Sport.pl

Ufff, ufff, udało się... Wisła pokonuje Litex Łowecz

Może powinnyśmy nadać naszemu nagłówkowi jakąś bardziej entuzjastyczną formę, zagęścić wykrzyknikami zarówno onomatopeicznymi jak i graficznymi, ale nic nie porazimy na to, że dominującym uczuciem jakie towarzyszy nam od wczorajszego wieczoru  jest jednak ulga.

Tak, tak, jesteśmy Ciachami małej wiary i całkiem na serio wierzyłyśmy w jakąś katastrofę, serce zatrzymało nam się przy stanie 2:1, oczyma wyobraźni widziałyśmy już najgorsze nagłówki, ale nie... tym razem to nasza drużyna grała mądrze, rozważnie w defensywnie, skutecznie w ataku i w dodatku jeszcze z przychylnością sędziego, co nam się ostatnio nie zdarza zbyt często. Miałyśmy prawie odruch "niech ktoś nas uszczypnie", ale kiedy ktoś nas szczypał na tablicy wyników znowu było 2:0, albo 2:1, albo 3:1.




Bezsprzecznym i największym bohaterem meczu był Maor Melikson - zawodnik formatu, jakiego dawno chyba nie widziały polskie boiska, zdolny samodzielnie niemal rozstrzygnąć losy (dwu)meczu. Dobrze spisywał się także Patryk Małecki, a świetną zmianę dał nasz kochany Czaruś Wilk, strzelając gola na 3:1.

Niepokoi nas tylko jedno - chyba nie padało w Krakowie, więc dlaczego Czaruś wszedł już z ławki taki mokry z grzywką przylepioną do czoła i w wersji "mokry Włoch" pozostał już do końca spotkania? Czyżby wzorem Sandro Nesty z najlepszych czasów polewał sobie głowę wodą z bidonu w celu uzyskania, no właśnie nie wiemy trochę czego, ale nie dopuszczamy nawet do siebie myśli, iż na głowie Czarka mogło zagościć, no wiecie, to coś na "ż"...

Teraz pozostaje jeszcze tylko ostatni bój, pola Pelennoru, aby... ech, nie chcemy nawet o tym głośno pisać żeby nie zapeszyć. Zwłaszcza, że nie wiemy jak w Was, ale w nas każdy potencjalny rywal Wisły wywołuje respekt. FC Kopenhaga grał ostatnio w lidze mistrzów i sprawiał problemy nawet Chelsea, BATE też grało w LM, w grupie z Juventusem, Realem Madryt i Zenitem St. Petersburg (pamiętacie?). Ligomistrzową niedawną przeszłość ma też Apoel Nikozja. Maccabi Hajfa to drużyna zawsze groźna, zwłaszcza u siebie (choć Wiślacy mają doświadczenie w graniu z izraelskimi zespołami) a Dynamo Zagrzeb to wiadomo - Dynamo Zagrzeb czyli waleczni Chorwaci. Rywala poznamy już jutro. Wiślacy są spokojni, i chyba im tego zazdrościmy.

Więcej o: