Wisła cieszy się z sukcesu Adama Małysza

Adam Małysz nie zdobył złotego medalu na dużej skoczni w Salt Lake City, ale Wisła i tak oszalała ze szczęścia. - Co tam, mamy przecież dwa medale - cieszył się 14-letni Michał Kochański, kibic Małysza z Jaworzna.

Wisła cieszy się z sukcesu Adama Małysza

Adam Małysz nie zdobył złotego medalu na dużej skoczni w Salt Lake City, ale Wisła i tak oszalała ze szczęścia. - Co tam, mamy przecież dwa medale - cieszył się 14-letni Michał Kochański, kibic Małysza z Jaworzna.

Skoki na telebimie i w okolicznych lokalach oglądało prawie 1,5 tys. kibiców i to pomimo deszczowej pogody.

Do Wisły, podobnie jak w niedzielę, zwaliły tłumy kibiców z całego Śląska i Podbeskidzia. Byli fani z Raciborza, Katowic, Rudy Śląskiej, Bielska-Białej i... Salt Lake City!

- Nikt mi nie wierzy, kiedy mówię skąd jestem, ale to fakt. Małysz skacze u mnie, a ja jestem w jego mieście i trzymam za niego kciuki - mówił nam z uśmiechem David Castillio, 19-letni student z Salt Lake City, który środowe zawody oglądał na telebimie w centrum Wisły w towarzystwie swojej dziewczyny Ani Latko z Katowic. Oprócz niego imprezę oglądało prawie 1, 5 tys, kibiców i to pomimo chłodnej oraz deszczowej pogody.

Wszyscy oczywiście żywiołowo dopingowali naszego mistrza. Wystarczyło, że na ekranie pojawił się Małysz, a już w górę szły flagi i szaliki, a kibice skandowali: Adam! Adam!

Państwo Wilkowie przyjechali do Wisły ze Zgorzelca z ogromnym transparentem: Adaś! Jesteśmy z Tobą. - Bez względu na wynik on i tak jest dla nas najlepszy - podkreślała Iwona Wilk. Równie gorąco, co na placu w centrum Wisły było w miejscowych lokalach: U Bociana w Kopydle czy w pizzerii Roma. Tę ostatnią wizytowała ekipa niemieckiej telewizji ZDF.

- Przygotowujemy materiał na czwartek. O Małyszu, o klubie i o mieście. Mam nadzieję, że zawody wygra właśnie Małysz. Dlaczego? Bo wtedy materiał będzie ciekawszy dla naszych redaktorów w Niemczech - tłumaczył nam przed zawodami z uśmiechem Dietmar Barsig, warszawski korespondent ZDF.

Bar U Bociana był w środę nieczynny. - Już wcześniej robiliśmy rezerwację. Jest 50 osób: miejscowi oraz kibice z całej Polski, z Poznania, Gdańska i Wrocławia - opowiadał Tadeusz Ficek, właściciel lokalu.

Po srebrnym skoku Małysza wszędzie w górę strzeliły szampany. Ludzie tańczyli w lokalach i na ulicy. Nikt nie przejmował się tym, że nasz mistrz przegrał z Simonem Ammannem.

- Adam starał się jak mógł, ale wygrał lepszy - krótko stwierdził 20-letni Rafał Pilch z Wisły, z wymalowaną na biało-czerwono twarzą. - Co tam! Jest fantastycznie, mamy przecież kolejny medal - cieszyła się Helena Legierska, właścicielka pizzerii Roma.

Tylko kibice z Niemiec, których jest obecnie sporo w Wiśle, byli zawiedzeni. - No cóż, liczyliśmy, że wygra Hannawald, a tu tylko 4. miejsce - narzekał po zakończeniu konkursu Ronny Koenig z Wittenbergii.

Wielkie emocje towarzyszyły oglądaniu skoków Adama Małysza nie tylko w Wiśle. Masa fanów naszego skoczka zgromadziła się przy wystawionych w pubach telewizorach także w innych miastach. W Bielsku najlepsze chyba warunki do kibicowania były w pubie "Halabarda". Tu oglądano relację wyświetlaną z projektora na wielkim ekranie. Zachęcały do tego plakaty: "Skocz na piwko". Przy ławach było jak na igrzyskach za oceanem: biało-czerwone szaliki, czapeczki, młynki, gwizdki.

- Tu jest nawet lepiej niż przy skoczni, bo można stres łagodzić browarkiem - przekonywał Sebastian, zagorzały kibic skoków.

Kibice szaleli za każdym razem, gdy tylko któryś z Polaków pojawiał się na rozbiegu. Najgłośniej było, ma się rozumieć, przy Adamie. Śpiewano, krzyczano i skandowano ile wlezie.

- Tylko przy jego skokach zakładam tą czapeczkę. Na szczęście - mówił Marek, naciągając na czoło niebieską bejsbolówką z wyszytym autografem Małysza.

Po skoku Adama w drugiej serii nastąpił oszałamiający wrzask. Zamienił się w gwizd i wycie podczas lotu Svena Hannawalda. Gdy ten wylądował na ułamek sekundy zapanowała cisza. I nagle "Halabardę" rozdarł ogromny szał radości - gdy Niemiec podparł się oddając Polakowi srebro. Z głośników ryknęło: "We are the champions". Niektórzy zaczęli wykonywać dziki taniec na środku knajpy, inni padali sobie w ramiona. Radości nie było końca.

Grzegorz Wójcik, właściciel "Halabardy" uważa, że to znakomity sposób na promocję pubu. - Ludzie jak widać bawią się świetnie oglądając sport. Na mistrzostwa świata w piłce nożnej mam już wszystko zarezerwowane - mówi Wójcik.

Walkę Małysza o srebro oglądano nawet w noclegowni dla bezdomnych w Bielsku. Tu w każdej z sal są telewizory.

- I wszystkie oczywiście nastawione na skoki Małysza. Wszyscy strasznie się cieszą - mówi Marian Moskal, opiekun z noclegowni.

Gorzej z oglądaniem mieli kierowcy autobusów PKS. Ich trzymały bowiem sztywne ramy rozkładu jazdy. - Wyników pierwszej serii słuchałem w radiu. Teraz ledwo co dojechałem z kursu i patrzę na powtórki - mówi Mieczysław Czylok, siedząc wraz z innymi na świetlicy dla kierowców na bielskim dworcu PKS. Czas jednak szybko mija. Zbliża się pora odjazdu a tu za chwilę skok Małysza. Co robić?

- No, tą minutkę, dwie można poczekać. Teraz tłumów nie ma. Ludzie zrozumieją, że Małysz - uśmiecha się Czylok.

Michał Zichlarz, Wisła