Skoki narciarskie. Lepistoe: przesadziłem z pracą

PRZEGLĄD PRASY. Trener Adama Małysza Hannu Lepistoe nie weźmie udziału w hucznym uroczystym zakończeniu kariery jego podopiecznego w Zakopanem. 65-latek potrzebuje spokoju, bo raptem kilkanaście dni temu miał poważne problemy z sercem. - Przesadziłem z pracą - przyznaje Fin w rozmowie z ?Super Expressowi?.

Lepistoe nie mógł po raz ostatni zamachać Małyszowi chorągiewką startową w czasie konkursu Pucharu Świata w Planicy. Zamiast na słoweńskiej skoczni przebywał w szpitalu, gdzie trafił z podejrzeniem zawału. Po tygodniu wrócił do domu w Lahti i mimo dużego osłabienia, powoli wraca do sił. Lekarze zdiagnozowali u niego niedokrwienie serca.

- Krew płynie nie tak, jak powinna, trafiając w zatory w tętnicach. Na szczęście szybko zrobiono mi zabieg - wyjaśnia trener Małysza, dodając, że nigdy wcześnie nie miał podobnych problemów. - To chyba rodzinna choroba, bo podobne dolegliwości miała kiedyś siostra. Ale ja zawsze czułem się dobrze. Wygląda na to, że przesadziłem ostatnio z pracą, chciałem zrobić za dużo w szybkim tempie - wyznaje szkoleniowiec dziennikowi "Super Express" [czytaj cały wywiad].

Lekarze zapowiadają, że za dwa-trzy miesiące Fin odzyska dawną dyspozycję. Zabraknie go jednak na wielkim benefisie pożegnalnym Małysza, który "z wielką pompą" organizowany jest w najbliższy weekend.

Symbolem pożegnania wielkiego mistrza jest zapuszczanie wąsów - tak charakterystycznych dla polskiego skoczka. Lepistoe jednak i do tej akcji się nie przyłączy. - Widziałem, że w Planicy wąsy miał Ammann i Hilde, którego bym nie podejrzewał, że włączy się do akcji. Ja raczej zostanę bez zarostu - kończy Lepistoe.

Małysz u premiera a operatorzy z wąsami

"Orzeł wylądował", czyli ostatni skok Adama Małysza ?

Więcej o: