Zamykał skocznie trenerom, zabierał im zawodników. Obrażał się na dziennikarzy i klnąc po polsku, usuwał skoczków sprzed kamer. A jednak powinniśmy się cieszyć z tego, że znów mamy Stefana Horngachera u siebie. On nigdy nie zostawia za sobą pustej gabloty.
Gdy odchodził z Polski siedem lat temu, gablotę z trofeami zostawił niemal bez wolnego miejsca. Jako trener kadry skoczków sprawił, że zdobyliśmy dwa medale olimpijskie - złoto Kamila Stocha i brąz drużyny z Pjongczangu, cztery krążki z mistrzostw świata - w tym historyczne drużynowe złoto z Lahti, a do tego jeszcze dwa medale z MŚ w lotach. I cieszyliśmy się najcenniejszymi trofeami świata skoków: dwoma Złotymi Orłami za Turniej Czterech Skoczni i Kryształową Kulą Kamila Stocha, a także dwoma Pucharami Narodów.