Girl Power: Justyna Kowalczyk inauguruje sezon

Justysia nie spinała się przesadnie na pierwszy start w sezonie i zajęła 10. miejsce. Wygrała Marit Bjoergen, a w pierwszej dziesiątce znalazło się aż siedem Norweżek.

Tymczasem my, namówione przez blizzard, zachwycamy się jej sesją zdjęciową dla miesięcznika "Pani".
Kowalczyk zainaugurowała sezon Justysia nie spinała się na pierwszy start w sezonie i zajęła 10. miejsce Justysia nie spinała się na pierwszy start w sezonie i zajęła 10. miejsce. Wygrała Marit Bjoergen, a w pierwszej dziesiątce znalazło się aż siedem Norweżek. Justyna Kowalczyk ma szansę zostać pierwszą zawodniczką w historii, która sięgnie po cztery Kryształowe Kule z rzędu. Jednak jej największa rywalka, legenda biegów narciarskich, Marit Bjoergen, również ma wielki apetyt na zwycięstwo w tym sezonie. Zapowiada się więc emocjonująca zima, z tym że... raczej jeszcze nie teraz. Justyna rozgrzewa się powoli i w inauguracyjnych zawodach zajęła dziesiąte miejsce. No dobrze, to w takim razie gdy panie tam sobie biegają, my zajmijmy się wywiadem, którego nasza Królowa Śniegu udzieliła miesięcznikowi "Pani". Nam najbardziej spodobał się chyba ten fragment: - W zasadzie mogę jeść wszystko, na co mam ochotę, chociaż w czasie startów muszę się wystrzegać niektórych niezdrowych rzeczy, np. frytek czy schabowego, bo one źle się trawią. Czyli na Big Maca z Justysią umawiamy się w sierpniu. No i jeszcze ten: - Oszczędzasz czy wydajesz? - Musiałabym się naprawdę starać, żeby wszystko wydać. Aha, czyli Justyna stawia Big Maca. I duże frytki. Justyna opowiada też w wywiadzie o ciężkiej pracy w gospodarstwie rodziców, o ciężkich treningach, o ciężkich początkach w ogólniaku, gdzie w internacie spotkało ją kocenie i fala - ogólnie, cytując klasyka, "dwadzieścia filmów mnie było ciężko", ale przecież jest to historia z happy endem, najpiękniejszym jaki można sobie wymarzyć. Zachęcamy do lektury, bo Justyna mówi wiele fajnych rzeczy: o rozdętej medialnie wojnie z Bjoergen, o życiu w "taborze cygańskim" jakim jest ekipa biegaczki, o przyjaźniach z innymi zawodniczkami, o planach na przyszłość i o sylwestrze obchodzonym w kwietniu.

Simmon Amman napisał książkę >

Justyna Kowalczyk ma szansę zostać pierwszą zawodniczką w historii, która sięgnie po cztery Kryształowe Kule z rzędu. Jednak jej największa rywalka, legenda biegów narciarskich, Marit Bjoergen również ma wielki apetyt na zwycięstwo w tym sezonie. Zapowiada się więc emocjonująca zima, z tym, że... raczej jeszcze nie dzisiaj. Justyna rozgrzewa się powoli i w inauguracyjnych zawodach zajęła dziesiąte miejsce. No dobrze, to w takim razie gdy panie tam sobie biegają, my zajmijmy się wywiadem, którego  nasza Królowa Śniegu udzieliła miesięcznikowi "Pani", a który podesłała nam blizzard.

Kamil Stoch prywatnie>>

Po pierwsze, na zdjęciach w magazynie Justyna wygląda re-we-la-cyjnie. Wow.

Justyna Kowalczyk

Cały wywiad możecie przeczytać tutaj, nam jednak najbardziej spodobał się chyba ten fragment:

W zasadzie mogę jeść wszystko, na co mam ochotę, chociaż w czasie startów muszę się wystrzegać niektórych niezdrowych rzeczy, np. frytek czy schabowego, bo one źle się trawią.

Czyli na Big Maca z Justysią umawiamy się w sierpniu. No i jeszcze ten:

Oszczędzasz czy wydajesz?

- Musiałabym się naprawdę starać, żeby wszystko wydać.

Aha, czyli Justyna stawia Big Maca. I duże frytki.

Bardzo ładne są też słowa Justyny o trenerze - Aleksandrze Wieretelnym:

Mój trener jest nie tylko profesjonalistą, ale przede wszystkim bardzo dobrym człowiekiem. Byłabyś oczarowana, gdybyś miała okazję go poznać. Dżentelmen w starym stylu. Otwiera drzwi, przepuszcza, kwiaty, gesty... Często proszę go o radę, zwłaszcza w ostatnich latach, gdy pojawiły się wokół mnie media, propozycje reklam. Ani ja, ani moja rodzina nigdy wcześniej nie mieliśmy z takimi sprawami do czynienia.

On potrafi spojrzeć obiektywnie, doradzić. Ufam mu w stu procentach. Gdyby powiedział, że już ma dość i przechodzi na emeryturę, to myślę, że zrezygnowałabym ze sportu.

Justyna opowiada też w wywiadzie o ciężkiej pracy w gospodarstwie rodziców, o ciężkich treningach, o ciężkich początkach w ogólniaku, gdzie w internacie spotkało ją kocenie i fala - ogólnie, cytując klasyka "dwadzieścia filmów mnie było ciężko", ale przecież jest to historia z happy endem, najpiękniejszym jaki można sobie wymarzyć. Zachęcamy do lektury bo Justyna mówi wiele fajnych rzeczy: o rozdętej medialnie wojnie z Bjoergen, o życiu w "taborze cygańskim" jakim jest ekipa biegaczki, o przyjaźniach z innymi zawodniczkami, o planach na przyszłość i o sylwestrze obchodzonym w kwietniu.

Justyna biega, a półnadzy skoczkowie narciarscy bawią się na Cyprze>>

s