Tlenu, tlenu, potrzebujemy tlenu!! Rzecz o kwalifikacjach do GP Australii

Wstałyście? Jeśli nie - żałujcie. Albo cieszcie się, bo w zależności od tego, komu kibicujecie, w Australii czekała Was dzisiaj dzika, niczym niepohamowana ekstaza albo czarna rozpacz i rwanie włosów z głowy. Lilla My pojechała właśnie po perukę, bo jest już łysa.
GP Australii. Kwalifikacje Pierwsze w roku. Kwalifikacje do GP Australii są godziną prawdy. Kwalifikacje do GP Australii. Ledwo opłakałyśmy Kimiego, a już Fernando wypadł z toru w Q2. Dokładnie tak samo jak Vettel w trzecim treningu i Bejbi w piątek. Iceman znów sobie przysnął, z tym że teraz nie obudził się na konferencji prasowej, ale w bolidzie w momencie, gdy właśnie odpadał z rywalizacji już w pierwszej części czasówki. Hitchcockowska prawda mówi o tym, że najpierw mamy trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie. No to panowie z F1 oglądali najwyraźniej Hitchcocka. Ledwo opłakałyśmy Kimiego, a tu bum! Fernando wypada z toru w Q2 i grzęźnie w żwirze. Dokładnie tak samo jak Sebastian Vettel w trzecim treningu i zupełnie jak Bejbi w piątek. Bolid Bejbiego też jeździł sam, nie tylko w piątek, ale i w sobotę. W Fernando był szybszy od Bejbiego o całą sekundę (Bejbi wystartuje dopiero 16.). Wynik: Ferrari out. Ciśnienie wzrosło, a nas czeka jeszcze Q3. Tym razem obeszło się bez dramatów, ale były niespodzianki. Pierwsze dwa miejsca dla McLarenów: uskrzydlony obecnością Nicole Lewis okazał się o 0,1 sekundy szybszy od nieco mniej uskrzydlonego Jensona. Tymczasem za Lewisem i Jensem znalazł się dość niespodziewanie Romain Grosjean, który tak podsumował swój wynik: To jest jak spełnienie marzeń. Nie mogłem uwierzyć, kiedy usłyszałem przez radio, jaka jest moja pozycja. To trzecie miejsce udowadnia jedno: trzeba wierzyć w swoje marzenia i się ich trzymać bez względu na wszystko. Kolejnym zaskoczeniem była forma Red Bulla: Webbo pokonał na własnym terenie Sebastiana, ale jego wynik wystarczył i tak tylko na 5. miejsce. Sebastian wystartuje z 6. pola. Dlaczego? Bo Sebastian Vettel popełnił błąd. Po kwalifikacjach Vettel w rozmowie z dziennikarzami mówił, że nic się nie stało, że nie startuje z pierwszej linii, choć nie jest przyzwyczajony startować bardziej z tyłu. Sebastian uśmiechał się do kamer ładnie, ale oczka zdradzały, że jest raczej zły. Trzeba też przyznać, że złość Vettela to nic w porównaniu z wściekłością Fernando Alonso.

Pierwsze w roku kwalifikacje to zawsze niewiadoma: może ktoś coś ukrywa, może ktoś jeździł na oparach podczas testów, byle szybciej... kwalifikacje do GP Australii są więc godziną prawdy. A dzisiejsza godzina była... same zobaczcie, jaka była.

 

Red Bull driver Sebastian Vettel of Germany (R) speaks as teammate Mark Webber (L) reacts during a press conference ahead of Formula One's Australian Grand Prix in Melbourne on March 15, 2012. Formula One's Australian Grand Prix will be held on March 18.  IMAGE RESTRICTED TO EDITORIAL USE  AFP PHOTO/William WEST (Photo credit should read WILLIAM WEST/AFP/Getty Images)

 

Pamiętacie, jak pisałyśmy Wam wczoraj, że Kimi sobie przysnął? No więc Iceman znów to dzisiaj zrobił, z tym  że teraz nie obudził się na konferencji prasowej, ale w bolidzie w momencie, gdy właśnie odpadał z rywalizacji już w pierwszej części czasówki.

Szok nr 1 - checked!

Kimi jednak zapewnia: Spoko, spoko wszystko jest pod kontrolą. Niespodzianka była w planie.

