953 punkty zdobyte przez ośmiu skoczków i ani jednego podium zawodów głównego cyklu - to bilans Biało-Czerwonych w Pucharze Świata w sezonie 2025/26, najgorszym od 17 lat. Jedynymi, którzy osiągnęli sukces, byli Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek, którzy przywieźli z Predazzo odpowiednio trzy i jeden medal olimpijski. Poza tym - co tu dużo mówić - forma Polaków wołała o pomstę do nieba.
Mimo słabych wyników na stanowisku trenera kadry A utrzymał się Maciej Maciusiak, który zdążył już podjąć decyzję o tym, kto będzie reprezentować nasz kraj w zawodach PŚ w nadchodzącym sezonie. Na liście znaleźli się Kacper Tomasiak, Paweł Wąsek, Maciej Kot, Klemens Joniak, Piotr Żyła i Dawid Kubacki. Do kadry B zdegradowani zostali Jakub Wolny oraz Aleksander Zniszczoł, który w rozmowie z WP SportoweFakty zdradził, jak zareagował na taki wybór.
- [Dowiedziałem się] wcześniej niż Polski Związek Narciarski opublikował komunikat. Bodajże w piątek. Nie czułem się z tym dobrze. Zresztą nadal odczuwam mnóstwo emocji - przyznał.
Warto przypomnieć, że Zniszczoł był jednym ze zwolenników zatrudnienia Maciusiaka w miejsce Thomasa Thurnbichlera. Teraz jednak ze szkoleniowcem jeszcze nie zamienił ani słowa na temat zsyłki do skakania w ramach zawodów Pucharu Kontynentalnego. Tę zresztą przeżywał już poprzedniej zimy, gdy w 10 konkursach zgromadził 172 punkty. Czy 32-latek może skorzystać na degradacji?
- Po dłuższych przemyśleniach i mimo emocji stwierdziłem, że tak. Swój najlepszy sezon miałem, będąc skoczkiem kadry B. To wtedy dwa razy stanąłem na podium Pucharu Świata. Wciąż jest więc szansa, że przyszłość będzie bardzo dobra - podkreślił i zaznaczył, że nie zamierza kończyć bądź zawieszać kariery.
- Przecież będę skakać nadal. Nie zamierzam zajmować się czymś innym, a samo przesunięcie do kadry B nie sprawi, że będę gorszym skoczkiem. Na pewno jednak musiałem porozmawiać z moim kolegą Kubą Bączkiem, trenerem mentalnym. Wiem, że muszę popracować z emocjami - stwierdził.
W kolejnym sezonie Zniszczoł chce przede wszystkim poprawić swoje wyniki. W rozmowie z Mateuszem Puką podkreślał, że przede wszystkim on i jego koledzy muszą mieć nadzieję na to, że tym razem będzie lepiej, niż ubiegłej zimy.
- Nikt się nie spodziewał, że ostatnia zima będzie tak zła w wykonaniu całej reprezentacji. Oczywiście pomijam igrzyska olimpijskie. Trzeba się spodziewać, że kolejny sezon będzie lepszy i podejść do niego z wiarą. Mam 32 lata, nie jestem już młodym zawodnikiem. Ale też nie najstarszym. Będę spokojnie czekać, co przyniesie czas i pracować nad sobą. Właśnie z takim podejściem do sezonu chcę przepracować lato i jesień. Muszę bardziej skupić się na sobie, na własnych wynikach i walce o lepsze miejsca w zawodach - powiedział.
W rozmowie ze Zniszczołem poruszony został również temat potencjalnego powrotu do Polski Stefana Horngachera. 32-latek przyznał jednak, że nie wie nawet, na jakim stanowisku miałby pracować Austriak. Póki co Zniszczoł będzie współpracować z Wojciechem Toporem i Robertem Mateją.
Zobacz też: Wtedy Horngacher ma przyjechać do Polski. PZN ogłasza. "Dostał zaproszenie"