Czy na naszych oczach rozbłyska nowa megaciachowa gwiazda tenisa? John Isner melduje się w pierwszej dziesiątce

Choć w Indian Wells triumfował Roger Federer, John Isner dzięki zwycięstwie nad Nole awansował do pierwszej dziesiątki rankingu. I coś nam mówi, że może jej prędko nie opuścić.
John Isner w pierwszej dziesiątce Na naszych oczach rozbłyska nowa gwiazda tenisa! Choć w Indian Wells triumfował Roger Federer, John Isner dzięki zwycięstwie nad Nole awansował do pierwszej dziesiątki rankingu ATP. Choć w Indian Wells triumfował Roger Federer, John Isner dzięki zwycięstwie nad Nole awansował do pierwszej dziesiątki rankingu. I coś nam mówi, że może jej prędko nie opuścić. Oczywiście nasz bohater nie jest tenisowym nowicjuszem, w kwietniu skończy 27 lat, a karierę profesjonalną rozpoczynał już w 2007 roku. Jednak dopiero teraz udało mu się przekroczyć pewien próg "solidnego średniactwa" i 2-3 dziesiątki przebić się do pierwszej. Mierzący 206 centymetrów wzrostu John Isner, choć intrygował swoją urodą chłopca z prestiżowego college'u, sportowo mógł się zaliczać do kategorii dryblasów z genialnym serwisem. Oczywiście fanki tenisa mogły pamiętać go także jako uczestnika najdłuższego meczu w historii dyscypliny. Rozgrywany w dniach 22-24 czerwca na kortach Wimbledonu mecz Isner-Mahut trwał 11 godzin i pięć minut, zakończył się zwycięstwem Johna 6:4, 3:6, 6:7, 7:6, 70-:68!!! Wszystko odmieniło się w przeciągu roku, a ukoronowaniem coraz wyższej formy były kolejne udane mecze. Już nie tylko genialny (wzmocniony warunkami fizycznymi serwis) ale i zwinność, pewność uderzeń sprawił, że John obecnie może być przeciwnikiem zabójczym dla każdego. Przekonał się o tym boleśnie Novak Djoković, który długo nie potrafił znaleźć sposobu na przełamanie doskonale dysponowanego Amerykanina i przegrał z nim 7:6, 3:6, 7:6. Był to chyba jeden z najciekawszych pojedynków w tym roku! Co prawda w finale Isner nie sprostał Rogerowi, ale było blisko. Gdyby nie baaaardzo prosty błąd (nerwy!) w tie-breaku pierwszego seta, kto wie jak by było. No ale skończyło się triumfem Szwajcara 7:6. 6:3.

Oczywiście nasz bohater nie jest tenisowym nowicjuszem, w kwietniu skończy 27 lat, a karierę profesjonalną rozpoczynał już w 2007 roku. Jednak dopiero teraz udało mu się przekroczyć pewien próg "solidnego średniactwa" i 2-3 dziesiątki przebić się do pierwszej.

Mierzący 206 centymetrów wzrostu John Isner, choć intrygował swoją urodą chłopca z prestiżowego college'u, sportowo mógł się zaliczać do kategorii dryblasów z genialnym serwisem. Oczywiście fanki tenisa mogły pamiętać go także jako uczestnika najdłuższego meczu w historii dyscypliny. Rozgrywany w dniach 22-24 czerwca na kortach Wimbledonu mecz Isner-Mahut trwał 11 godzin i pięć minut, zakończył się zwycięstwem Johna 6:4, 3:6, 6:7, 7:6, 70-:68!!!

Wszystko odmieniło się w przeciągu roku, a ukoronowaniem coraz wyższej formy były kolejne udane mecze. Już nie tylko genialny (wzmocniony warunkami fizycznymi serwis) ale i zwinność, pewność uderzeń sprawił, że John obecnie może być przeciwnikiem zabójczym dla każdego.

Ale faktycznie jest baaaardzo wysoki!

Roger Federer, of Switzerland, is congratulated by John Isner, of the United States, following the men's final at the BNP Paribas Open tennis tournament Sunday, March 18, 2012, in Indian Wells, Calif. Federer won the match 7-6 (7), 6-3. (AP Photo/Darron Cummings)

Przekonał się o tym boleśnie Novak Djoković, który długo nie potrafił znaleźć sposobu na przełamanie doskonale dysponowanego Amerykanina i przegrał z nim 7:6, 3:6, 7:6. Był to chyba jeden z najciekawszych pojedynków w tym roku!

ZOBACZCIE ZDJĘCIA Z FINAŁU INDIAN WELLS >>

Co prawda w finale Isner nie sprostał Rogerowi, ale było blisko. Gdyby nie baaaardzo prosty błąd (nerwy!) w tie-breaku pierwszego seta, kto wie jak by było. No ale skończyło się triumfem Szwajcara 7:6. 6:3. O Rogerze też warto napisać dwa słowa, bo chyba postanowił wydać wojnę nieubłaganym prawom tenisowego świata, które mówią, że to dyscyplina dla młodych. Roger wciąż jednak prezentuje się doskonale. Zwłaszcza na tle pucharów :)

Roger Federer, of Switzerland, holds up his trophy after defeating John Isner, of the United States, in their finals match at the BNP Paribas Open tennis tournament, Sunday, March 18, 2012, in Indian Wells, Calif. Federer won 7-6 (7), 6-3. (AP Photo/Mark J. Terrill)

Tymczasem wygrał 39 z 41 ostatnich pojedynków (w tym w półfinale Indian Wells z Nadalem!), już 3 razy wygrywał w tym roku turnieje, dogonił Rafę w ilości zwycięstw w turniejach rangi Masters 1000 (tych o jeden stopień poniżej szlema) i w ogóle nie ma ochoty zwalniać.

I dobrze, nikomu do tenisowego świata bez Rogera się nie śpieszy. Wiedzą to także kibice Rafy.

A fan holds a Rafael Nadal of Spain shirt up modified to cheer for Roger Federer of Switzerland after Federer defeated John Isner of the U.S. in the men's final match at the Indian Wells ATP tennis tournament in Indian Wells, California, March 18, 2012. REUTERS/Danny Moloshok (UNITED STATES - Tags: SPORT TENNIS)

A jak bardzo ciachowym tenisistą jest Isner? Oceńcie same. Więcej zdjęć Johna w pozach niekoniecznie sportowych i niekoniecznie ubranych znajdziecie na blogu kasiapique. Ona już sierpniu dostrzegła w Johnie ciacho niedocenione.