 

Kimi Raikkonen, Norbert Haug

 

Hitchcockowska prawda mówi o tym, że najpierw mamy trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie. No to panowie z F1 naoglądali się najwyraźniej Hitchcocka. Ledwo opłakałyśmy Kimiego, a tu bum! Fernando wypada z toru w Q2 i grzęźnie w żwirze. Dokładnie tak samo jak Sebastian Vettel w trzecim treningu i zupełnie jak Bejbi wczoraj.

Zresztą same porównajcie:

Bejbi:

 

 

Sebastian:

 

 

Fernando:

 

 

Co to było chłopaki? Konkurs na najlepszego driftera?

A wracając do rzeczy: nawet tłumaczył się Fernando dokładnie jak Bejbi:

 

Zjechałem trochę na trawę podczas hamowania, bolid sam odjechał i znalazłem się w żwirze.

źródło: f1.com

 

Bolid Bejbiego też jeździł sam, nie tylko wczoraj, ale i dziś, bo Felipe zupełnie sobie nie radził. Deja vu. W efekcie nawet w żwirze Fernando był szybszy od Bejbiego o całą sekundę (Bejbi wystartuje dopiero 16.). Wynik: Ferrari out.

Szok nr 2 - checked!

Ciśnienie wzrosło, a nas czeka jeszcze Q3. Tym razem obeszło się bez dramatów, ale były niespodzianki. Pierwsze dwa miejsca dla McLarenów: uskrzydlony obecnością Nicole Lewis okazał się o 0,1 sekundy szybszy od nieco mniej uskrzydlonego Jensona. Czyli jednak te brzydkie nosy nie były konieczne? Można było zbudować bolid ładny i szybki (tak, tak mówimy w szczególności do panów z Ferrari i Force India).

 

MP4-27

 

Tymczasem za Lewisem i Jensem znalazł się dość niespodziewanie Romain Grosjean, który tak podsumował swój wynik:

 

To jest jak spełnienie marzeń. Nie mogłem uwierzyć, kiedy usłyszałem przez radio, jaka jest moja pozycja. To trzecie miejsce udowadnia jedno: trzeba wierzyć w swoje marzenia i się ich trzymać bez względu na wszystko. Po moim pierwszym pobycie w F1 niewiele osób we mnie wierzyło, ale wszyscy pracowaliśmy bardzo ciężko, by rozpocząć nową przygodę.

źródło: f1.com

 

Romainowi serdecznie gratulujemy, ale przypominamy jednocześnie, że mistrzostwa jeszcze nie zdobył.

 

MELBOURNE, AUSTRALIA - MARCH 14:  Mark Webber of Australia and Red Bull Racing arrives at Republica on St Kilda Beach during previews to the Australian Formula One Grand Prix on March 14, 2012 in Melbourne, Australia.  (Photo by Clive Mason/Getty Images)

 

Kolejnym zaskoczeniem (już troszkę mniejszym po powyższych wstrząsach) była nie najlepsza forma Red Bulla: Webbo pokonał na własnym terenie Sebastiana, ale jego wynik wystarczył i tak tylko na 5. miejsce. Sebastian wystartuje z 6. pola. Dlaczego? Bo Sebastian Vettel popełnił błąd. Tak - dobrze przeczytałyście - zeszłoroczny mistrz jednego okrążenia tym razem się na swoim szybkim kółku pomylił.

Szok nr 3 - checked!

Po kwalifikacjach Vettel w rozmowie z dziennikarzami mówił, że nic się nie stało, że nie startuje z pierwszej linii, choć nie jest przyzwyczajony startować bardziej z tyłu. Sebastian uśmiechał się do kamer ładnie, ale oczka zdradzały, że jest raczej zły. Mamy tylko nadzieję, że jutro na starcie Sebastian nie uzna z przyzwyczajenia, że startuje z przodu i nikogo nie staranuje.

Trzeba też przyznać, że złość Vettela to nic w porównaniu z wściekłością Fernando Alonso. Spójrzcie tylko na to: Chcesz moją kierownicę?! Ja ci dam!! Łapy przy sobie!!


 

Przed jutrzejszym wyścigiem mamy jeszcze kilkanaście godzin, żeby dojść do siebie. Ufff...

9 powodów dla których warto czekać na powrót Roberta Kubicy do F1 >>Robert Kubica