Lepistoe, przyszły trener Małysza: Polska to wyzwanie

Nie zagwarantuję, że młodzi polscy skoczkowie pójdą w ślady Małysza. Taki talent jak Adam trafia się jeden na milion - mówi Fin Hannu Lepistoe.

Michał Pol: Dlaczego bycie trenerem reprezentacji Polski w skokach narciarskich to interesująca posada?

Hannu Lepistoe: Prowadzić polską kadrę to wielkie wyzwanie, bo jest ona podzielona. To prawie praca na dwóch etatach. Z jednej strony jest Adam Małysz, wielka gwiazda światowych skoków, który osiągnął już niemal wszystko i trzeba pomóc mu zmotywować się do kolejnych sukcesów. A z drugiej strony grupa młodych, bardzo utalentowanych chłopaków, którzy są głodni sukcesu jak: Kamil Stoch, Rafał Śliż, Stefan Hula czy Piotr Żyła. Ale oni muszą się jeszcze sporo nauczyć - i skakania, i radzenia sobie z presją, i startowania w cieniu takiej gwiazdy jak Małysz. Bardzo chciałbym podjąć się tego wyzwania. Decyzja należy jednak do Polskiego Związku Narciarskiego.

PZN rozstaje się z trenerem Heinzem Kuttinem, bo nie dotrzymał obietnicy, że ci młodzi utalentowani zawodnicy będą skakać tak jak Małysz. Poza piątym miejscem drużyny na igrzyskach w Turynie w sezonie to niestety Małysz dostosował formę do kolegów, a nie odwrotnie...

- Nie mogę zagwarantować tego, że młodzi Polacy pójdą w ślady Małysza i będą odnosić takie sukcesy jak on. Ba, to jest po prostu niewykonalne. Bo taki talent jak Adam trafia się jeden na milion. On już zajął swoje miejsce w historii skoków narciarskich. Tytuły mistrza świata, trzy Kryształowe Kule, wygrany Turniej Czterech Skoczni, medale olimpijskie. Niewielu dokonało tyle co on. W obecnej stawce widzę tylko jednego zawodnika, który ma podobny potencjał, a jest przy tym jeszcze bardzo młody. To dwukrotny mistrz olimpijski Thomas Morgenstern. Ale to wszystko nie znaczy, że nie wierzę w młodych Polaków. Oni mają wielkie możliwości. Wierzę, że mogą odnosić sukcesy, liczyć się w stawce.

Jak sam Pan mówi, Małysz wywalczył w karierze prawie wszystko. Po niepowodzeniu w Turynie ciężko mu się zmobilizować do dalszej pracy. Kolejne igrzyska dopiero za cztery lata. Spekulowaliśmy nawet, czy nie skończy kariery. Czy ma Pan jakieś pomysły, żeby pomóc mu odzyskać głód skakania i rywalizacji?

- Tu nawet najlepszy trener nie pomoże. Adam to wielki zawodnik i sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chce nadal to robić. Czy nadal kocha tę dyscyplinę, czy nadal chce jej poświęcać tyle czasu i potu. Jeśli on sam nie znajdzie w sobie motywacji, nikt go nie namówi. Natomiast jeśli zdecyduje się nadal skakać, a będzie zmotywowany, wierzę, że jestem w stanie mu pomóc robić to na najwyższym poziomie.

Wierzy Pan, że może znów odnosić sukcesy, mając na plecach oddech tylu młodszych rywali? Podczas igrzysk w Vancouver będzie miał 33 lata.

- Nie mam wątpliwości, że znów może być najlepszy. Metryka nie jest tu żadną przeszkodą. Granica wieku, w jakim sportowiec powinien myśleć o końcu kariery, w dzisiejszych czasach znacznie się przesunęła. Technologia rozwinęła się tak dalece i pozwala zawodnikom rywalizować na najwyższym poziomie długo po trzydziestce. Spójrzmy zresztą na to, jacy zawodnicy liczą się najbardziej w stawce. Z wyjątkiem jednego Morgensterna, który jest fenomenem, nie są to młodzieniaszkowie bez doświadczenia. Janne Ahonen, Jakub Janda, Andreas Kuettel startują od bardzo dawna i są niewiele młodsi od Adama. Nie wspominam już o japońskich mistrzach jak 35-letni Takanobu Okabe. Właśnie wielkie doświadczenie Adama - i moje, jeśli zostanę trenerem polskiej kadry, bo jestem trenerem od ponad 25 lat - będzie kluczowe w odnoszeniu przez niego sukcesów.

Prezes PZN Apoloniusz Tajner powiedział, że Małysz potrzebuje bardziej autorytetu niż nauczyciela i dlatego stawia na Pana. Zna Pan też niemiecki, będziecie więc mogli się świetnie dogadać.

- Nie chcę komentować słów prezesa, których nie słyszałem. Co do języka - w sporcie nie ma on żadnego znaczenia. Pracowałem ze świetnymi wynikami w Austrii, zanim nauczyłem się niemieckiego. Mika Kojonkoski nie zna norweskiego, porozumiewa się z Norwegami po angielsku. Ważne są metody, pomysły i wiara w obraną drogę. Poza tym trener ze skoczkiem rozumieją się na skoczni bez słów.

Heinz Kuttin bardzo narzekał na presję, jakiej został poddany w Polsce, pracując z Małyszem, który ma u nas status ikony i niemal najważniejszej osoby w państwie. I nie zawsze sobie z tą presją radził, m.in. bojkotował przez jakiś czas media. Pan się tej presji nie boi?

- Kultowy status Małysza w Polsce jest nam wszystkim świetnie znany. Presji się nie obawiam, przynależy ona do sportu, jest jego integralną częścią. Ktoś, kto jak ja jest trenerem od 1979 r., dawno temu musiał z nią sobie poradzić, czy to prowadząc kadrę Finlandii, czy Austrii.

Skoki i gonitwy

60-letni Hannu Lepistoe to najbardziej doświadczony trener skoczków. Jako szkoleniowiec - na początku dzieci, a później kadry Finlandii, Włoch i Austrii - pracuje od 1979 r. W latach 80. od podstaw stworzył fiński dream team. To dzięki jego metodom eksplodował talent Matti Nykaenena, skoczka wszech czasów. W 1985 r. Lepistoe przeniósł się do Włoch, gdzie wyszkolił najlepszego do niedawna skoczka Italii Roberto Cecona i poprowadził go do trzeciego miejsca na MŚ w lotach. W roku 1992 zrobił sobie dwuletnią przerwę, by w 1994 r. wrócić do Finlandii i wydobyć kadrę z dołka. To on odkrył wówczas talent Janne Ahonena. W 2002 r. po nieudanych dla Austrii igrzyskach w Salt Lake City objął reprezentację tego kraju. W efekcie jego pracy do weteranów: Martina Hoellwartha, Andy'ego Widhoelzla, Wolfganga Loitzla i Andy'ego Goldbergera, dołączyli utalentowani juniorzy: Andreas Kofler, Florian Liegl i Thomas Morgenstern, którego Lepistoe porównuje do Nykaenena. Podczas igrzysk w Turynie znów prowadził kadrę włoską. Oprócz skoków pasją Lepistoe są konie wyścigowe. Ma własną stadninę, a jego konie z powodzeniem biorą udział w gonitwach, co poza satysfakcją czyni go niezależnym finansowo.

na podstawie skijumping.pl i skokinarciarskie.pl