Choć od zimowych igrzysk olimpijskich minęło już trochę czasu, to sportowcy wciąż nie otrzymali wszystkich obiecanych pieniędzy. Wszystko przez problemy jednego ze sponsorów PKOl - Zondacrypto, wokół którego wybuchła ogromna afera. Pojawiły się nawet sugestie, że medaliści olimpijscy nie zobaczą tych pieniędzy na oczy, bo - według plotek - giełda kryptowalut może przestać istnieć.
Niedawno Paweł Wąsek, srebrny medalista olimpijski, który miał otrzymać 200 tys. złotych, zapowiadał, że nie odpuści tych pieniędzy. - Wielu z nas dostało taką obietnicę, wielokrotnie powtarzano ją publicznie, więc nie biorę pod uwagę, by teraz odpuścić. (...) Robię teraz generalny remont domu i te pieniądze są mi niezbędne. Na razie jednak nie podejmuję nerwowych kroków - mówił w rozmowie z WP SportowymiFaktami.
Odpuszczać nie zamierza także rodzina Kacpra Tomasiaka, który wywalczył dwa medale, za co miał otrzymać 550 tys. złotych. W rozmowie z Interią jego ojciec - Wojciech ujawnił, że Kacper wybrał złotówki zamiast tokenów, a i tak środki znalazł na swoim koncie na platformie. Jednak problem polega na tym, że... jest problem z transferem tych pieniędzy na własny rachunek. - Nie chcemy za dużo o tym mówić. Podjęliśmy decyzję, że czekamy do końca kwietnia na to, co się stanie - podkreślał ojciec skoczka narciarskiego.
Zobacz też: Neon Zondacrypto zniknął z siedziby PKOl. "Wstyd, niesmak i Piesiewicz pozostają"
Teraz głos na ten temat zabrała mama Kacpra Tomasiaka - Kinga. - Ostatnie tłumaczenia PKOl-u są dla mnie niezrozumiałe. Przypomnę, że w regulaminie nagród dla olimpijczyków wprost jest napisane, że to PKOl przyznaje nagrody. Nie ma tam mowy o Zondacrypto - stwierdziła w rozmowie z WP SportoweFakty.
- Prezes z uśmiechem na ustach mówił o rekordowych nagrodach i chwalił się sukcesem, a gdy przyszło do wypełnienia obietnicy, to pojawiły się problemy. My już rozmawialiśmy z prawnikami i po powrocie z urlopu zamierzamy już w poniedziałek działać w tej sprawie. Planujemy wysłać pismo i dowiedzieć się, co zamierzają zrobić z tym działacze. Nie odpuścimy tego - zapewniła.
Serwis ponadto informuje, że otoczenie Pawła Wąska już rozmawiało z przedstawicielami PKOl, ale nie otrzymali żadnych konkretów. Z kolei Władimir Semirunnij poprosił o pomoc Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego.