Isia wygrywa z Petkorazzi, Kubot gra z Del Potro

Ale najgorętszy polski tenisista z najgorętszym argentyńskim tenisistą zmierzą się dopiero jutro, dziewczyny grały zaś dziś w nocy. O zaciętości pojedynku dwóch naszych ulubionych tenisistek niech mówią liczby: 7:5, 6:4 i jedna, "mala" statystyka: osiem obronionych break-pointów.

Andrea wystąpiła w swojej nieśmiertelnej różowej sukience, Isia również przyodziała się w ciachowy kolor, w którym bardzo  jej do twarzy (czyżby była to "szczęśliwa" sukienka z Azji?) i obie panie starły się w pojedynku Tytanów. Czy raczej Tytanek. Wprawdzie po Petko widać było, że nie jest jeszcze w pełni sił, że ślady jakiejś zeszłosezonowej kontuzji wciąż jej dokuczają - musiała przerywać mecz by konsultować się z medykiem i z trenerem, ale przecież i Isia nie byłaby sobą, gdyby nie zafundowała nam jakiegoś małego horrorku.

Andrea zresztą nie zamierzała tanio sprzedać skóry, i w szóstym gemie obroniła sześć piłek gemowych. Isia choć zaczynała od prowadzenia musiała potem się bronić i było już 5:5, ale Radwańska wykorzystała już pierwszą z piłek setowych. W drugim secie było już łatwiej, bo też Petko zmagała się trochę z własnym zdrowiem. Isia obroniła wspomniane osiem breakpointów i wygrała 6:4. I co?

Zobacz galerię zdjęć z meczu>>

I teraz czeka Karo.

Z Karoliną Agnieszka zagra jutro, ściskamy zatem mocno kciuki. Żeby jednak mogło dojść do pojedynku z nr 1 kobiecego tenisa (jejku, jak to nam się dziwnie pisze w odniesieniu do Karo...) Isia musiała w Sydney pokonać własną siostrę. Obie były wściekłe, że po raz kolejny trafiły  na siebie we wczesnej fazie turnieju:

Następnym razem, gdy w pierwszej rundzie dolosują mi siostrę, spakujemy się i zrezygnujemy z udziału w turnieju

- odgrażała się Aga w australijskiej prasie.

No cóż, mamy nadzieję, że nie stanie się tak w przypadku Australian Open, które już coraz bliżej, coraz bliżej, coraz bliżej..

d

Co łączy Radwańską Petković i Shakirę? >>

Kobiety

Ale zanim to nastąpi (16 stycznia) - jeszcze turnieje przygotowawcze. Ten w Sydney ma też swój męski odpowiednik, w którym nasz Łukasz Kubot zmierzy się z samy Juanem Martinem del Potro, hell yeah. Kubot wygrał właśnie z Chorwatem Ivanem Dodigiem, choć nie było łatwo: 7:6(4), 7:5 w I rundzie i mamy nadzieję, że z ponętnym Argentyńczykiem również powtórzy ten wyczyn. Cieszy fakt, że w trwającym 102 minuty meczu Kubot stracił tylko jedno podanie. Z Juanem Martinem nie będzie tak łatwo, bo jakby nie było, triumfator US Open AD 2009 jest rozstawiony w turnieju z numerem 1. No ale może, może, jakaś niespodzianka, prosimy?