"Lepiej żyć krótko, niż wstydzić się wiecznie", czyli Arsenal odpada z Ligi Mistrzów

Z cytatem z Henryka V na ustach i trzema bramkami wbitymi bezradnym gościom. To się nazywa piękna śmierć.
Arsenal odpada z Ligi Mistrzów "Lepiej żyć krótko, niż wstydzić się wiecznie". Arsenal Londyn pokonał AC Milan w spotkaniu rewanżowym 3:0. Niestety mimo wygranej w tym spotkaniu, zespół Arsena Wengera odpadł z Ligi Mistrzów Rewanżowy mecz Arsenalu z Milanem zapowiadał się arcyciekawie i pod tym względem na pewno nie jesteśmy zawiedzione. No, może pozostał lekki niedosyt, ale która z Was w przerwie meczu, gdy Arsenal prowadził 3:0 nie wierzyła, że Londyńczykom uda się awansować? Niestety, nie udało się, a dla wszystkich gospodarzy pierwszych meczów wszelkich dwumeczowych rozgrywek wynika z tego prosty morał, że lepiej wygrać 4:0 niż 3:0. Szkoda nam dzielnego Arsenalu, który po raz kolejny udowodnił, że można go lubić albo nie, ale jego mecze są zawsze widowiskowe. Arsen Wenger był bardzo sfrustrowany i naubliżał słoweńskiemu arbitrowi, nazywając jego postawę "kompromitującą". Zdaniem szkoleniowca Londyńczyków pan Damir Skomina seryjnie odgwizdywał faule na korzyść Milanu. - Jestem bardzo niezadowolony z sędziego, gdyż dawał zbyt wiele rzutów wolnych w środku boiska. Za każdym razem, gdy któryś z graczy Milanu padał na murawę, odgwizdywany był taki rzut. Goście bardzo szybko zdali sobie z tego sprawę i wykorzystywali to całkiem nieźle - powiedział na konferencji prasowej Wenger. Za swoje krnąbrne zachowanie szkoleniowiec Arsenalu może zostać ukarany zakazem meczowym, do odbycia... na początku przyszłej edycji Ligi Mistrzów.

I wyobrażamy sobie Arsena Wengera, jak w swej puchowej, powiewającej na wietrze pikowanej kurtce staje na podwyższeniu (wielcy ludzie zawsze znajdą pod ręką podwyższenie) w szatni Kanonierów (nie pytajcie, skąd w szatni wiatr) i wpatrzonym w niego rycerzom mówi mniej więcej takie słowa:

Przyznajmy, gdyby jakikolwiek inny zespół dostał w pierwszym meczu 4:0 uroniłybyśmy nad nim rzewną łzę, pomachały białą chusteczką, i nawet nie zadały sobie trudu obejrzenia rewanżu. Ale to był Arsenal, Arsenal znany z desperackich pościgów, walki do końca, radosnej niefrasobliwości w obronie i szaleńczej furii w ataku. Tak więc rewanżowy mecz Arsenalu z Milanem zapowiadał się arcyciekawie i zapowiedzi spełnił. No, może pozostał lekki niedosyt, ale, palec pod budkę, która z Was w przerwie meczu, gdy Arsenal prowadził 3:0 wierzyła, że Kanonierom uda się awansować?

No właśnie, my też.

Nie udało się, z czego dla wszystkich gospodarzy pierwszych meczów wszelkich dwumeczowych rozgrywek wynika prosty morał, że zawsze lepiej wygrać 4:0 niż 3:0. Ale szkoda nam bardzo dzielnego Arsenalu, który po raz kolejny udowodnił, że można go lubić albo nie, ale jego mecze są zawsze widowiskowe:


Arsenal 3-0 AC Milan footyroom.com przez footyroom

Nasz Henryk V (który jest, olaboga, Francuzem, papcio Szekspir przewraca się w grobie) był jednak bardzo sfrustrowany po nie dość wygranym meczu i naubliżał słoweńskiemu arbitrowi, nazywając jego postawę "kompromitującą". Zdaniem Wengera pan Damir Skomina seryjnie odgwizdywał faule na korzyść Milanu.

- Jestem bardzo niezadowolony z sędziego, gdyż dawał zbyt wiele rzutów wolnych w środku boiska. Za każdym razem, gdy któryś z graczy Milanu padał na murawę, odgwizdywany był taki rzut. Goście bardzo szybko zdali sobie z tego sprawę i wykorzystywali to całkiem nieźle - powiedział na konferencji prasowej Wenger.

Za swoje krnąbrne zachowanie szkoleniowiec Arsenalu może zostać ukarany zakazem meczowym, do odbycia... na początku przyszłej edycji Ligi Mistrzów.

Tymczasem w Lizbonie.... Jaaaa, dziewczyny, nie umiemy wyjaśnić, dlaczego w ogóle przełączałyśmy na mecz w Lizbonie, ale, wybaczcie rynsztokowy język, ale serio, takiej padaki to dawno nie widziałyśmy. Zenit wygrał u  siebie 3:2, ale w rewanżu Benfica dość szybko objęła prowadzenie 1:0, i żeby myśleć o awansie Zenit musiał cokolwiek strzelić, tymczasem zabierał się do ataków z taką werwą, że Ireneusz Jeleń był przy tym ofensywnym huraganem Kathrina, a my w końcu zrozumiałyśmy, co oznacza powiedzenie "jak pies do jeża".


Benfica - Zenit 2:0 przez FootballKing1992

Jedyną godną uwagi rzeczą w tym meczu były reakcje trenera Benfiki Zbigniewa Wodeckiego Jorge Jesusa, który za linią boczną zachowywał się jak karykatura stereotypowego dyrygenta. Miał zresztą powody, bo i jego podopieczni atakowali bardzo nieudolnie, ale w samej końcówce meczu udało im się podwyższyć prowadzenie i przypieczętować awans.

Benfica's coach Jorge Jesus reacts after a missed scoring opportunity against Zenit St. Petersburg during their Champions League last 16 second leg soccer match at Luz stadium in Lisbon March 6, 2012.   REUTERS/Rafael Marchante (PORTUGAL - Tags: SPORT SOCCER)

Dziś wieczorem to samo (bo chyba raczej nie sądzicie, że Bayer dokona cudu?) zrobi Barcelona, dlatego ciekawsze wydaje nam się spotkanie na Cyprze, gdzie pogromca Wisły APOEL podejmował będzie Olympique Lyon (siemasz, Hugo Llorisie), z którym na wyjeździe przegrał "tylko" 1:0, wszystko się więc może zdarzyć w cypryjskim piekle. Jakieś plany na wieczór?