaczą chociaż poniższy obrazek:

Kartki

Nic dziwnego, że sfrustrował się sam De Speszial Łan i on również został odesłany na trybuny. I jego asystent, Rui Faria też. Yeeep, działo się.

A ponieważ się działo, trudno się dziwić, że Pepe, który w o wiele łagodniejszych sytuacjach ma problem z trzymaniem nerwów na wodzy, tym razem powiedział, już po meczu, do sędziego "ty skur...", co zostało odnotowane w pomeczowym protokole i grozi karą odsunięcia od składu na cztery spotkania.

Realowi nie sprzyja kalendarz, który ma dlań w zanadrzu wyjazdowy mecz z Barceloną, derby Madrytu i mecz ze świetnie dysponowanym Athletikiem Bilbao. Jak sądzicie, uda mu się utrzymać przewagę nad Barceloną?

Update/Sprostowanie: Jak zauważacie w komentarzach, i jak pisze do nas na pocztę Carmen90, druga żółta kartka była winą... realizatora! Jak pisze Carmen:

Bo już po meczu pojawiły się sprzeczności i niejasności dotyczące rzekomo drugiej czerwonej kartki dla Rubena. Otóż, co się okazało? Że realizator wprowadził w błąd, ukazując na Rubena, a za nim wszystkie serwisy i... poszło w świat. Bo jedna z tych żółtych kartek została pokazana nie Rubenowi, a Sennie. I bynajmniej nie piszą o tym jedynie fani Barcelony, ale serwisy Realu! Nawet na oficjalnej stronie "Królewskich" widnieje takowy zapis.

Więc prostujemy i przepraszamy pana sędziego, chociaż uważamy, że czerwone kartki dla Ozila i asystenta sędziego były przesadzone.

A odpowiadając na pytanie kochamsiatkowke to: nie, nie chcemy żadnych spin, po prostu zadałyśmy Wam pytanie o losy mistrzostwa Hiszpanii, bo jesteśmy w bardzo ciekawej sytuacji sportowej: dwa najlepsze kluby (można chyba śmiało powiedzieć, że nie tylko w Hiszpanii, ale i w Europie) walczą o tytuł i nic dziwnego, że robi się nerwowo. Nie opowiadamy się po żadnej ze stron, ale jesteśmy ciekawe Waszych opinii. Przecież wiemy, że jesteście najkulturalniejszymi Czytelniczkami w całym Internecie i potraficie bez spin dyskutować o Realu i Barcelonie ;)