Wygrywamy z Gruzją!

Mamy nowe ciacho w kadrze, świetnego bramkarza i Jakuba Błaszczykowskiego. Są powody do zadowolenia?

Bo wiecie, nasze uczucie do polskiej kadry to jest taka trudna, trudna miłość. O ile w piłce klubowej  łatwo przychodzi nam cieszyć się z każdej równo podanej piłki, skaka ć pod sufit na widok pięciu nieprzerwanych podań i wielbić bez wyjątku zawodników z polskim paszpartem lub bez niego, o tyle do Orzełków (Janasa, Beenhakkera, Smudy niepotrzebne skreślić) nasza cierpliwość wyczerpała się już chyba dosyć dawno temu i teraz nurzamy się we własnej goryczy rozdrapując krwawe rany.

I narzekamy, tak, jak narzekaj a wszyscy. Jeśli wygrywamy z Argentyną, narzekamy, że była to Argentyna D, jeśli z Gruzją - marudzimy, że styl, że 1:0, że nie ma kto piłek dogrywać, że atmosfera wokół kadry, i że w ogóle najbardziej to my kochamy Torresa i Podolskiego. Ale dosyć tego. Teraz zamieniamy się w wiecznie uśmiechnięte małe, słodkie kocięta i wyciągamy jasne strony każdego meczu. Bo przecież są takie, prawda?

***Momenty były. Może nie cały mecz, może razili nieskutecznością, ale były momenty kiedy na Polaków patrzyło się przyjemnie. Znaczy na ich grę. Bo akurat na ich twarze i ciała to przyjemnie patrzy się nawet jak biorą 0:5 od Liechtensteinu. W naszych najczarniejszych koszmarach.

***Wojtek Szczęsny. Nie będziemy tu się zachwycać tym jaki jest ładny, słodki i sympatyczny, choć bardzo nas taka perspektywa pociąga, i wiecie, mogłybyśmy długo... Ale chodzi o to, że jeśli dobrą druzynę buduje sie od bramki, to no, no cóż, przynajmniej mamy bramkarza. I to jakiego bramkarza...

***Robert Lewandowski i Jakub Błaszczykowski czyli najjaśniejsze punkty naszej ofensywy. Dwaj przyjaciele z boiska w Dortmundzie rozumieją się doskonale i tylko modlimy się, żeby Kubie nie przytrafiła się jakaś kontuzja przed samym Euro, jak to było w przypadku dwóch poprzednich turniejów...

 

 

A jak Wam się podobał nasz nowy rodak Eugen Polański?