Mimo że dopiero 13 czerwca odbędą się wybory na nowego prezesa Polskiego Związku Narciarskiego, to hitowy transfer już się wydarzył. Organizacja poinformowała w poniedziałek, że do Polski wraca Stefan Horngacher, który był trenerem naszej kadry w latach 2016-2019. Jak czytamy w oświadczeniu PZN-u, Horngacher będzie "koordynatorem systemu szkolenia ściśle współpracując z trenerami kadr narodowych". Co to oznacza? "Model współpracy zakłada jednoznaczny podział odpowiedzialności, określony zakres kompetencji oraz jasno zdefiniowane, mierzalne cele sportowe" - dodaje federacja.
Dlaczego PZN ogłosił rozpoczęcie współpracy z Horngacherem przed wyborami, a nie po nich? To wyjaśnił Wojciech Adam Fickowski, członek zarządu PZN-u ds. współpracy z klubami w rozmowie z Interią.
- Ja kiedyś powiedziałem, że z nikim nie będę się boksował. I jak wszyscy powiedzą, że należy go wziąć bo odejdzie, to trzeba go wziąć. I tyle. Ja miałem inne zdanie, a jeśli wszyscy moi koledzy byli za tym, że należy to zrobić, to także się na to zgodziłem. I koniec. Wie pan, ja nie będę zatrzymywał pociągu. Jakie to miało znaczenie, że jestem biednym żuczkiem, który może mieć odmienne zdanie? Ja po prostu gościowi nie ufam i tyle - powiedział.
Fickowski zaznacza, że Horngacher nie będzie miał w Polsce "gwiazdorskiego kontraktu". - To było, że tak powiem, nieporozumienie w tych wszystkich negocjacjach finansowych. Nie dogadał się z nim ten, kto miał się dogadać i potem wynikło to, co mieliśmy. Tu nie chodziło o same pieniądze, tylko głównie o plan działania. Dzisiaj fachowców i specjalistów nie ma na świecie tanich. W przypadku Horngachera finanse to był temat drugorzędny - dodał członek zarządu.
Zobacz też: Oficjalnie! Stefan Horngacher wraca do polskich skoków. Oto jego nowa rola
Fickowski przyznał w wywiadzie, że ma pewne uwagi do Horngachera za jego okres pracy w Polsce jako trener skoczków.
- Trenerów usuwał ze skoczni, nie mogli patrzeć na nic. Przecież czterech gości od nas odsunął od trenowania i wiadomo kogo. W związku z tym ja mu nie ufam, ale nie twierdzę, że to nie jest dobry fachowiec. Ja tylko mówię, że wierzę w polskich trenerów. Jeśli uznano, że w osobie Horngachera mamy czysty zysk, to w imię dobra dyscypliny też to akceptuję. Ale zostawił nas nagle, gdy zniknął z pola widzenia. Mam takie zdanie, lecz czas jest najlepszym lekarstwem na rany. Zakładamy po złożeniu podpisów, że wszystko będzie dobrze, odniesiemy korzyści i dyscyplina będzie się rozwijać - podsumował.