Novak Djoković w finale Australian Open

Po epickim pojedynku z Andym Murrayem. E-PIC-KIM. Na śmierć i życie. Postaramy się choć częściowo oddać dramaturgię tego spotkania, choć wiemy, że nie będzie to łatwe, a wręcz będzie wybitnie trudne, jeśli w ogóle możliwe.

Jeżeli wczorajszy mecz pomiędzy Rafaelem Nadalem a Rogerem Federerem godny był półfinału, a nawet (jak twierdzili niektórzy) finału Australian Open, to nie mamy pojęcia, jak określić mecz dzisiejszy. Dość powiedzieć, że to co obaj tenisiści wyprawiali na korcie na długo pozostanie w naszej pamięci. A właściwie nie dość, ale co począć, kiedy nie ma w językach ludzi ni zwierząt słów, którymi można przekazać to, co dziś przeżyłyśmy.

Novak Djokovic of Serbia reacts after winning a point against Andy Murray of Britain during their semifinal at the Australian Open tennis championship, in Melbourne, Australia, Friday, Jan. 27, 2012. (AP Photo/Sarah Ivey)

Ani Murray ani Djoković nawet na sekundę nie odpuścili, nie było dla nich straconej piłki, dystansu, jakiego nie mogliby pokonać. Jeśli tylko choć na chwilę zwolnili tempo, już w następnej partii nadrabiali to z nawiązką wymianami najwyższych lotów, jakby chcieli nam wynagrodzić chwile słabości.

Andy Murray of Britain shouts as he plays Novak Djokovic of Serbia during their semifinal at the Australian Open tennis championship, in Melbourne, Australia, Friday, Jan. 27, 2012. (AP Photo/Andrew Brownbill)

Zawsze wydawało nam się naiwnie, że w tenisie łatwiej jest wygrać własne podanie. Tymczasem okazuje się, że i Nole i Andy wolą coś dokładnie przeciwnego - po co w końcu wygrywać swoje gemy serwisowe, kiedy można zwiększyć dramaturgię spotkania, przegrywając własne podania, ale za to przełamując rywala. Jednym słowem mecz był nieprzewidywalny niczym pogoda w Polsce tej zimy.

Po milionie godzin spędzonych na korcie, w czasie których zaczynałyśmy poważnie wątpić w to, czy istnieje świat, w którym Novak Djoković nie gra z Andym Murrayem, w IV secie (przy wyniku 2:1 w setach dla Murraya) po tenisistach zaczęło być wreszcie widać zmęczenie (i dobrze, bo zastanawiałyśmy się już, czy oby na pewno są ludźmi), szczególnie po Andym, który nagle zgubił rytm i przegrał tę partię 1:6. Nie wpłynęło to jednak znacznie na epickość spotkania, a wręcz przeciwnie - dramaturgia sięgnęła zenitu - w końcu Andy przegrywający IV set oznaczał, że mamy 2:2, a zatem czeka nas i set V.

Tym razem naprawdę ostatni i najcięższy: chłopcy biegali coraz wolniej, piłki też nie śmigały już tak jak wcześniej, znikła gdzieś chęć przełamywania rywala, a zaczęła gra na zamęczenie i dotrwanie do końca. W decydującej partii sił więcej zachował Novak, który choć sam słaniał się na nogach, zaczął ganiać Andy'ego po korcie. A my wiedziałyśmy dwie rzeczy: po pierwsze - to się szybko nie skończy, a po drugie - ten który pierwszy przełamie oponenta, spotka się w niedzielę z Rafą. Przełamanie padło łupem Novaka w 6 gemie i zrobiło się 4:2, a potem szybko 5:3.

I wtedy ten jakże zmęczony Andy wrócił z dalekiej podróży: 4:5 i Szkot serwuje. A my już nie mamy słów by opisać to co działo się w tej chwili w naszych umysłach i sercach. 5:5, a my umieramy (także z głodu, bo ile można nie jeść?). Ostatnie dwa gemy wygrał Novak, który tym samym przypieczętował zwycięstwo w całym meczu. Wybaczcie tak zdawkowy opis decydującej rozgrywki - nasze wyczerpanie emocjonalne nie pozwala napisać nic więcej.

Novak Djokovic of Serbia reacts while playing against Andy Murray of Britain in their men's singles semi-final match on day 12 at the Australian Open tennis tournament in Melbourne on January 27, 2012.         IMAGE STRICTLY RESTRICTED TO EDITORIAL USE - STRICTLY NO COMMERCIAL USE      AFP PHOTO / NICOLAS ASFOURI (Photo credit should read NICOLAS ASFOURI/AFP/Getty Images)

Na koniec ucieszyłyśmy się szczerze, że ten 5-setowy horror dobiegł końca, bo: a) takiego napięcia wiele dłużej byśmy nie wytrzymały b) znacznie pogorszył się stan naszych różowych paznokci (znów trzeba będzie robić manicure!) c) trochę zgłodniałyśmy po tylu godzinach spędzonych bez ruchu przyklejone do telewizora.

Wynik thrillera: 6:3 3:6 6:7 6:1 7:5

Gdybyście miały jakieś wątpliwości - wąs Andy'ego wciąż nam się nie podoba, a w galerii znajdziecie najnowsze zdjęcia upamiętniające tę batalię.

Dzielny zwycięzca dzisiejszego meczu już w niedzielę stanie przed szansą wygrania swojego piątego turnieju wielkoszlemowego. Najpierw trzeba będzie jednak pokonać czującego się jak ryba w wodzie w Australii Rafaela Nadala.

W chwili publikacji tego tekstu Novak wciąż jeszcze leży na korcie i odpoczywa. A my chylimy czoła przed oboma tenisistami.