Choć kadencja Adama Małysza na stanowisku prezesa Polskiego Związku Narciarskiego dobiega końca, były skoczek narciarski zdołał przed swoim odejściem dokonać jednego ważnego ruchu personalnego w kontekście kadry skoczków. Do Polski powrócił Stefan Horngacher, który w przeszłości pełnił rolę selekcjonera głównej reprezentacji. Teraz został koordynatorem systemu szkolenia.
O jego ponowny angaż jednak nie było łatwo, gdyż jeszcze miesiąc temu, 20 kwietnia, zarząd PZN zawetował pomysł przedstawiony przez Małysza i trenera Macieja Maciusiaka. Dziś jednak były selekcjoner reprezentacji Niemiec jest już po jednym zgrupowaniu z naszą kadrą. Proces jego powrotu do polskich struktur ciągnął się od igrzysk olimpijskich.
- Adam zapytał mnie, co planuję i co mógłbym jeszcze zrobić dla Polski. Zacząłem o tym myśleć i w mojej głowie pojawiło się wiele pomysłów. Wtedy zdecydowałem się wrócić. Mogłem zostać w Niemczech, to była dobra praca, ale poczułem, że nadal mam energię i pomysły, które mogę wykorzystać w polskich skokach - mówił w rozmowie z Eurosportem.
Co jednak zmieniło się w myśleniu zarządu PZN, który zdecydował się ugiąć? O kulisach decyzji o podjęciu ponownej współpracy z Horngacherem w rozmowie z Michałem Białońskim z Polsatu Sport opowiedział Adam Małysz. Prezes związku nie ukrywał, że rozmowy trochę się przeciągały, a wpływ na zatrudnienie Austriaka miał jeden aspekt.
- Gdyby nie mocne wsparcie i zaangażowanie trenera Maciusiaka i pozostałych trenerów w kierunku zatrudnienia Stefanem, to zarząd by się pewnie nie ugiął i nie doszłoby do podpisania umowy. Oczywiście, nastąpiły renegocjacje warunków, ale te sprawy były zostawione na później. Stefan powiedział wyraźnie, że dla niego najważniejsze jest to, żeby wszyscy członkowie zarządu zgodzili się na jego powrót. Bo jeśli którykolwiek będzie miał wątpliwości, to byłoby słabo, bo taka współpraca nie funkcjonowałaby właściwie - zaznaczył.
- To wszystko się odbijało, że faktycznie czas powrotu Stefana się bardzo wydłużył, a wiemy doskonale, że jeśli chodzi o tak dobrych fachowców i trenerów, jakim jest Horngacher, oni nie czekają długo na alternatywne oferty. W naszym wypadku czekał tylko i wyłącznie dlatego, że negocjacje zaszły bardzo daleko i on był już naprawdę przygotowany na to, że wraca do Polski. Miał ode mnie zapewnienie w tej sprawie, bo ja miałem początkowo zielone światło od zarządu ta jego powrót. Gdyby nie to, poszedłby gdzie indziej - dodał.
Przełom w rozmowach nastąpił, gdy na spotkanie z Horngacherem udał się wiceprezes PZN, Wojciech Gumny. Małysz o niczym nie wiedział, a o całej sytuacji dowiedział się grubo po fakcie.
- Po tym, jak ja powiedziałem Stefanowi, że zrobiłem w sprawie jego powrotu wszystko, co mogłem i ciężko mi było przekonać zarząd, Horngacher sam rozmawiał, z tego co wiem, z Andrzejem Kozakiem (doradcą zarządu PZN, prezesem Tatrzańskiego ZN-u - przyp. red.). Dopiero po jakimś czasie się dowiedziałem, że faktycznie Wojtek Gumny był w Zurichu i rozmawiał ze Stefanem. Po powrocie oświadczył, że jego stawki zostały zredukowane. Oczywiście, bardziej zmienione, bo Horngacher nie dostanie niejako z góry tyle, co miał dostać, ale za to będzie miał premie za wyniki - wyjawił Małysz.
Jednym z głównych celów Stefana Horngachera w reprezentacji Polski ma być przygotowanie młodych skoczków do roli liderów kadry. W przyszłości to właśnie oni mają wejść w buty Kamila Stocha, Dawida Kubackiego czy Piotra Żyły.
Zobacz też: Kranjec wylądował na wózku inwalidzkim! Miesiąc temu przeżył fatalny wpadek