To już pewne. Adam Małysz w czerwcu przestanie być prezesem Polskiego Związku Narciarskiego. Trudno nie odnieść wrażenia, że legendarny skoczek miał dość. - Wiele rzeczy musiałem poświęcić, wiele spraw nie szło po mojej myśli. Miałem oczywiście momenty satysfakcji, gdy wychodziły projekty, nad którymi pracowałem, ale ogólnie więcej było tych trudniejszych chwil. Po trzecie, to nie było moje środowisko i to, do czego byłem przyzwyczajony - przyznawał szczerze.
W rozmowie z WP Sportowe Fakty były skoczek przyznał, że w pracy działacza sportowego brakowało mu... sportu. Tego, który Małysz sam mógłby uprawiać, bo po prostu nie miał czasu, żeby się ruszać.
- Wyczynowcem nigdy już nie będę i raczej nie załapię się na trend, w którym starsi panowie wsiadają na rowery i robią codziennie trasy po 70 kilometrów. Faktycznie brakuje mi treningów. Przez ostatnie cztery lata ciągle siedziałem za biurkiem, a te kilkanaście godzin dziennie mocno mnie przygniotło. Nie spodziewałem się, że mój organizm zareaguje na to aż tak źle - powiedział Małysz.
Pod tym względem praca działacza okazała się być bardzo niewdzięczna. - Przez całe życie byłem przyzwyczajony do aktywnego trybu, a ostatnie lata to głównie przeglądanie papierów i praca przy biurku. Nie pokochałem tego i zdecydowanie brakuje mi ruchu. To zresztą nie jest jedyny problem, bo do poprawy jest także psychika. Naprawdę marzy mi się, żeby wyjść w spokoju na bieganie. Nikt nie zobaczy mnie jednak biegającego o szóstej rano, bo nigdy nie byłem typem rannego ptaszka. Nawet w czasach kariery poranne rozruchy to był przykry obowiązek. Bardziej niż ćwiczyłem, to po prostu rozciągałem się tam, jak dopiero co wybudzony kot. Dawno jednak nie miałem takiej chęci, by po prostu się poruszać - dodał.
Adam Małysz jest prezesem Polskiego Związku Narciarskiego od czerwca 2022 roku. Ta kadencja nie zostanie zbyt dobrze zapamiętana, głównie przez coraz gorsze wyniki polskich skoczków.