Zimowe igrzyska olimpijskie były wielkim świętem sportu. Polscy kibice mogli cieszyć się z medali zdobytych przez Kacpra Tomasiaka, Pawła Wąska i Władimira Semirunnija. Sportowcy, poza chwałą i fizycznym dowodem ich sportowej klasy w postaci medali, otrzymać też mieli wielkie nagrody przekazane przez Polski Komitet Olimpijski.
Okazało się jednak, że PKOl wpadł w duże problemy. Upadek firmy Zondacrypto, która była ważnym sponsorem Komitetu, uniemożliwił wypłatę środków za osiągnięcia sportowców podczas tegorocznych igrzysk. Niedawne spotkanie z zawodnikami i trenerami miało uspokoić sytuację, ale nie doszło do żadnych porozumień.
- PKOl chciał uzyskać naszą zgodę na swoje rozwiązanie, ale nie przedstawił żadnych konkretów na piśmie. Zawodnicy mieli siedzieć cicho i na wszystko się zgadzać - relacjonuje Kinga Tomasiak, mama Kacpra, trzykrotnego medalisty olimpijskiego. W rozmowie dla "WP Sportowych Faktów" opowiedziała o kulisach spotkania z prezesem Radosławem Piesiewiczem i wiceprezesem Andrzejem Supronem. Oni oraz dwaj prawnicy byli przedstawicielami komitetu podczas tej rozmowy.
Zobacz też: Opozycja ruszyła, by odwołać Piesiewicza. Sceny w siedzibie PKOl
Kinga Tomasiak zaznacza, że Piesiewicz rozwiązania problemu przedstawił "z głowy". - Nie mieli przygotowanego absolutnie niczego na piśmie. Z naszej strony przyjechali jedynie zawodnicy i ich trenerzy oraz ja, jako pełnomocnik notarialny Kacpra. Byli zdziwieni, że nie zgodziliśmy się na akceptację ich propozycji na "słowo". Podali rozwiązania, które dotyczyły głównie pozyskania sponsora, który miałby spłacić zaległości, które - jak twierdzili - należą do firmy Zondacrypto - wspomina.
Dopiero pod koniec spotkania Piesiewicz miał zaprezentować "na szybko" dwie propozycje dotyczące wypłaty zobowiązań. Jedna z nich zakładałaby comiesięczną regulację zaległości, jednak proces ten trwałby latami - w przypadku skoczka przelewanie kilku tysięcy złotych co miesiąc pozwoliło załatwić sprawę po... około 7 latach.
Druga opcja zależałaby od znalezienia sponsora, który mógłby pokryć długi natychmiastowo, ale według hierarchii. - Prezes zaznaczył, że najpierw dostaną trenerzy, potem inni zawodnicy, a na samym końcu Kacper, "bo on przecież dostał najwięcej" - przekazuje Tomasiak.
W obecnej sytuacji nie mogło być zgody ustnej. O maila z pisemnym przedstawieniem propozycji poprosiła nie tylko Kinga Tomasiak, ale również Roland Cieślak, trener kadry w łyżwiarstwie szybkim (on też nie chciał nic podpisywać w trakcie spotkania). - Prezes zapytał, czy mu wierzymy, ja powiedziałam, że nie do końca, a ponieważ chłopaki milczeli, Piesiewicz uznał, że tylko ja mu nie wierzę - opowiada.
Mama trzykrotnego medalisty olimpijskiego czuła, że porozumienie mogłoby zostać wykorzystane przez Piesiewicza. - Odniosłam wrażenie, że to spotkanie zostało zwołane tylko po to, żeby pokazać w mediach, że doszliśmy do porozumienia. Nie spodziewano się, że ktoś zakwestionuje ich obietnice - podsumowała rozmowę z prezesem Komitetu Kinga Tomasiak.
Zgodnie z obietnicami PKOl-u, nagrody dla medalistów olimpijskich wynosiły od 750 tys (dla mistrzów) do 450 tys złotych. Sam Kacper Tomasiak swoimi trzema medalami zasłużył na wypłatę w wysokości 900 tys złotych w gotówce oraz 500 tys. w tokenach od giełdy Zondacrypto. Dodatkowe nagrody otrzymał również m.in. od Ministerstwa Sportu i Turystyki. W tym przypadku jednak nie słychać o problemach z wypłatą.