Matma z Matą

Oto ten dzień w którym spełnicie swoją odwieczną fantazję na temat seksownego nauczyciela z matematyki.

Jeszcze pół godziny temu wydawało nam się, że rozwiązywania zadań z matematyki jest jedną z ostatnich rzeczy (obok pielenia grządek oraz "czytanie "Hamleta" z podziałem na role ) jakie przyjdzie nam robić w towarzystwie Juana Maty i jego nowego seksownego zarostu, ale cóż... czasy się zmieniają, piłkarze kończą uniwersytety, są twarzami kampanii społecznych - trzeba dostosować się do nowych wyzwań.

Wyzwanie zaś zostało nam rzucone pośrednio przez hiszpański magazyn El Pais, który wpadł na pomysł, że nasz mały Hiszpan wspomoże Hiszpańskie Towarzystwo Królewskie Matematyki w obchodach setnej rocznicy jego powstania i przedstawi uroczyście pewną matematyczną zagadkę.  Z futbolem w roli głównej.

Nie, nie, to nie jest to co myślicie. Nie chodzi o nic z rachunkowości (1 piłkarz+1 piłkarz = bromance), ani też z rachunku prawdopodobieństwa ("ile goli mógł zdobyć mój kolega Torres od przejścia do Chelsea, a nie zdobył?"), lecz coś z wyższej matematycznej półki, bo tyczące się logiki i to najgorszego z jej pochodnych - "zagadek".

Gotowe? Otwarte do notowania zeszyty na ławce? Pióra w ręku? A zatem oto ona:

Luźny przekład na nasz język ojczysty:

Dwóch uczniów liceum i jednocześnie bramkarzy zdecydowało się zorganizować piłkarski mecz. Każdy z nich musiał wybrać 10 zawodników do swojej drużyny z grupy 20 kolegów z klasy. Aby tak zrobić, wszystkich 20 kandydatów ustawiło się w szeregu i każdy z bramkarzy na przemian mógł dokonać selekcji. Co ważne, mogli dokonywać wyboru tylko między piłkarzami stojącymi na każdym z dwóch końców szeregu. Piłkarze wcześniej brali udział w turnieju, więc bramkarze wiedzieli ile goli każdemu z nich udało się zdobyć. Zadaniem bramkarzy było zatem wyselekcjonować taką drużynę, która w owym turnieju ustrzeliłaby więcej goli aniżeli drużyna wybrana przez przeciwnika. By rozwiązać zagadkę musicie sprytnie wydedukować jaką strategią kierował się pierwszy z bramkarzy wybierając kolejno zawodników do swojej drużyny, tak, by zdobyła wcześniej ona łącznie przynajmniej taką samą liczbę goli, co drużyna rywali, nie ważne w którym miejscu szeregu znajduje się konkretny zawodnik, ani ile goli konkretny zawodnik zdobył poprzednio.

Hmm... w tłumaczeniu wcale nie brzmi tak łatwo i przyjemnie jak gdy dyktuje nam ją profesor Mata. Hmmm... hmmm.... hmm... obawiamy się, że jesteśmy już za duże, żeby rozwiązywać problemy matematyki.  A tak w ogóle to speszone spojrzenie, jakie rzuca nam Joan zza swojego zeszyciku nie pozwala nam się skupić na zadaniu. I... i... i... jak jest taki mądry to niech sam owiąże tą zagadkę, albo chociaż udzieli nam podpowiedzi. Koła ratunkowego? Telefonu do przyjaciela z Chelsea?

No dobra, przyznamy się bez bicia - nie mamy różowego pojęcia o co chodzi i dlaczego bramkarze muszą zajmować się taktyką zamiast trenera, bo przecież taki Jose albo Pep nie miałby z tym najmniejszych problemów.

Z całych sił jednak zachęcamy Was do pogłówkowania się nad nią. Może macie jakieś pomysły? Natrafiłyście na jakieś poszlaki (to, że powinni filmować z drugiej strony, bo Juana razi słońce, się nie liczy)? Z przyjemnością posłuchamy, może wspónymi siłami uda nam się to rozgryźć i zaskoczymy profesora Matę wzorowym rozwiązaniem?

Hmm... ciekawe co przygotował w ramach szóstki z plusem?

P.S. Czy to przypadkiem nie jest podchwytliwe zadana zagadka? Odpowiedzią pewnie jest "tylko Alex Ferguson jest w stanie sprostać takiemu wyzwaniu taktycznemu". Zakład?

 

Marina