Bo tak w ogóle to trwa Tour de Pologne

I od trzech etapów uparcie wygrywa go Niemiec.
Trwa Tour de Pologne I od trzech etapów uparcie wygrywa go Niemiec Trwa Tour de Pologne, a finisze przebiegają według formuły Linekera: wszyscy ścigają się na rowerach, a na końcu i tak wygrywa Niemiec. I jest to Marcel Kittel. Finisze są, jakby to powiedzieć... ekscytujące, choć przebiegają według formuły starego dobrego Linekera: wszyscy ścigają się na rowerach, a na końcu i tak wygrywa Niemiec. Ale nie Przemysław Niemiec, a ten Niemiec - Marcel Kittel. Marcel w brawurowym stylu wygrał pierwszy etap w Warszawie (w ogóle końcówka warszawskiego etapu była brawurowa, z wszelkimi odniesieniami do szarży ułańskiej, ataku Nazguli tudzież biblijnej szarańczy w równym stopniu adekwatności) i od tego czasu nie oddał żółtej koszulki. Ale żółta to jedno, a przecież są też inne koszulki do rozdania i niektóre z nich opinają polskie piersi. Bartłomiej Matysiak (CCC Polsat Polkowice) pozostaje najlepszym góralem, a Adrian Kurek (reprezentacja Polski) przewodzi w klasyfikacji najaktywniejszego. Jak w każdym porządnym wyścigu nie mogło też zabraknąć kraks, zwłaszcza że w TdP peleton trzyma się mocno i gromadnie. Przedwczoraj ofiarą owego stadnego trybu jeżdżenia padł Włoch Alessandro Ballan, który w kraksie przed metą drugiego etapu doznał urazu kolana i musiał wycofać się z wyścigu. W środę etap z Oświęcimia do Cieszyna i przekonamy się, czy sztuka tylko do trzech razy, czy może do czterech i więcej.

Nie pisałyśmy, z niewiadomych, a jednak wyłuszczonych tutaj powodów, o Tour de France, i do Tour de Pologne też jakoś trudno nam się zabrać, choć nie mamy najmniejszych trudności z jego oglądaniem, nie tylko dlatego, że podczas inauguracyjnego etapu w Warszawie widać było naszą redakcję (no, praiwe ;)), nie tylko dlatego, że lubimy się patrzeć na łydki i... no, same wiecie na co jeszcze się patrzy w kolarstwie, czy dlatego, że uwielbiamy słuchać duetu TJ&KW nawet jeśli TdP komentuje tylko jego połowa (nigdy nie wiemy która), ale także dlatego, że hmmm, finiszę są jakby to powiedzieć... ekscytujące, choć przebiegają według formuły starego dobrego Linekera: wszyscy ścigają się na rowerach, a na końcu i tak wygrywa Niemeic. Ale nie Przemyslaw Niemiec, a ten Niemiec - Marcel Kittel.

 Marcel Kittel

Marcel w brawurowym stylu wygrał pierwszy etap w Warszawie (w ogóle końcówka warszawskiego etapu była brawurowa, z wszelkimi odniesieniami do szarży ułańskiej, ataku Nazguli tudzież biblijnej szarańczy w równym stopniu adekwatności) i od tego czasu nie oddał zółtej koszulki. Ale żółta to jedno, a przecież są też inne koszulki do rozdania i niektóre z nich opinają polskie piersi. Bartłomiej Matysiak (CCC Polsat Polkowice) pozostaje najlepszym góralem, a Adrian Kurek (Reprezentacja Polski) przewodzi w klasyfikacji najaktywniejszego.

Mamy zresztą wśród naszyh blogerek fankę kolarstwa, która pieczołowicie relacjonuje etap, po etapie, zapraszamy więc serdecznie na jej bloga>>

Jak w każdym porządnym wyścigu nie mogło też zabraknąć kraks, zwłaszcza, że w TdP peleton trzyma się mocno i gromadnie. Przedwczoraj ofiarą owego stadnego trybu jeżdżenia padł Włoch Alessandro Ballan, który w kraksie przed metą drugiego etapu doznał urazu kolana i musiał wycofać się z wyścigu.

Dziś czeka nas etap z Oświęcimia do Cieszyna, i przekonamy się, czy sztuka tylko do trzech razy czy może do czterech i więcej. Zapraszamy do oglądania, a same przy okazji, nieco już rytynowo wyznajemy miłość mężczynom naszego życia.

Tomasz Jaroński i Krzysztof Wyrzykowski bądź na odwrót

 

rybka