Sport.pl

Historia kota z Anfield ma swój ciąg dalszy

W dobie internetu nie można być kotem, wejść ot tak sobie (nie)postrzeżenie na boisko piłkarskie i myśleć, że można równie niepostrzeżenie zniknąć. Nie można.
Historia kota z Anfield ma ciąg dalszy W dobie internetu kot nie może wejść na boisko piłkarskie i niepostrzeżenie zniknąć Kot z Anfield, który przerwał mecz Liverpoolu z Tottenhamem, stał się w ostatnich kilku dniach najbardziej poszukiwanym przez media czworonogiem na Wyspach Kot z Anfield, który przerwał mecz Liverpoolu z Tottenhamem, stał się w ostatnich kilku dniach najbardziej znanym i rozchwytywanym czworonogiem na Wyspach. Futrzak w błyskawicznym tempie dorobił się konta na Twitterze (@AnfieldCat), gdzie jego poćwierkiwania obserwuje już (w momencie pisania tego newsa) prawie 40 000 (tak, nie pomyliły nam się zera: CZTERDZIEŚCI TYSIĘCY) osób. Tylko troszkę dłużej zajęło zgłoszenie się do gazety "Sunderland Echo" niejakiej Christine'ie Smith, która twierdzi, że to przecież jej ukochany kotek Keano. Dziś Christina i jej dzieci Kiara i Dembry zdobią wydanie gazety, ściskając w rączkach zdjęcie domniemanego Keano. Zdjęcie, nota bene, zrobione na Anfield, bo przecież nie takie wyciągnięte z rodzinnych albumów. Pani Krysia poszła chyba nie tam, gdzie trzeba, bo właściciela słynnego stworzenia poszukuje także sam FC Liverpool. Za pośrednictwem Twittera ogłoszono wczoraj, że klubowa strona pragnie przeprowadzić wywiad ze szczęśliwym właścicielem zwierzęcia. Kot uderzył w nutę sentymentalną - ponoć do złudzenia przypomina Mogleta - nieoficjalną maskotkę klubową Liverpoolu z lat 80. ubiegłego stulecia. Jeśli wierzyć angielskiej gazecie "Metro", współczesny Moglet został już ochrzczony tymczasowym (zapewne do czasu znalezienia właściciela) imieniem Pako. Refleksem wykazała się także mało nam dotąd znana grupa Vom Vorton, która nie czekała, aż sprawa ucichnie i czym prędzej nagrała hymn ku czci i chwale dzielnego czworonoga. Hymn to może zbyt huczne słowo, ale piosenka wpada w ucho. Niech to będzie dla Was ostrzeżeniem przed naciśnięciem "play" - nie jesteśmy w stanie określić, ile czasu dokładnie będzie Wam ta muzyka siedzieć w głowie (nam jeszcze wciąż jakiś głos ją śpiewa).

Kot z Anfield, który przerwał mecz Liverpoolu z Tottenhamem i zainspirował naszą rybkę do powspominania także innych czworonogów, które przerywały w przeszłości mecze piłkarskie, stał się w ostatnich kilku dniach najbardziej znanym i rozchwytywanym czworonogiem na Wyspach.

Futrzak w błyskawicznym tempie dorobił się konta na Twitterze (@AnfieldCat), gdzie jego poćwierkiwania obserwuje już (w momencie pisania tego newsa) prawie 40 000 (tak, nie pomyliły nam się zera: CZTERDZIEŚCI TYSIĘCY) osób.

Tylko troszkę dłużej zajęło zgłoszenie się do gazety Sunderland Echo niejakiej Christine'ie Smith, która twierdzi, że to przecież jej ukochany kotek Keano. Dziś Christina i jej dzieci Kiara i Dembry zdobią wydanie gazety, ściskając w rączkach zdjęcie domniemanego Keano. Zdjęcie, nota bene, zrobione na Anfield, bo przecież nie takie wyciągnięte z rodzinnych albumów.

Anfield Cat

Pani Krysia poszła chyba nie tam, gdzie trzeba, bo właściciela słynnego stworzenia poszukuje także sam FC Liverpool. Za pośrednictwem Twittera ogłoszono wczoraj, że klubowa strona pragnie przeprowadzić wywiad ze szczęśliwym właścicielem zwierzęcia.

Twitter, Liverpool FC

Kot uderzył w nutę sentymentalną - ponoć do złudzenia przypomina Mogleta - nieoficjalną maskotkę klubową Liverpoolu z lat 80. ubiegłego stulecia.

Liverpool FC, Moglet

Jeśli wierzyć angielskiej gazecie Metro, współczesny Moglet został już ochrzczony tymczasowym (zapewne do czasu znalezienia właściciela) imieniem Pako.

Refleksem wykazała się także mało nam dotąd znana grupa Vom Vorton, która nie czekała aż sprawa ucichnie i czym prędzej nagrała hymn ku czci i chwale dzielnego czworonoga. Hymn to może zbyt huczne słowo, ale piosenka wpada w ucho. Niech to będzie dla Was ostrzeżeniem przed naciśnięciem "play" - nie jesteśmy w stanie określić, ile czasu dokładnie będzie Wam ta muzyka siedzieć w głowie (nam jeszcze wciąż jakiś głos ją śpiewa).

A czy którejś z Was nie zginął ostatnio biało-szary kotek? Najlepiej w okolicach Anfield.

Prosimy o cynk, jeśli tylko uda Wam się zobaczyć kotecka (na żywo, nie na Tweety'erze Twitterze).

Putty Tat

O słynnym kocie na swoim blogu pisze także shcooper

Nie tylko kot z Anfield, czyli słynne zwierzęta, które wtargnęły na boisko >>Zwierzęta boiskowe

Więcej o: