Żegnamy Wisławę Szymborską

Ale żegnamy Ją nie jako wielką poetką, noblistkę i intelektualistkę - to zrobią za nas lepiej inni - ale jako wzór kobiety, jaką same chciałybyśmy kiedyś być. I choć do pożegnania tak znaczącej i nietuzinkowej postaci nie potrzebujemy żadnych sportowych pretekstów, to jednak takowe istnieją - pani Wisława była wielką miłośniczką boksu. Do futbolu rozczarowała się niestety, gdy Szombierki Bytom spadły z pierwszej ligi.

Nie będziemy pisać tu laurkowych nekrologów, licytować się na ulubione wiersze czy na siłę doszukiwać się powiązań Noblistki ze światem sportu. Chcemy tylko wyrazić żal z powodu odejścia kobiety, która zawsze - abstrahując od jej talentów literackich - była dla nas wzorem kobiecości: autoironiczna, elegancka, ciepła - ale bez przesady, z dystansem do siebie i świata, skromna, a jednocześnie inteligentna i złośliwa. No i z młodym, przystojnym sekretarzem, how cool is that, huh?

Idąc tropem Alberta Camusa, który był za młodu bramkarzem, a przez całe życie wielbicielem boksu, pani Wisława również miała słabość do tego sportu i jego przedstawicieli. True story. Opowiada o tym absolutnie przeuroczy wywiad Radosława Leniarskiego z sekretarzem poetki Michałem Rusinkiem, który serdecznie Wam polecamy>>

Pani Szymborska ma jednak prawdziwy sentyment do bokserów, ogląda ich walki, więc to, co mówię, nie jest w żadnej mierze prześmiewcze.

 

Tak się złożyło, że mniej więcej równolegle z popularnością medialną pani Wisławy, czyli w okolicach 1996 roku, wybuchła popularność medialna Andrzeja Gołoty. Nawet czasopismo Machina przyznało swoje nagrody - Machinery - różnym wybijającym się postaciom w 1996 roku. Nagrodzono panią Szymborską i ... pana Gołotę. Ona bardzo to przeżywała.

Po przegranych walkach Gołoty przyjaciele Szymborskiej dzwonili do niej z kondolencjami, a na 80. urodziny poetki przygotowali specjalnie dla niej tomik "Sobie a guzom" podpisany przez niejakiego Andrzeja Gołłotę (tak, przez dwa "ł"), który zawierał m.in takie arcydzieła:


Który skrzywdziłeś boksera prostego

śmiechem nad klęską jego wybuchając,

bandę szyderców wokół siebie mając

na pomieszanie dobrego i złego -

nie bądź bezpieczny. Bo bokser to bokser.

Możesz go zabić bez cienia rozterki,

ale pamiętaj - zostaną bokserki.