To nie jest dobry tydzień dla polskich drużyn w europejskich pucharach

Do pokonanej Resovii dołączyła wczoraj Kędzierzyńska Zaksa i Politechnika Warszawska.

Wicemistrz kraju uległ na swoim boisku tureckiemu Arkasowi Izmir 1:3 w pierwszym meczu fazy play off Ligi Mistrzów. Rywal był absolutnie do ogrania i nie można wszystkiego zwalać na plagę kontuzji, która przetacza się aktualnie przez Kędzierzyn, bo podopieczni Krzysztofa Stelmacha nie pomogli sobie przeciętną grą i mnóstwem popełnianych błędów. Na pewno na grę i morale zespołu nie wpłynęła dobrze kontuzja Pawła Zagumnego, której ten nabawił się na rozgrzewce tuż przed pierwszym gwizdkiem. Jak pech to pech.

Ale właśnie dlatego nie ma jeszcze co składać broni, bo za tydzień kadrowa może być już lepsza i Zaksa wcale nie pojedzie do Turcji na pożarcie. Choć zadanie będzie wyjątkowo ciężkie - żeby awansować do Final Four trzeba będzie najpierw wygrać mecz, a później dodatkowego "złotego seta".

 

Teraz to już nic nie wiadomo. Nie mamy jednak nic do stracenia. Będziemy walczyć o jak najlepszy wynik. Liczymy, że w końcu pech nas opuści i zespół się pozbiera - komentuje Piotr Gacek.


[źródło: zaksa.pl]


Złe wieści przyszły również wczoraj z Krasnodaru, gdzie Politechnika walczyła o ćwierćfinał Pucharu Challenge z czwartą drużyną rosyjskiej Superligi. Wyrównaną walką udało nawiązać się tylko w pierwszym secie przegranym na przewagi, w drugich poszło już niestety gładko (do -16 i -21). Pogromcą Warszawiaków okazała się być gwiazda Dynama Krasnodar 36-letni weteran rosyjskiej siatkówki Roman Jakowlew. Mimo wyraźnej porażki, duch w Politechnice nie ginie.

 

Mimo porażki 0:3 uważamy, że Krasnodar to klub w naszym zasięgu. Po pierwszym meczu jesteśmy na siebie wściekli i nie możemy doczekać się rewanżu. Chcemy złotego seta i awansu - zapowiada drugi trener zespołu Jakub Bednaruk.

 

Miejmy nadzieję, że przyszłotygodniowe spotkania rewanżowe przysporzą nam więcej powodów do radości.