Formułowe podsumowania: GP Singapuru

Przed startem niedzielnego wyścigu na ustach wszystkich było tylko jedno pytanie. Czy Sebastian Vettel już teraz zdoła zapewnić sobie tytuł mistrzowski? Nope. Czy będzie Andrzej.

GP Singapuru Vettel górą, czyli nic nowego. Podczas GP Singapuru miało być niebezpiecznie - noc, deszcz, ciasny tor. I było - gdy Michael Schumacher skonstruował na torze prowizoryczną skocznię narciarską Podczas GP Singapuru miało być niebezpiecznie, bo noc, deszcz, ciasny tor otoczony metalowymi barierkami. Niebezpiecznie było tylko przez moment, kiedy Michael Schumacher połączył dwa polskie sporty narodowe i skonstruował na torze prowizoryczną skocznię narciarską. Poza tym, nie zobaczyłyśmy nic, czego nie oglądałyśmy w tym sezonie wielokrotnie. Z resztą musimy przyznać, że podczas wyścigu nasze myśli krążyły wokół tego, co w zeszłym roku na tym torze wyprawiał Bobby. Z rozmyślań wyciągnął nas niezawodny w takich sytuacjach Lewis Hamilton, który skasował Biednego Bejbiego. Biedny Bejbi postanowił zresztą po wyścigu obwieścić Lewisowi i całemu światu, co myślał o manewrze swojego rywala. Drugiego i chyba najpoważniejszego skoku ciśnienia doznałyśmy przy spektakularnym spotkaniu Mistrza Schu ze ścianą. I wreszcie trzeciego - ostatniego, gdy wstrętne Williamsy zatrzymały heroiczną pogoń dzielnego Jensa za Sebastianem. I co z tego, że szanse na doścignięcie Vettela były nikłe. Jenson walczył, walczył, walczył, my podniosłyśmy się z poduszek i wszystko na marne. Kto nam teraz wynagrodzi straty moralne?

Nie było. Po raz pierwszy od nawet nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie kiedy pan Borowczyk nie komentował wyścigu. Legendarny komentator był na Rajdzie Polski, a my w rozpaczy. Jego zastępcy musimy oddać to, że test na znajomość Jesici Michibaty zdał na piątkę i na pewno generalnie zna się na rzeczy, ale nie, Pan Borowczyk to to nie jest. (Pan Borowczyk na pewno by nam powiedział cóż to za sympatyczny młodzieniec stał obok jessybondgirl na dekoracji). (O, już wiemy i oficjalnie mówimy mu "cześć").

No i przyznamy szczerze, że wczorajszy wyścig na tyle nas nie zafascynował, że tak sobie nasze rozmyślania krążyły od Pana Borowczyka, do tego co w zeszłym roku na tym torze wyprawiał Bobby.

Pierwszy z tych rozmyślań wyciągnął nas niezawodny w takich sytuacjach Lewis Hamilton kasujący Biednego Bejbiego. Biedny Bejbi postanowił zresztą po wyścigu obwieścić Lewisowi i reszcie światu co myślał o manewrze swojego rywala na torze:

Drugiego i chyba najpoważniejszego skoku ciśnienia doznałyśmy przy spektakularnym spotkaniu Mistrza Schu ze ścianą.

I wreszcie trzeciego - ostatniego, gdy wstrętne Williamsy zatrzymały heroiczną pogoń dzielnego Jensa za Sebastianem. I co z tego, że szanse na doścignięcie były nikły. Jenson walczył, walczył, walczył, my podniosłyśmy się z poduszek i wszystko na marne. Kto nam teraz wynagrodzi straty moralne?

 

 

No dobra.

A Wam drogie dziewczęta, jak podobały się zmagania w Singapurze?

 

P.S.1. Mamy nadzieję, że Robert nie oglądał wyścigu.

Lotus Renault GP

 

P.S.2. Kiedy następnym razem Pan Andrzej nie będzie mógł uczestniczyć w transmisji, apelujemy o wcześniejsze nagranie kwestii: witają państwa, żegnają państwa, sympatyczny, legendarny, znany z tego że, słynny, siedmiokrotny, zrobił sobie wycieczkę, kto nam tu narozrabiał, czy to oznacza, co to oznacza, już był w ogródku już witał się z gąską, Dżienson Beton, na państwa ekranach, niech nie zmyli państwa fakt, Dj Squire. Maurycy będzie puszczał z taśmy jak nie będzie miał nic do powiedzenia.

P.S.3. Widziałyście kto trzymał kask Vettela, gdy ten stał na podium? Kto? Nasz amigo z Warszawy!

 

 

To prawie jakbyśmy trzymały kask Vettela. (Zwłaszcza, że na zdjęciu jest też trochę moich włosów. Wygrałam życie.)

ruby blue