"Pomnik ożył", czyli Thierry Henry strzela dla Arsenalu

I  nawet ci, którzy nigdy nie byli fanami talentu Francuza mają ciarki na plecach. Historia zeszła z kart podręczników, strzepała z siebie kurz a spowiła się w pył bitewny, tych lat gniewnych czarny pył.
Thierry Henry strzela dla Arsenalu Nawet ci, którzy nie byli fanami talentu Francuza, mają ciarki na plecach Thierry Henry wrócil do Arsenalu. W pierwszym meczu w Pucharze Anglii wszedł w 68. minucie i chwile później strzelił gola rywalowi, Leeds United. I nawet ci, którzy nigdy nie byli fanami talentu Francuza, mają ciarki na plecach. Nie liczy się, że był to tylko mecz w Pucharze Anglii, że Thierry wszedł z ławki w 68. minucie, że przeciwnik (pierwszoligowe Leeds United) nie stawiał wygórowanych wymagań. Liczyło się tylko to, że na strzelenie gola potrzebował zaledwie 10 minut, i że był to gol, jak za najlepszych lat Henry'ego w barwach Kanonierów: Było to dla Thierry'ego trafienie numer 227 w 370. meczu w koszulce z armatką na piersi. Skrybowie spisujący księgi rekordów mogą siarczyście zakląć, albowiem ich praca wcale się nie skończyła. Na Emirates powróciła legenda. "Sposób poruszania się i wykończenie były tak dla niego typowe, że równie dobrze mogłoby to być tylko odtworzenie którejś jego bramki z dawnych lat" - pisze "The Guardian", a "The Sun" ekscytuje się, jak na "The Sun" przystało: "Wyjmijcie z powrotem księgi rekordów, ponieważ Thierry Henry dodał kolejnego fantastycznego gola do spisu swoich zasług dla Arsenalu. (...) pomnik, wzniesiony niedawno ma cześć wielkiego zawodnika przed Emirates, powrócił do życia". Wzruszenia nie krył także Arsene Wenger, niezwykle zadowolony z powrotu Henry'ego do Londynu: "Powrót Henry'ego jest dla mnie jak marzenie" - czytamy w "The Independent". - To była jedna z tych historii, jakie opowiadasz małym dzieciom, które chcą usłyszeć opowieść o piłce nożnej. Na szczęście takie rzeczy nie zdarzają się zbyt często, inaczej straciłyby swoją niesamowitość

Nie liczy się, że był to "tylko" mecz pucharowy (w Pucharze Anglii), że Thierry wszedł z ławki w 68. minucie, że przeciwnik (pierwszoligowe Leeds United) nie stawiał wygórowanych wymagań. Liczyło się tylko to, że na strzelenie gola potrzebował zaledwie 10 minut, i że był to gol, jak za najlepszych lat Henry'ego w barwach Kanonierów:


Arsenal - Leeds United 1:0 przez FootballKing1892

Było to dla Thierry'ego trafienie numer 227 w 370. meczu w koszulce z armatką na piersi. Skrybowie spisujący księgi rekordów mogą siarczyście zakląć, bowiem ich praca wcale się nie skończyła. Na Emirates powróciła legenda.

Zachwycone są także media w Anglii:

Sposób poruszania się i wykończenie były tak dla niego typowe, że równie dobrze mogłoby to być tylko odtworzenie którejś jego bramki z dawnych lat.

- pisze The Guardian, a The Sun ekscytuje się, jak na The Sun przystało:

Wyjmijcie z powrotem księgi rekordów, ponieważ Thierry Henry dodał kolejnego fantastycznego gola do spisu swoich zasług dla Arsenalu. (...) pomnik, wzniesiony niedawno ma cześć wielkiego zawodnika przed Emirates, powrócił do życia.

Wzruszenia nie krył także Arsene Wenger, niezwykle zadowolony z powrotu Henry'ego do Londynu:

Powrót Henry'ego jest dla mnie jak marzenie - czytamy w "The Independent" - To była jedna z tych historii, jakie opowiadasz małym dzieciom które chcą usłyszeć jakąś opowieść o piłce nożnej. Na szczęście takie rzeczy nie zdarzają się zbyt często, inaczej straciłyby swoją niesamowitość

Ale młodzi kanonierzy, również zdają sobie sprawę, z kim przyszło im obcować. Jack Wilshere pęka z dumy, po zrobieniu sobie zdjęcia z Legendą:

Jack Wilshere i Thierry Henry

...a i nasz Wojtuś nie może powstrzymać emocji w obliczu Historii, Która Przeszła Obok:

Twitter Wojciecha Szczęsnego

A Wy, jesteście wzruszone?

Co zapamiętamy z piłkarskiego roku 2011?>>

r

10 największych ciach Arsenalu Ery Wengera>>

ARS