Meczowy Ciachomiarz: AC Milan - FC Barcelona

Plan był banalnie prosty: Barca chciała wyjść z grupy z pierwszego miejsca, Zlatan zobrazować Pepowi zdanie: "A teraz żałuj, płacz i tup nogami, że mnie sprzedałeś!", my, Ciachoredaktorki, użyć w swojej relacji tego jakże pięknego i poetyckiego słowa "goleada", a cała reszta świata zobaczyć piękne widowisko na szczycie w blasku mediolańskiego księżyca.  Och, jak to miło, że wszystko to spełniło się w te dziewięćdziesiąt minut.

CIACHA NA PLUS:

+ Soczysty smaczek w postaci byłego piłkarza Barcelony, a obecnie specjalisty od męskości Pepa Guardiola na pół etatu i gracza w barwach Rossonerich na drugie pół, czyl Zlatana Ibrahimovicia. Dodatkowy smaczek? Taak, ta stercząca kitka włosów na środku głowy wciąż tam była.

Zlatan Ibrahimovic

I gol jakby nie było też był.

Nasza Mała Mi Zi <3

Mała Mi

+ Kevin Prince-Boateng. Ach, cóż to było za przyjęcie! Cóż za strzał! Cóż za bramka! Cóż za przewrotka godna rosyjskiej gimnastyczki! Gdyby nie to, że entuzjastyczny okrzyk pana komentatora (pozdrawiamy, pozdrawiamy, mamy nadzieję, że zapalił pan już świeczki na swoim ołtarzyku Kevina-Prince'a) zagłuszył wszystko w promieniu kilkunastu kilometrów, pewnie zrobiłybyśmy przeciągłe "Wooooow" i powiedziały coś w stylu "no dobra ładny gol, a zamiast tego salta poprosiłybyśmy o jakąś piosenkę z dedykacją".

+ geniusz Xaviego. Kiedy po efektownym show w wykonaniu Boatenga myślałyśmy, że piękniejszego gola wczorajszego wieczora już nie będzie dane nam ujrzeć, na scenę ze swoim programem artystycznym wskoczył Xavi i....chyba musimy użyć tutaj kolejnego pięknego i poetyckiego słowa, którego od zawsze chciałyśmy w relacji meczowej użyć - "majstersztyk". Bo tak musi wyglądać definicja słowa "majstersztyk":

+ piramida w wykonaniu Barcy, Nie wiedziałyśmy, że Pep po godzinach prowadzi zajęcia z cheerleadingu..

 

FC Barcelona

Cóż, kiedy w drużynie jest tyle bromance'ów, nikt, nie chce nikogo w macaniu pominąć, utworzenie takowej piramidy wydaje się całkiem sensownym pomysłem. Że bardzo efektownym i nadajacym się na tapetę pulpitu redaktorki Mariny to inna sprawa.

Poza tym: Awwwwwwwwwwww <3

+ Antonio Nocerino. Kiedy już minęło nasze pierwsze wrażenie, pt. "włoski drwal, któremu ktoś na czas meczu wyjął z ręki siekierę". Oraz drugie i piąte o podobnym brzmieniu i oswoiłyśmy się z nieoczywistą urodą Antonio, stwierdziłyśmy, że ta jego uroda to całkiem niemała jest i w dziwny sposób trafia w nasze gusta.

Antonio Nocerino

+ Nigdy nie spodziewałam się, że kiedykolwiek wyjdzie to spod mojej klawiatury, ba! najprawdopodobniej moja klawiatura gdyby mogła właśnie spojrzałaby się na mnie z wyrazem "WTF?", a poczucie estetyk, również gdyby tylko mogło,i wykrzyknęło w twarz "No dobra, Marina, świetny żart, a tak na poważnie?!", ale...ale....ale...mnie naprawdę podobał się Cesc w swoich przydługich włosach. Serio.

Okej, może nie koniecznie na tym zdjęciu

Cesc Fabregas

...ale uwierzcie mi, w ruchomej wersji wyglądała naprawdę znośnie. Żeby nie powiedzieć ładnie.

 

Może to sprawka tej uroczej czarnej opaseczki, a może tego, że wreszcie osiągnęły planowaną długość, ale miałam wrażenie, że okres brzydkiego kaczątka w wykonananiu image'u Fabregasa już minął.


CIACHA NA MINUS:

- Zastanawiałyśmy się nad tym przez jakieś dziewięćdziesiąt minut (plus doliczony czas gry), ale doszłyśmy do żadnych konstruktywnych wniosków, więc może wy nam to wytłumaczycie: Dlaczego Victor Valdes wyszedł na boisko w piżamie?

Victor Valdes

...oraz czy to flanela dlaczego ma taką brzydką tą swoją piżamę?

On chyba sam też w pewnym momencie zaczął na tym dywagować, aż puścił piłkę pod brzuchem rzucając się do strzału jednego z piłkarzy Milanu.

- Rozczarowujący Pato. W porównaniu z pierwszym spotkaniem tych zespołów, gdzie jeszcze dobrze na boisko nie wyszedł a już zdobył bramkę i co rusz przyprawiał VV o przyspieszone bicie serca wczoraj zdecydowanie nie miał swojego dnia. Biegał za wolno, podawał zbyt szybko, strzelał za mało, faulował za dużo, ech, nawet włosy jakoś nie w tą stronę co trzeba mu się układały. Bądź może raczej kręciły w jego wypadku.

Alexandro Pato

- Davidzie, nasz kochany Villusiu, najbardziej uroczy przecinku na świecie, powiemy tylko jedno...

David Villa

...i zamilkniemy, bo wciąż za bardzo się cieszymy z powrotu Messilli, by wyzywać cię od Króli Offsajdów i opowiadać niewybredne żarciki o tym jak wpisujesz to hasło w wikipedię.

- smutny Alessandro Nesta. Pomijając już to, że w melancholia w połączeniu z włoską urodą jest zjawiskiem boleśnie pięknym, to jednak bolesne w sensie mniej przyjemnym było patrzenie jak nasza młodzieńcza miłość ze pogrzebową miną okupuje ławkę rezerwowych po przymusowym zejściu z boiska spowodowanym nieszczęsnym naciągnięciem mięśnia.

Bądź co bądź jesteśmy jednak zadowolone. Nikt specjalnie nie płakał, oba zespoły awansowały do dalszej fazy, było trochę ładnych goli. Zlatan nie sprezentował darmowego pokazu karate swoim liliputowym eks-kolegom, a on zaś mieli pretekst do nadprogramowego przytulania siebie nawzajem. Hmmm...chyba możemy ten mecz uznać za udany, prawda?


P.S. To może nie do końca mieści się w granicach "relacji meczowej", ale red. Marina wręcz błagała nas, żebyśmy pokazały Wam pomeczową randkę Fabrique:

Fabrique

I chciała też powiedzieć, że cofa swoje słowa odnośnie zażegnania fazy "brzydkiego kaczątka" u Fabsa. Definitywnie. Zdecydowanie. I do odwołania.

Albo chociaż ponownego założeniu czarnej opaseczki <3

A skoro o Milanie mowa, umarłyśmy i to zdecydowanie na plus >>